Bogusław Wołoszański: Nie tylko historia

Znamy go z zamiłowania do historii, ale interesuje się też innymi dziedzinami. Komputery, motoryzacja i sport - wylicza Bogusław Wołoszański. Twórca "Sensacji XX wieku" gra ponadto w tenisa, choć - jak przyznaje - na razie rakietę musiał zawiesić na kołku.

"Ida"? Przepraszam twórców, ale nie obejrzałem całej, bo mnie nudziła - wyznaje Bogusław Wołoszański

Czy od zawsze przejawiał pan zainteresowanie historią?

Reklama

Bogusław Wołoszański: - Urodziłem się w 1950 roku i zainteresowanie nią było wręcz wpisane w tamte czasy. Otaczała nas zarówno ta materialna historia, jak i ta przenoszona przez rodziców i ich znajomych. Historią się żyło, więc to zupełnie naturalne, że moje pokolenie ją kocha. Natomiast w dzisiejszych czasach narodził się wspaniały i coraz większy ruch rekonstruktorski - tysiące młodych ludzi odtwarza historię średniowiecza, czasów napoleońskich, a przede wszystkim okresu drugiej wojny światowej. Myślę, że to najlepszy dowód na to, że historia żyje.

 Ma pan inne zainteresowania obok historii?

- Jestem człowiekiem głodnym wiedzy, dlatego bardzo interesuję się komputerami, motoryzacją i sportem.

Fanem jakiego sportu pan jest?

- Tenisa - to jest sport, który uprawiam, choć ostatnio przez to, że praca tak mnie pochłonęła, nie mam na to czasu i na razie rakietę musiałem zawiesić na kołku. Ale na pewno do niej wrócę.

Czytanie, jakiej literatury sprawia panu przyjemność?

- Nie dzielę literatury - nie mogę powiedzieć, że szczególnie interesuje mnie literatura amerykańska, rosyjska czy francuska. Lubię dobrą literaturę i zawsze, kiedy żona coś mi podsuwa, mówiąc, że to jest ciekawe i powinienem to przeczytać, rzucam się na taką książkę. Czytam zawsze, kiedy kładę się do łóżka. Wtedy przychodzi spokój i czas, którego w ciągu dnia na to brakuje. Natomiast ten wieczorny jest najwspanialszy do czytania.

Może pan polecić swój ulubiony tytuł albo autora?

- Jest ich tak wielu... Zdecydowanie najbardziej lubię sięgać po literaturę, która jest bliska moim zainteresowaniom. Bardzo często wracam do tej wielkiej literatury - ubóstwiam Dostojewskiego, a "Braci Karamazow" czytam już chyba szósty raz. Nie śledzę rozwijających się gatunków literackich. Albo sięgam po rekomendowaną literaturę, albo wracam do tej starej, dobrej, ciągle znajdując w niej coś nowego.

A jakie filmy pana interesują?

- To jest szczególnie trudne pytanie z tego względu, że ostatnio nie miałem czasu na to, żeby chodzić do kina. Byłem pochłonięty pracą. Wyjście do kina - tak jak mój tenis - odłożyłem sobie do listopada, kiedy to zamierzam nadrabiać wszystkie zaległości. A zacznę przede wszystkim od tych filmów, które mi umknęły, na które zmęczenie i stres nie pozwoliły mi pójść. Jeżeli pojawia się jakiś głośny film, to staram się mieć chociaż jakieś zdanie na jego temat.

Ale naszą oscarową "Idę" pan widział?

- "Idy" nie udało mi się obejrzeć, chociaż próbowałem. Uznałem, że jest to nudne - przepraszam twórców. Tak jak nie udało mi się obejrzeć "Hiszpanki". Doszedłem do wniosku, że to też mnie nie interesuje. Wolę wracać np. do "Bękartów wojny" Tarantino - wspaniały film z cudowną kreacją Christopha Waltza. Przy takim filmie wiem, że to będzie czas, którego nie będę żałował.

Rozmawiała Paulina Persa (PAP Life).

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Bogusław Wołoszański

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje