Katarzyna Skrzynecka: Żona czempiona

​Wielka radość w rodzinie Katarzyny Skrzyneckiej! Mąż aktorki, Marcin Łopucki, został w Rumunii podwójnym mistrzem świata. Córka pary, 6-letnia Alikia, gdy dowiedziała się o triumfie taty, stwierdziła: "Wreszcie bidulek będzie mógł zjeść tort i wszystko, co lubi".

Nie znam drugiego faceta na świecie, który miałby tak silną wolę jak mój mąż - przekonuje Katarzyna Skrzynecka

Ostatnie dni Marcin Łopucki spędził w rumuńskiej Bystrzycy, gdzie odbywały się mistrzostwa świata w kulturystyce - World Junior & Masters Championships. Do Polski wraca w glorii chwały.

"Zwyciężyłem w swojej kategorii, kulturystyki klasycznej w wieku 40-44 lata. Później mistrzowie świata wszystkich kategorii przystąpili do superfinału i wygrałem również tę kategorię" - mówi PAP Life Łopucki. Dla sportsmena to zwieńczenie 20 lat ciężkiej, metodycznej pracy. Dodaje: "Bez wsparcia mojej żony, nie udałoby mi się tego osiągnąć. Komfort spokoju rodzinnego, małżeńskiego na pewno dał mi możliwość perfekcyjnego przygotowania do mistrzostw świata". A jak to wszystko wygląda z perspektywy Katarzyny Skrzyneckiej?

Reklama

Czy oglądała pani z bliska występ swojego męża na mistrzostwach świata?

Katarzyna Skrzynecka: - Niestety nie, ponieważ kiedy mąż wyjeżdżał na zawody do Rumunii, grałam spektakle w Warszawie, Krakowie i Katowicach razem z Teatrem Capitol. Ale cała nasza ekipa kibicowała Marcinowi. Ponieważ jeden z akredytowanych fotoreporterów na mistrzostwa świata, Sylwester Szymczuk, zamieszczał transmisję na żywo na swojej stronie, moment ogłoszenia wyników oglądaliśmy na tablecie w trakcie podróży busem teatralnym. Wszyscy zareagowaliśmy wielkim radosnym okrzykiem, kiedy usłyszeliśmy nazwisko Marcina. Moi koledzy, co oczywiście było bardzo miłe, powitali mnie rano na śniadaniu okrzykiem: "Cześć, żona czempiona!".

Jakie poświęcenia musiał ponieść pani mąż, przygotowując się do zawodów?

- Od każdego sportowca osiągnięcie światowego sukcesu wymaga ogromnej dyscypliny, determinacji, bardzo ciężkich treningów - przez wiele lat i miesięcy. W przypadku sportów fitness, fitness gimnastycznego, akrobatyki, kulturystyki bardzo istotna jest też restrykcyjna dieta. To jest pięć posiłków dziennie, których skład jest wyliczony co do grama. Trudno sobie wyobrazić, co może czuć człowiek, który jest ciągle głodny.

- Doceniam poświęcenie mojego męża, tym bardziej, że kocha gotować, piec torty, zapraszać przyjaciół, a nie może nawet spróbować tych pyszności. Nie znam drugiego faceta na świecie, który miałby tak silną wolę jak Marcin. Uczestnicząc z nami w świętach czy przyjęciach, na których wszyscy zajadają się smakołykami, on siedzi nad miseczką dietetycznego kurczaka z zieloną sałatą i pomidorem.

Czy wspieracie się nawzajem?

- Mąż stara się być na każdej mojej premierze. Ja w miarę możliwości jeżdżę na wszystkie zawody. Warto wspomnieć, że wielu wyczynowych sportowców, w tym najtrudniejszym okresie ostatnich miesięcy przed zawodami, zamyka się w świecie treningów, sal treningowych i ogranicza swój udział w życiu rodzinnym i towarzyskim. My jesteśmy pełni podziwu dla Marcina, bo zawsze stara się znaleźć czas dla rodziny. Opiekuje się nami każdego dnia, choćby nie wiem, jak sam był zmęczony.

Jaka nagroda czeka na Marcina w Polsce?

- Kiedy w rozmowie telefonicznej 6-letnia Alikia usłyszała, że tato właśnie przed chwilą zdobył dwa złote medale na mistrzostwach świata, najpierw zawyła radośnie, a potem od razu dodała: "Wreszcie bidulek będzie mógł zjeść tort i wszystko, co lubi". Postaramy się naszego tatę i męża nagrodzić nie tylko uściskami i oklaskami. Mam nadzieję, że wreszcie przez jakiś czas, zanim nie wróci do kolejnych zawodów, będzie mógł jeść wszystko, co lubi, pochłaniać całą furę pysznych słodkości i lodów.

Rozmawiał Andrzej Grabarczuk (PAP Life)

Dowiedz się więcej na temat: Katarzyna Skrzynecka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje