Reklama

Dorota Gardias: Bez planów, ale z marzeniami

Miniony rok upłynął jej pod znakiem... córki. - Szaleję na punkcie mojej Hani - przyznaje Dorota Gardias. Pogodynka zdradza też, czego oczekuje od losu w tym roku i jakie nowe zawodowe projekty chciałaby zrealizować.

Po co, twoim zdaniem, ludzie robią postanowienia noworoczne, skoro ich realizacja w większości przypadków kończy się w styczniu?

Dorota Gardias: - Wydaje mi się, że takie zaczynanie wszystkiego od początku jest wygodne, ale też daje nową energię i możliwość zapomnienia o tym, w czym tkwiliśmy do tej pory. Kiedy coś nam nie idzie, z czymś sobie nie radzimy lub jesteśmy znudzeni, to chętnie mówimy "Ok, od jutra to zmieniam!". Ja pamiętam, że kiedy chodziłam do szkoły, to zdarzało mi się zapisywać zeszyt do połowy i sięgać po drugi, nowy, czysty. Sądzę, że z tymi postanowieniami noworocznymi jest podobnie, że mamy ochotę zostawić wszystko z tyłu, zacząć od nowa i stać się lepsi...

Reklama

A dla ciebie moment zakończenia jednego i rozpoczęcia drugiego roku, jest czymś wyjątkowym?

- Zdecydowanie tak! Może to dziwnie zabrzmi, ale ja się niesamowicie wzruszam, kiedy wybija północ i żegnam stary rok. Czasem nawet się popłaczę... Nie wiem zupełnie dlaczego? Może to tak, jak z zakończeniem związku? Albo kiedy zmieniamy pracę i teoretycznie nowa ma być lepsza, to odchodząc z tej starej zwykle jest nam żal... Jesteśmy do czegoś przyzwyczajeni, przywiązani i nagle jest koniec. Dla mnie pożegnanie starego roku to zawsze bardzo emocjonalny moment.

To także czas podsumowań. Jaki był dla ciebie miniony rok?

- Rok stał pod znakiem Hani! Przyznaję otwarcie, że mam świra na punkcie córki! (śmiech). To jest moja największa miłość! Czasem znajomi proszą, żebym trochę odpuściła i zajęła się przez chwilę sobą, ale chyba jeszcze nie jestem na to gotowa. A więc Hania, Hania i jeszcze raz Hania!

- Początek roku był dla mnie trudny, bo dużo się w moim życiu zmieniło i wielu rzeczy musiałam się nauczyć, przede wszystkim właśnie jako młoda mama. Kondycyjnie niestety nie było zbyt dobrze, bo po porodzie długo dochodziłam do siebie. Później, po urlopie macierzyńskim, wróciłam do pracy i rozłąka z córką sporo mnie kosztowała. A dodatkowo powrót na wizję, po blisko rocznej przerwie, był prawdziwym koszmarem! Szczerze przyznam, że w życiu się tak nie stresowałam, jak wtedy! Po dyżurze we "Wstajesz i wiesz" podszedł do mnie Jarek Kuźniar i zapytał, czy żyję? (śmiech).

- Druga połowa roku była już zdecydowanie lepsza. Wszystko właściwie wróciło do normy i okazało się, że przy dobrej logistyce, wsparciu szefów i kolegów z pracy, wszystko da się sprawnie poukładać i pogodzić.Miałam okazję realizować cykl w "Dzień dobry TVN" - "Projekt Mama", do którego tematy dyktowało mi samo życie, a który pomógł mi wskoczyć znów na telewizyjne tory.

Czy masz już plany na rok 2015?

- Nie robię planów, ale mam marzenia. I zawsze staram się myśleć pozytywnie, bo to przyciąga dobrą energię. Dzięki takiemu nastawieniu moje marzenia się autentycznie spełniają!

Więc o czym marzysz teraz?

- To może nie marzenie na cały następny rok, ale na - mam nadzieję - niedaleką przyszłość. Chciałabym mieć dom z ogrodem. Po prostu - ciepły, rodzinny, spokojny dom...

A w kwestiach zawodowych jakie masz postanowienia?

- Chciałabym poprowadzić show! Duży projekt na żywo, z udziałem publiczności! Myślę, że dobrze bym się w takim programie odnalazła i realizowała. To moje marzenie i mocno wierzę, że i ono się spełni.

Rozmawiała Ewlina Kopic.

Tele Tydzień
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy