Adam Fidusiewicz: Praca jest moim życiem

Nieprzewidywalny Maks z serialu "Na Wspólnej", twardy "Wilk" z "Czasu honoru – Powstanie" i zarozumiały Hans z "Bodo". - Każda rola to przygoda - mówi Adam Fidusiewicz.

Każde zawodowe przedsięwzięcie jest dla mnie wielką przygodą - wyznaje Adam Fidusiewicz

Które z dotychczasowych wcieleń w "Twojej Twarzy..." było dla ciebie najtrudniejsze?

Reklama

Adam Fidusiewicz: - Krzysztof Krawczyk! Musiałem skupić się na obniżeniu mojego naturalnie wysokiego głosu oraz robić charakterystyczne ozdobniki dźwiękowe. Kiedy skupiałem się na jednym, to wtedy traciłem drugie. Na szczęście ostatniego dnia coś drgnęło.

Udział w popularnym show to dla ciebie bardziej zabawa czy praca?

- Zdecydowanie to drugie. Życie jest moją pracą, a praca życiem. Staram się ciągle szukać procesu twórczego. Przyjmuje on najróżniejsze formy. Czasami obcuję z teatrem, niekiedy z kinem, innym razem z rysunkiem, tańcem lub śpiewem. Jestem wolnym strzelcem i pracuję od projektu do projektu, dlatego każde zawodowe przedsięwzięcie jest dla mnie wielką przygodą. To okazja do mierzenia się z samym sobą i do wejścia w nowy świat. Uwielbiam to!

A konkretnie?

- Interesuje mnie rozkładanie osobowości na czynniki pierwsze, zwłaszcza kiedy na warsztat biorę ludzi, którzy stali się niekwestionowanymi gwiazdami muzyki. Każdy z nich jest inny, ma inną ekspresję! Jeden dużo gestykuluje, drugi marszczy czoło, trzeci mruży oko. Łączy ich jedno - osiągnęli sukces. Przyglądanie się im jest niezwykle pouczające, bo dostrzega się, że nie istnieje jedna słuszna droga ani jeden słuszny sposób bycia, który prowadzi do sukcesu.

Poprzednią edycję "Twojej Twarzy..." wygrał Bartek Kasprzykowski. Według ciebie zasłużenie?

- Oczywiście! Powiem więcej, Bartek był moim idolem, ale nie mogę mówić tego zbyt głośno, bo jest teraz wymagającym jurorem i wyjdzie na to, że mu się podlizuję. (śmiech) Powiem więc tak: najbardziej lubię oglądać występy Natalii Szroeder.

W ubiegłym roku zagrałeś w jednym z odcinków serialu kryminalnego "Przekraczając granice". Zauważyłeś znaczące różnice między polskim a amerykańskim planem?

- W Stanach Zjednoczonych każdy aktor bez względu na to, czy ma status gwiazdy, czy nie, otrzymuje do dyspozycji własną przyczepę na planie. Dzięki takiemu rozwiązaniu nie trzeba się błąkać z miejsca na miejsce, można po prostu się odciąć od świata i gromadzić energię potrzebną później w nagraniach. W ekipie byli bardzo mili i sympatyczni ludzie. Nikt nie obnosił się ze swoją pozycją. Byłem też niezwykle zaskoczony kulturą pracy. Nigdy wcześniej nie słyszałem, aby po skończonej scenie jakiś aktor mówił do kolegi z planu: "Dziękuję za współpracę, naprawdę dobrze to zagrałeś". A tam tak właśnie było.

Za sobą masz też udział w wielu polskich produkcjach. Czy jest rola, którą darzysz szczególnym sentymentem?

- Najważniejszą produkcją, jak dotąd, był dla mnie serial "Czas honoru - Powstanie", w którym zagrałem postać "Wilka" - młodego żołnierza. Praca ta była dla mnie bardzo ważna z osobistych względów. Mój dziadek Stefan "Szpak" Fidusiewicz, utytułowany orderem Virtuti Militari, zginął w Powstaniu Warszawskim. Wcielenie się w rolę "Wilka" było więc dla mnie szansą zmierzenia się z rodzinnym, pielęgnowanym od wielu lat mitem. Teraz można mnie zobaczyć w serialu "Bodo", gdzie pojawiam się w zupełnie innej roli - chłopaka o silnym poczuciu wyższości, mocnym zapleczu rodzinnym i niemieckich korzeniach.

Rozmawiał Artur Krasicki.

Dowiedz się więcej na temat: Adam Fidusiewicz | Twoja twarz brzmi znajomo 5

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje