Gadżety dla ucznia okiem Anny Nowak-Ibisz

​Jakie gadżety są potrzebne dziecku idącemu do szkoły? "Biurko, krzesło, dobra lampa" - wylicza Anna Nowak-Ibisz. Gospodyni programu "Pani Gadżet" przekonuje, że nie widzi uzasadnienia, by kupować dziecku tablet. Jeśli telefon, to taki, który tylko dzwoni.

Zakup elektronicznych gadżetów to absolutne pójście na łatwiznę przez rodziców - przekonuje Anna Nowak-Ibisz

To, jakie zeszyty czy przybory szkolne kupić dziecku idącemu do pierwszej klasy, zwykle okazuje się pierwszego września. Kwestia zeszytów, długopisów, czy innych akcesoriów szkolnych tak naprawdę zależy od zasobności portfela rodziców. "Przydatnym gadżetem jest dobre biurko i dobre krzesło w domu, ale najczęściej dziecko, które dopiero rozpoczyna edukację szkolną, pracuje w szkole i dopiero później - tak od czwartej klasy - zaczyna regularnie zasiadać i odrabiać lekcje" - mówi PAP Life Anna Nowak-Ibisz, gospodyni programu "Pani Gadżet", prywatnie mama 10-letniego Vincenta.

Nowak-Ibisz podkreśla, że trzeba zadbać o dobre miejsce do pracy dla dziecka i o to, żeby jego kręgosłup się nie krzywił. "Są różne bardzo dobre krzesła czy biurka polskich firm. Są takie, które dziecko może sobie samo zmontować i przygotować do pracy. Są takie, które rosną razem z dzieckiem, biurka, które rozwijają manualne zdolności dziecka, siłę koncentracji" - wylicza PAP Life "Pani Gadżet".

Reklama

Nowak-Ibisz przekonuje, że z kolei tablet nie jest niezbędnym dla dziecka gadżetem. "Tablet jest dziecku zasadniczo niepotrzebny, bo niby do czego?" - zastanawia się "Pani Gadżet". "W szkole mojego dziecka jest zakaz, wszyscy się tego trzymają. Nie słyszałam o szkole, w której byłyby dopuszczane tablety chociażby w plecaku".

Nieco inne zdanie Nowak-Ibisz ma na temat telefonu komórkowego, ale tu warunkiem jest odpowiedni wiek i funkcja telefonu - ograniczona tylko do dzwonienia. "Zwykły, prosty telefon, który daje poczucie bezpieczeństwa dziecku. Ale to też pod warunkiem, że dziecko jest poza szkołą" - tłumaczy i dodaje, że jej syn nigdy do szkoły telefonu nie zabierał.

"W tej chwili ma 10 lat i jeśli wiem, że z zajęć pozalekcyjnych nie odbiorę go na czas, to wtedy organizuję pomoc z dziadkami, ale to ja dzwonię" - zapewnia Nowak-Ibisz i dodaje, że tak naprawdę telefon jest absolutnie zbędnym gadżetem. "Powyżej piątej klasy tak, bo piątoklasisty się już nie ustrzeże. Piątoklasista też będzie wiedział, że jeśli wyciągnie telefon na lekcji, to nauczyciel zrobi z tym porządek" - mówi "Pani Gadżet".

"Biurko, krzesło, dobra lampa" - podsumowuje Nowak-Ibisz to rzeczy, które naprawdę mogą przydać się dziecku w nauce. "I mądry rodzic, który będzie dziecku pomagał w różnych rzeczach, mobilizował do czytania, do odrabiania lekcji... To są gadżety bardzo fajne, a nie wyposażenie dziecka w elektronikę, bo elektronika dzieci absolutnie uzależnia - dzieci nie mają systemu obronnego, który jest w stanie powiedzieć 'dość'. Robią się agresywne, rozproszone, rozkojarzone i bardzo trudno będzie im przejść na normalną stronę, kartkę książki" - kwituje "Pani Gadżet".

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Pani gadżet | Anna Nowak-Ibisz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje