Reklama

"Taxi 2": WYWIAD Z SAMYM NACERI

Jak pan się przygotowywał do roli Daniela?

W obydwu częściach próbowałem dać z siebie wszystko. Nikt przedtem na mnie nie postawił, nie podjął ryzyka. Besson umie wydobyć z tych, którzy u niego grają to, co najlepsze. Chciałem za wszelką cenę dowieść mu - i sobie samemu - że dokonał właściwego wyboru. Naprawdę ciężko pracowałem. Miałem cały czas przy sobie scenariusz, wykułem go na blachę, znałem numery scen. O każdej porze dnia i nocy doskonaliłem tekst. Filmu jeszcze nie zaczęto kręcić, a mój scenariusz był w opłakanym stanie: porwany, poklejony taśmą, poplamiony, wszędzie adnotacje i pytania do Luca. Jeśli jakiś pomysł mu się podobał, włączał go do scenariusza, natomiast później nie było mowy o improwizacji.

Reklama

Co było najtrudniejsze podczas kręcenia „TAXI 2”?

To, że nie mogłem prowadzić samochodu! W części pierwszej prowadziłem w 40% filmu, co było przyjemne. Po tragedii na planie nie mogliśmy jednak podejmować ryzyka. Auto prowadził, siedząc na miejscu pasażera, Jean-Louis Schlesser, zawodowy kierowca. To nie było skomplikowane. On, poważny i skoncentrowany wchodził w zakręt, a ja beztrosko kręciłem kierownicą w tę samą stronę. Takie udawanie jest frustrujące. Ale mam zamiar przejść kurs kaskadera. Mam nadzieję, że po tym producenci pozwolą mi na więcej. Innych szczególnie trudnych scen nie było. Byłem przygotowany, tekst w głowie, opanowane gesty i intonacja. Chodziło o to, by być doskonale przygotowanym do komedii, tak by reżyser mógł się bardziej skupić na akcji. Sukces pierwszej części był ogromnym bodźcem dla nas wszystkich. W „TAXI 2” podszedłem do mojej postaci z większą pewnością, pamiętałem jednak, że druga część to duże wyzwanie.

Czy sukces pana zmienił?

Nie wiem, na razie czuję się tak samo. Ale to prawda, że wielu aktorów zmienia się, nie zdając sobie z tego sprawy. To musi działać podstępnie. Mam cały czas te same hobby, tę samą dziewczynę i tych samych kumpli, z którymi rozmawiam i gram w piłkę nożną. Oczywiście rzadziej niż kiedyś, bo jestem bardzo zajęty. Czasem mam wrażenie, że to inni się zmieniają. Wydają się cieszyć moim sukcesem, a później dostrzegam, że to nieprawda. Niektórzy nie rozumieją, jak dużo pracy mnie to kosztowało i że jeszcze trudniej jest się utrzymać. To mnie naprawdę dołuje. Czy mam jeszcze znajomych na przedmieściach? Czy mogę liczyć na ludzi z branży? Nie bardzo wiem, na czym stoję. To prawda, że podczas zdjęć pierwszej części trudno mi było siedzieć bezczynnie w oczekiwaniu, aż wszystko będzie gotowe, więc pomagałem przy organizacji technicznej. Teraz trzymam się swojej działki. Przedtem ufałem wszystkim, godziłem się na wszystkie programy telewizyjne i wywiady, ale zrozumiałem, że byłem wykorzystywany. Teraz jestem ostrożniejszy. Nie powiedziałbym, że się zmieniłem, raczej, że nauczyłem się zawodu.

Jakie były pana wrażenia po obejrzeniu „TAXI 2”?

Nie widziałem wszystkich zdjęć i obejrzałem film trochę wcześniej niż to było przewidziane. To nie był dla mnie dobry okres, tak naprawdę byłem w stanie psychicznego chaosu. Luc pomyślał, że projekcja filmu, nawet jeszcze niezupełnie ukończonego, będzie dla mnie dobrą terapią. Po wyjściu z kina zapomniałem o moich zmartwieniach. A później prapremiera w Marsylii pomogła mi całkowicie wrócić do zdrowia.

Jak rozwinie się pana postać w „TAXI 3”?

Biedna Lilly! Będziemy brać ślub, ale ja zajęty będę czymś innym i bidulka będzie przez cały

film czekała... w urzędzie stanu cywilnego!

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Taxi 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy