"Wesołych świąt": BIAŁE BOŻE NARODZENIE W ŚRODKU LATA

Jakim to człowiekiem jest facet, który musi oświetlić swój dom na święta tysiącami świateł? A jak czuje się ktoś, komu przyjdzie mieszkać obok takiego domu? Te dwa pytania stały się punktem wyjścia oryginalnego scenariusza Matta Cormana i Chrisa Orda, który autorzy przedstawili producentowi Michaelowi Costiganowi. „Zaintrygowało nas dwóch facetów, którzy kochają celebrować Boże Narodzenie, ale czynią to na dwa krańcowo odmienne sposoby” – mówi Corman. A Ord dodaje: „Steve i Buddy tak samo myślą o świętach i o swoich rodzinach. Brakuje im jednak umiejętności porozumienia i znalezienia wspólnego punktu widzenia. To autentycznie zabawny obszar relacji międzyludzkich”.

Reklama

Studio Regency Enterprises nabyło scenariusz filmu WESOŁYCH ŚWIˇT i powierzyło jego realizację Johnowi Whitesellowi. Ten z kolei zaprosił do współpracy scenarzystę Dona Rhymera, z którym pracował przy „Agencie XXL 2”. Zdaniem Rhymera: „Każdy z nas jest „Stevem” albo „Buddym”. Albo lubisz mieć wszystko poukładane albo żyjesz w wiecznym bałaganie. To nie są źli ludzie, po prostu starają się przeżyć każdy dzień najlepiej jak potrafią. Najważniejsze było pokazanie, jak obaj tęsknią za czymś niezwykłym, jak z tej tęsknoty zapominają, co Boże Narodzenie powinno znaczyć dla nich i ich rodzin”.

Zanim jeszcze film wkroczył fazę przygotowań do produkcji, trzeba było podjąć kilka kluczowych decyzji. Przede wszystkim chodziło o znalezienie właściwego miejsca – ulicy małego miasta w Nowej Anglii, przy której stałyby domy Finchów i Hallów. Podczas dokumentacji natrafiono w Vancouver na otwartą przestrzeń, ograniczoną kilkoma domami, która wydała się idealnym tłem dla walczących sąsiadów. Na tej przestrzeni stanęły dwie atrapy domów – w takiej odległości, by lokatorzy mogli się wzajemnie obserwować z okien. Wnętrza domów wybudowano oddzielnie o 15 minut drogi od ścian budynków.

„To wszystko przypominało grę w sudoku – śmieje się scenograf Bill Brzeski. – Budowa tych domów była niemal technicznym wyzwaniem. Łatwo zdobyliśmy każdy potrzebny nam element wyposażenia, ale połączenie wszystkich elementów układanki w całość to zupełnie inna historia”.

Brzeski stworzył dwie odmienne fasady, charakteryzujące mieszkańców budynków: dom w stylu kolonialnym dla bardziej tradycyjnych Finchów i bardziej eklektyczny bungalow dla odzwierciedlenia wariackich nawyków klanu Hallów. „Musieliśmy wybrać takie style architektoniczne, by miały sporo płaskich powierzchni, które zyskują dzięki świątecznej dekoracji – wyjaśnia scenograf. – Zazwyczaj domy mają zbyt wiele okien i rogów, aby osiągnąć pożądany efekt”.

Kiedy domy już były gotowe, pojawił się nowy problem. Ponad 60% filmu rozgrywa się nocą, a latem, kiedy kręcono zdjęcia, w Vancouver noc trwa zaledwie sześć godzin. Harmonogram filmu był jednak nieubłagany. Na szczęście znaleziono wyjście w sytuacji. Mówi reżyser John Whitesell: „Uznałem, że lepiej będzie kręcić film za dnia, kiedy aktorzy będą wypoczęci, co jest nie bez znaczenia w przypadku komedii”. Dlatego by zamienić dzień w noc, nad domami Finchów i Hallów rozpięto ogromny namiot.

Teksańska firma The Sprung Company, specjalizująca się w stawianiu konstrukcji na potrzeby wojska czy też konwencji politycznych, podjęła się przygotowania właściwej osłony. Budynki, które powstały w 15 dni, obudowano stalowym rusztowaniem i osłonięto właściwym materiałem, zamieniając plan zdjęciowy w plenerze niemal w profesjonalne studio dźwiękowe. Dopiero w takich wnętrzu umieszczono właściwe dekoracje świetlne i elementy scenerii zimowej. „Tworzenie takiej iluzji było fascynujące – potwierdza kierownik produkcji Jeremiah Samuels. – Kiedy kończyliśmy, wszystko wyglądało tak jak chcieliśmy – dwa domy po sąsiedzku w zimowej krasie”.

Wtedy przyszła pora na świąteczną dekorację domu Hallów, która stała się zaczynem całej historii. Aby ta ogromna dekoracja była rzeczywiście widoczna z kosmosu, trzeba było sporo żarówek – i mnóstwo energii elektrycznej. „Chciałem pokazać coś, czego jeszcze nie było” – przyznaje Whitesell. Scenograf Brzeski dodaje: „Chcieliśmy zrobić coś, czego się zazwyczaj nie widzi. Ale nie macie pojęcia, do czego zdolni są niektórzy. Nasza dekoracja musiała wyglądać tak, jakby zaprojektował ją jakiś przeciętny amator”.

Aby nadać tej dekoracji świetlnej wymiar „epicki”, zaproszono na plan Jasona McKinnona, który na co dzień projektuje oświetlenie koncertów rockowych największych gwiazd. Uznał on, że najwłaściwszy byłby jakiś świetlny pokaz. Oto wyjaśnienie, dlaczego: „W miarę rozwoju akcji filmu mamy dziewięć stadiów oświetlenia. Zaczynamy od momentu, kiedy na budynku nie ma żadnej żarówki, i stopniowo dochodzimy do stadium siódmego, kiedy odbywa się wielki świetlny show sterowany przez Buddy’ego siedzącego w saniach. Poziom ósmy mamy wtedy, kiedy Buddy zaczyna usuwać światła, no i stadium dziewiąte, kiedy całe miasto pomaga mu przywrócić poprzednią dekorację. Najbardziej widowiskowy jest oczywiście poziom siódmy – widowisko typu światło i dźwięk – i to było moje zadanie”.

Zanim dekoracja świetlna przybrała ostateczny kształt, zbudowano model domu Hallów i próbowano na nim rozmaite stadia oświetlenia. „Wszystko było dokładnie rozplanowane – mówi Brzeski. – Próbowaliśmy każde stadium oświetlenia włączając i wyłączając żarówki. Te testy były filmowane, potem przedstawialiśmy te filmy w studiu i dokonywaliśmy potrzebnych zmian. To było bardzo efektywne zajęcie”.

Był jeszcze jeden kluczowy element w tworzeniu tej świątecznej feerii. „Tworzymy świetlny show – przypomina McKinnon – i od początku powracało pytanie: do jakiej muzyki? Mieliśmy wspaniałe światło, ale potrzebowaliśmy jeszcze stosownej muzyki. W końcu John [Whitesell] i ja poszliśmy do naszego kompozytora, George’a Clintona. Gdyby nie było muzyki, pokaz świetlny straciłby sporo na swej dynamice”.

Następny etapem tworzenia świetlnej dekoracji było pokrycie domu Hallów świetlnych diod LED, które utworzyły wielki ekran wideo wokół budynku. „Dysponując tymi diodami mogliśmy nakręcić wideo i wyświetlić je na ścianie budynku – mówi Whitesell. – Ta technologia przypomina gigantyczne ekrany na stadionach. Nie sądzę, by ktoś próbował tego w filmie przed nami”.

McKinnon ze śmiechem wspomina nieprzerwaną paradę wybuchających żarówek: „Ich wymiana to była robota dla dziesięciu ludzi. Użyliśmy w większości normalnych żarówek dekoracyjnych, jakie można kupić w sklepie, ale postawiliśmy przed nimi daleko trudniejsze zadanie. Ilekroć włączaliśmy prąd, pękało około 20 żarówek. Czasami było i tak, że tuż po wymianie żarówki pękały w tych samych miejscach. To była prawdziwa lekcja „jakości” przeciętnego świątecznego oświetlenia!”.

Oprócz świątecznej dekoracji, którą miano zobaczyć z kosmosu, ekipa potrzebowała odpowiedniej ilości sztucznego śniegu, by odtworzyć perfekcyjny obraz zimy w Nowej Anglii. „Zrobić zimę w środku lata tak, by wyglądała na prawdziwą zimę, nie jest łatwo – wzdycha Brzeski – ale wypróbowaliśmy na planie kilka tricków, z których najbardziej udany był nasz „śnieg” odporny na zmiany pogody”. Ten „filmowy śnieg” został zrobiony z rozdrobnionego puszystego papieru, wybielony a następnie za pomocą aparatu Krendela rozprowadzony po dachach”.

Kręcenie zimowego filmu w środku gorącego kanadyjskiego lata dla większości obsady wydawało się co najmniej ryzykowne. Mówi Kristin Davis, która grała Kelly, rozsądną żonę Steve’a Fincha: „Trzeba było odpowiednio zaprogramować cały dzień, i do tego cały czas przekonywać siebie, że to wcale nie grudzień, albo nie tracić rezonu między ujęciami, nawet jeśli w środku upalnego lata kręcisz scenę z imprezy o nazwie zimowy karnawał. A do tego czujesz sztuczny śnieg na ustach, kiedy wypowiadasz swoje kwestie. Tego nie uczą w żadnej szkole aktorskiej!”.

Matthew Broderick potwierdza: „Ciągle myślisz „przecież gram na zimnie, a tymczasem się pocę”. Czasem łatwiej jest grać na siarczystym mrozie, bo kiedy jedziesz na łyżwach w pełnym słońcu prześwitującym przez ten biały plastikowy lód, czujesz, że coś nie gra”.

Tymczasem Kristin Chenoweth, czyli pani Hallowa, bez trudu odkryła świąteczny nastrój w lipcu. „To nie ma znaczenia, że jest lato, kręcenie filmu wprawia mnie w świąteczny nastrój – wyznaje aktorka. – I to do tego stopnia, że kupiłam świąteczne podarki dla wszystkich aktorów. Być może to staroświeckie, ale jakże urocze”.

Zapewne jednak nikt nie oczekiwał świątecznego swetra, bo tych wokół było pod dostatkiem na planie. Projektantka kostiumów Carol Ramsey, która zebrała kolekcję raczej okropnych swetrów, w których co roku rodzina Finchów pozowała do swych świątecznych zdjęć, uważa, że właśnie ta część garderoby wyraża tęsknotę za tradycją. „Nic w naszym pędzącym w zawrotnym tempie świecie nie wprawia nas w dobry nastrój lepiej niż podtrzymywanie tych nielicznych tradycji, jakie nam pozostały. Być może ma to w sobie coś z myślenia stadnego, ale jest słodkie i zabawne. A do tego, te swetry są bardzo fotogeniczne i często przydają świątecznej karcie nieco humoru”.

Tradycja nie przestaje być ważna dla Steve’a Fincha, który domaga się kolejnego świątecznego zdjęcia w swetrach mimo podkreślanego przez rodzinę braku zainteresowania. Matthew Broderick ma własną teorię, dlaczego swetry kupowane przez Fincha dla rodziny są takie paskudne. „To jeden z tych elementów tradycji, który wymknął się nam z rąk – uważa. – On jednak próbuje ją podtrzymywać, wobec czego miał do czynienia ze zbyt wieloma różnymi swetrami. Przez lata straciły one na jakości, więc teraz może wybierać z samego dna półki ze świątecznymi swetrami. A to nie jest miłe”.

Kostiumolog chciała, by ubrania Danny’ego DeVito były trochę staroświeckie, zwłaszcza w przypadku jego skórzanej kurtki. „Widziałam go w kurtce z początku lat 90. Przeglądałam więc archiwalne katalogi Searsa i znalazłam coś, co jest mieszkanką różnych dawnych trendów. Podobnie jak w przypadku reszty ubrań Danny’ego dodatkowo postarzeliśmy skórę, z której uszyto kurtkę. Żadne z ubrań Danny’ego nie powinno wyglądać na nowe. Wszystko, łącznie z garniturami i wdziankami, jakie nosił w pracy, miało wyglądać tak, jakby właśnie je odkurzył”.

Dla obsady WESOŁYCH ŚWIˇT film był okazją do zagrania postaci, jakie aktorzy lubili grać, ale także okazją do pracy na planie z innymi wykonawcami, których podziwiali. Danny DeVito szczególnie cenił sobie możliwość wystąpienia w filmie dla szerokiej publiczności. „Zwykle dostaję scenariusze takich mrocznych bądź zwariowanych komedii, kiedy więc przeczytałem WESOŁYCH ŚWIˇT, ucieszyłem się, że będzie to całkiem inny film”.

Z kolei Kristin Chenoweth spodobała się propozycja roli kobiety „silnej, lecz o gołębim sercu”. „Tia po prostu mówi to, co myśli – dodaje aktorka. – Bez ogródek, czego zagranie sprawia mi ogromną przyjemność”. A o swoim filmowym mężu De Vito mówi: „To jeden z ostatnich dżentelmenów. Jest uroczy. Po prostu prawdziwy mężczyzna”.

Ostatecznie autorzy, Matt Corman i Chris Ord, uznali, że przesłanie WESOŁYCH ŚWIˇT polega na tym, że „nie ma dobrego czy złego sposobu na uczczenie Bożego Narodzenia. Liczy się duch zrozumienia i znaczenie tych świąt. Zaś Don Rhymer dodaje: „Myślę, że ten film przypomni widzom, że w pogoni za dobrem nie wolno zapominać o istocie dobra”.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Wesołych świąt

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje