"Nieracjonalny mężczyzna" [recenzja]: Moralność pana Abe'a

Abe jest nauczycielem filozofii - facetem z odzysku lub jak to woli niegrzecznym chłopcem. Objęcie przez niego stanowiska na jednym z niewielkich nowojorskich uniwersytetów, wzbudza ogólne podniecenie. Na Abe’a kobiety nie działają jednak tak silnie, jak idee stawiające pod znakiem zapytania czarno-biały podział na dobro i zło.

Emma Stone i Joaquin Phoenix w filmie "Nieracjonalny mężczyzna"

Filmy Woody'ego Allena stały się przeciętne, bo na sile straciło to, co zawsze było ich najmocniejszą stroną - słowo. Dawniej prawie nigdy nie mieliśmy wątpliwości, co do natury ekranowych zdarzeń i nikt się nie zastanawiał, czy były one pretensjonalne czy ironiczne? Kiedyś Allen zawsze trafiał w punkt. Nie był w tym przewidywalny, ale błyskotliwy. Dziś poziom jego filmów doskonale oddaje stan bohatera "Nieracjonalnego mężczyzny". Abe (Joaquin Phoenix) to profesor filozofii z bujną przeszłością i brzuszkiem; wzbudzający wielką ciekawość, choć w istocie niespecjalnie interesujący. To postać trochę zagubiona, sfrustrowana i apatyczna, która znajduje nową energię zapalając się do realizacji nie najlepszego pomysłu.

Reklama

Phoenix ma ogromne wyczucie konwencji i wielki dar reagowania na podskórnie sprzedawane treści. O ile w "Mistrzu" (2012) Paula Thomasa Andersona bez cienia ironii grał naiwnego Freddie’go, o tyle w postać Abe’a wciela się z odpowiednią dawką cynizmu na podorędziu. Świetnie sprawdza się jako profesor, który w młodości jeździł protestować do Indii i regularnie odpływał w czułe ramiona meskaliny, a w wieku dojrzałym walczy z impotencją i zaczytuje się w Dostojewskim. Jest w Phoenixie wystarczająco dużo dystansu, by z gracją omijać rzucane mu pod nogi stereotypy i nie popaść w pretensję flirtując z dwiema zauroczonymi nim kobietami. Ich portrety bardzo Allenowi nie wyszły. Mając w pamięci niezwykłą Annie Hall, Melindę i Melindę czy Blue Jasmine nie sposób mu wybaczyć bohaterek ulepionych z klisz, na pozór niezwykłych, w istocie banalnych i drażniących.

Dojrzała Rita (Parker Posey) jest nieszczęśliwa w małżeństwie, ale bardziej, niż swojego męża nie znosi samotności, więc wikła się w kolejne romanse marząc o mężczyźnie, który spełni jej największe marzenie i porwie ją w szaloną podróż do Europy. Młodziutka Jill (Emma Stone) to prymuska, inteligenta, przenikliwa i piękna. Abe’a w głębi serca nie interesuje żadna z nich. Wzbrania się, choć romansuje z obydwoma czekając na coś, co wstrząśnie posadami jego świata. Allen znajduje dla niego wyzwanie i przez chwilę "Nieracjonalny mężczyzna" nabiera tempa. Pojawia się napięcie i nadzieja, że twist gatunkowy doda narracji charakteru. Nie trwa to jednak długo. Akcja szybko wraca na dawne uniwersyteckie tory i na pierwszy plan wracają damsko-męskie relacje. Powoli wkrada się w nie niepokój, bo konsekwencji działań, które podważają ogólnie przyjęty podział na dobro i zło nie da się zmieść pod dywan. W obliczu pytań o winę i karę nie tylko każdy z allenowskich bohaterów pokazuje swoją prawdziwą twarz; ujawnia się także prawdziwy charakter filmu, który z komedii z kryminalnym epizodem zamienia się w zwykłą przypowieść.

Trochę drażni takie rozwiązanie, bo "Nieracjonalny mężczyzna" mógł być historią kpiącą z oczekiwań i morałów. Dawniej Allen nie miał problemów z opowiadaniem niepoprawnych politycznie dowcipów i był w tym absolutnie bezpretensjonalny. Dziś jego prowokacje trącą myszką i są zachowawcze. Film jest przy okazji pełen powtórzeń, kilka w nim błędów montażowych i gdyby nie wyśmienici aktorzy, nie dałoby się słuchać wypowiadanych przez nich tekstów. Brak im iskry, tak jakby sam Allen się wypalił.

5/10

"Nieracjonalny mężczyzna" (Irrational Man), reż. Woody Allen, USA 2015, dystrybutor: Kino Świat, premiera kinowa: 14 sierpnia 2015 roku.

Dowiedz się więcej na temat: Nieracjonalny mężczyzna

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje