"Strategia mistrza" [recenzja]: Skazany na wygraną

W kolarstwie ten człowiek był ikoną, pierwszym współczesnym celebrytą tej dyscypliny. Można było nie wiedzieć nic na temat Tour de France, a znać poszczególne fakty z życia Lance’a Armstronga.

Żółtą koszulkę lidera w "Strategii mistrza" ubrał Ben Foster

"Strategia mistrza" w reżyserii Stephena Frearsa to pierwsza próba zmierzenia się z biografią tego, w którym zakochali się wszyscy i któremu udało się wszystkich oszukać. Mistrz, który dokonywał niemożliwego za wszelką cenę. Przekonał wszystkich i przede wszystkim sam siebie, że nie ma rzeczy niemożliwych. Kolarstwo dla Armstronga nie było tylko i wyłącznie dyscypliną sportową, ale stanowiło przede wszystkim punkt wyjścia do zbudowania imperium i stworzenia dworu poddanych - fanów z całego świata. Przynajmniej taka wizja biografii kolarza pojawia się w najnowszym filmie brytyjskiego reżysera, znanego dzięki takim tytułom, jak: "Tajemnica Filomeny" i "Królowa".

Reklama

Nie ma sensu przypominać punkt po punkcie biografii Armstronga. Twórcy "Strategii..." zachowują chronologię wydarzeń. Lance (Ben Foster) jest dobrze zapowiadającym się sportowcem, ale coraz częściej słyszy, że nigdy nie będzie mistrzem. To zdanie doprowadza go do szewskiej pasji. Chodzi o nieodpowiednią budowę ciała, wydolność płuc itd. Dla amerykańskiego zapaleńca, który kreuje się na współczesnego wojownika, predyspozycje genetyczne nie istnieją - postanawia skorzystać z pomocy włoskiego doktora i włączyć do kolarskiej diety pewną substancję, która w Szwajcarii jest legalna i dostępna we wszystkich aptekach.

I tak zaczyna się historia zwycięstw w kolejnych wyścigach, która łączy się bezpośrednio z kolejnymi etapami budowy systemu dopingowego dla własnych zawodników. Kieruje nim oczywiście niezniszczalny Lance. W międzyczasie Armstrong wygrywa jeszcze walkę z rakiem jądra, co automatycznie czyni go ikoną siłacza i potencjalnym bohaterem, który przecież nigdy w życiu nie popełniłby sportowego grzechu. Z takim kapitałem zaufania społecznego pragnie przejść do historii kolarstwa jako niezwyciężony.

Scenariusz "Strategii mistrza" jest oparty m.in. na raportach śledczych dotyczących wieloletniej działalności Lance’a Armstronga i jego współpracowników. Do pewnego momentu Frears kreuje typową biografię człowieka znikąd, który nagle został mistrzem, ale wbrew standardowym narracjom potrafi unieść swój sukces - wie, jak z niego skorzystać. Z drugiej strony "Strategia..." ma mieć również wymiar pseudodokumentalny - co jakiś czas pojawiają się zdjęcia archiwalne, film jest montowany w niektórych momentach na zasadzie serii fragmentów reporterskiego śledztwa itp. Na dokładkę mamy Bena Fostera, który z postaci Armstronga próbuje stworzyć kogoś w rodzaju natchnionego proroka - czasami nawiedzonego szarlatana i wariata, co w filmie Frearsa jest chyba najbardziej nietrafionym zabiegiem.

"Strategia mistrza" to pierwsza fabularna próba zmierzenia się z biografią Lance’a Armstronga. Życie tego sportowca - manipulatora tłumów - od samego początku wydawało się być gotowym scenariuszem na film. Przykład obrazu Frearsa pokazuje, że jednak nie tak łatwo opowiedzieć historię kolarza-celebryty i uniknąć naiwnych uproszczeń i niepotrzebnych, diabolicznych metafor. Bardzo ciekawym punktem wyjścia do obejrzenia "Startegii..." będzie dokument "The Armstrong Lie" (2013) w reżyserii Alexa Gibneya. Nie tylko na zasadzie wprowadzenia do biografii i wzbogacenia wiedzy na temat tej skomplikowanej piramidy dopingowej, ale przede wszystkim dla porównania, czego w fabule Frearsa po prostu zabrakło.

5/10

"Strategia mistrza" (The Program), reż. Stephen Frears, Wielka Brytania, Francja 2015, dystrybutor: Monolith Films, premiera kinowa: 30 października 2015

Dowiedz się więcej na temat: Strategia mistrza (film)

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje