Reklama

"Samsara": W 80 minut dookoła świata

"Samsara" to pięcioletni projekt Rona Frickego, w którym reżyser próbował zawrzeć piękno i okrucieństwo współczesnego świata z podziałem na kraje, narodowości i kultury. Niestety, tym razem ambicja przerosła twórcę.

Na "Samsarę", czyli kolejny obraz Rona Frickego, autora docenionej "Baraki", trzeba było wypatrywać ponad 20 lat. Oczekiwania, jakie narosły wokół tego projektu, powodują, że film zbiera sprzeczna recenzje. Część krytyków zachwyca się jego wizualną płynnością, pozostali nie mogą wybaczyć Frickemu, że pozwolił, aby forma przerosła treść. Część czytelników już w tym momencie będzie mogła osądzić, czy wyprawa do kina jest dla nich wskazana. Jeśli lubicie wizualne fajerwerki, rezerwujcie bilet, jeśli nie - nie ma po co się trudzić.

"Samsara" jest jak pokaz slajdów wykonanych aparatem w komórce z podróży dookoła świata: zdjęcia zapierają dech w piersiach, ale nijak nie udaje się im oddać ducha miejsc, w które wędruje kamera. Reżyser próbuje dostosować film do wymogów współczesnego widza. Jest więc szybko, ładnie i dramatycznie, ale brakuje w tym wszystkim refleksji. Dlatego w głowie niewiele po seansie zostaje.

Reklama

Tytuł filmu w języku hinduskim oznacza reinkarnację. Wędrówka duszy stanowi trzon buddyzmu, ale religia ta wskazuje na brak indywidualnej niezmiennej duszy. Nie mówi się w niej dosłownie o reinkarnacji, a raczej o "wielu wcieleniach". W "Samsarze" dostajemy taki właśnie ogrom wcieleń współczesnego człowieka. Reżyser odwiedziwszy z kamerą 25 krajów dziwi się w swoim filmie, że na przestrzeni jednego globu mogą egzystować obok siebie takie sprzeczności, jak tradycja i nowoczesność, starość i młodość, bogactwo i ubóstwo, korporacje i małe firmy, czarni i biali... Niestety, film budowany na zasadzie opozycji zmierza w stronę coraz bardziej banalnych zestawień. Gdyby to jeszcze dokądś go prowadziło.

Niestety, "Samsara" to wycieczka bez celu. Fricke zachowuje się jak japoński turysta, który z nieodłącznym aparatem w ręku stara się uchwycić jak najwięcej obrazów. Zawsze widząc takich fotografów amatorów, zastanawiałem się, co się z ich zdjęciami dzieje. Lądują na dnie karty pamięci czy też są oglądane przez rodziny i przyjaciół podróżników, którzy z zazdrością podziwiają kolejne slajdy?

W wypadku obcowania z "Samsarą" o zazdrości akurat trudno mówić, ale żeby oddać sprawiedliwość, trzeba przyznać, że filmowi udaje się wzbudzić pewną tęsknotę. Nie jest to może zew wolności, tylko raczej pragnienie kulturowej wymiany, postudenckiego Erasmusa, który pozwoliłby choć przez chwilę egzystować gdzie indziej (choć zdjęcia są tutaj momentami tak przeestetyzowane, że konfrontacja z rzeczywistym wyglądem pokazywanych miejsc szłaby w parze z ryzykiem zawału u oglądających). Jednak rozbudzenie tej romantycznej zachcianki to obok wizualnej przyjemności jedyna gratyfikacja, jaką dostajemy za cenę kinowego biletu. Potraktujcie go więc jako ofertę last minute na wycieczkę dookoła świata oferowaną przez najtańsze linie lotnicze. Moim zdaniem wciąż warto.

6/10

Zobacz zwiastun filmu "Samsara":


---------------------------------------------------------------------------------------

"Samsara", reż. Ron Fricke, USA 2012, dystrybutor: HAGI Film, premiera kinowa 19 października 2012 roku.

---------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama