"Babskie wakacje" [recenzja]: Szmira lata

Goldie Hawn i Amy Schumer wybrały się na "Babskie wakacje" /materiały dystrybutora

Wakacje w połowie, ale chyba można już zaryzykować i wybrać najgorszy film lata. Jeśli nawet pojawi się coś gorszego, to i tak ten "obrazek" pozostanie na honorowym miejscu w zestawieniach na największą kinową szmirę lata.

Reklama

Już punkt wyjścia jest niezwykle przewidywalny. Amy Schumer jako Emily próbuje wcielić się w postać laski, którą właśnie wyjeżdża w podróż swojego życia. Kierunek to Ekwador. Osoba towarzysząca - ukochany. Niestety, plan nie może być zrealizowany, ponieważ Emily zostaje porzucona w trakcie lunchu. Smutek rozstania trwa dość krótko. Na horyzoncie pojawia się szansa wyjazdu z mamą.

Linda (wracająca na ekran po 15-letniej przerwie Goldie Hawn) to stateczna amerykańska obywatelka, która kocha koty, jest rozwódką i przezornie ma kilka zamków w drzwiach swojego domu. Pragnie wrócić do świata przygód, ale niestety na jej plecach spoczywa ciężar w postaci dwójki dorosłych dzieci.

Reklama

Nie ma sensu znęcać się nad "Babskimi wakacjami", bo to po prostu niewypał. Nie zadziałały żadne sztuczki, które w przypadku tego typu komedii ratują sytuację. Atmosfera absurdu wyparowała już po kilku pierwszych scenach. Sposób "na żenadę" nie zadziałał kompletnie. Oczywiście, wakacje matki i córki zamieniają się w walkę z mafią i wyprawę w lasach tropikalnych. Scena z tajemniczym stworzeniem ukrytym w trzewiach Emily. Delikatnie rzecz ujmując - sztuczna i kompletnie bez wyrazu. 

Zresztą nuda to chyba największy zarzut w stosunku do tego "obrazka" z wyjazdu. Mające szokować gagi z wiszącym cyckiem i obgryzaniem kości w trakcie rozmowy telefonicznej nie wywołują żadnych reakcji. Jeśli ktokolwiek myśli, że będzie miał do czynienia z filmem podobnym do "To już jest koniec" Setha Rogena i Evana Goldberga, jest niestety w błędzie.

Jedynym światełkiem w tym absurdalnym pokazie filmowej żenady jest brat Emily - Jeffrey. Ike Barinholtz jako postać drugoplanowa odrobinę rozświetla twarze widzów, kiedy próbuje za wszelką cenę załatwić ratunek dla swojej rodziny. Jego umiejętności językowe i wiedza komputerowego geeka to jeden z niewielu elementów w "Babskich wakacjach", który cieszy. Gdyby ktokolwiek, kiedykolwiek potrzebował tłumacza z języka Dothraki, już wiadomo do kogo może się zwrócić.

3/10

"Babskie wakacje" [Snatched], reż. Jonathan Levine, USA 2017, dystrybutor: Imperial-Cinepix, premiera kinowa: 4 sierpnia 2017

Dowiedz się więcej na temat: Babskie wakacje

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje