Reklama

"Tajemnica Aleksandry": REALIZACJA

Gdy Palace Films, Fandango Australia i Southern Australian Film Corporation zapewniły już sfinansowanie projektu, Rolf de Heer rozpoczął rozrysowywanie scenariusza. Uznał, że jest to dla tego filmu odpowiednia technika: "Gdy rozrysowuję scenariusz, to znaczy, że film potrzebuje dyscypliny z wizualnego punktu widzenia. Nie zawsze udaje się to odwzorować na planie filmowym, ale nie o to chodzi. W ten sposób łączę perspektywę pisarza i reżysera, by uzyskać lepszą wizję tego, o co mi chodzi. Niektóre filmy rozrysowywałem ujęcie po ujęciu, od początku do końca - jak choćby The Quiet Room - a efekt końcowy był bardzo zbliżony do prototypu. Kolejny film, Dance Me To My Song, w ogóle nie miał rozrysowanego scenariusza, ponieważ nie wiedziałem, jakie efekty uzyskam od głównej aktorki, która była niepełnosprawna. O wiele lepiej było zachować pełną elastyczność co do jej wymagań. The Old Man Who Read Love Stories był rozrysowany w około 70%, zaś Tajemnica Aleksandry zaledwie w jednej trzeciej. Za każdym razem wygląda to inaczej".

Reklama

Jako że większość akcji filmu toczy się w domu Steve’a i Aleksandry, podjęto decyzję, by w studio South Australian Film Corporation zbudować wielopoziomowy plan zdjęciowy, który dałby de Heerowi większą swobodę twórczą.

"Różnica pomiędzy planem a plenerem polega na wyłączeniu pewnych utrudnień" - wyjaśnia Julie Ryan. "Pogoda nie ma wpływu na kręcenie, możesz wycisnąć jak najwięcej z 10 godzin pracy kamery i światła. Z kolei dźwiękowcy mają idealne warunki do nagrywania".

Według de HeeraRyan jednym z plusów kręcenia w Adelaide był fakt, że mogli pracować z wykwalifikowaną, sprawdzoną ekipą.

Julie zauważa: "Mogliśmy ponownie współpracować z większością ekipy z The Tracker. To oznacza, że nie trzeba ciągle na nowo odkrywać Ameryki, gdyż dobrze znamy naszych ludzi i ufamy im. Oni za to znają Rolfa i wiedzą, czego chce oraz jak interpretować i wcielać w życie jego wizję. Nasza ekipa jest też bardzo wyrozumiała w kwestii budżetu, więc ja z kolei mogę wycisnąć z tych pieniędzy jak najwięcej".

"Po pracy w plenerze przy The Tracker dobrze było kręcić w studio, które znajduje się tuż obok naszego biura. Spośród pięciu filmów, nad którymi pracowałam z Rolfem, ten był najłatwiejszy pod kątem produkcji" - dodaje Ryan.

Podczas prac nad "Tajemnicą Aleksandry" Rolf de Heer spotkał się ze starymi współpracownikami: Jamesem Currie (dźwięk), Beverly Freeman (charakteryzacja, kostiumy), Tanią Nehme (montaż) i Grahamem Tardifem (muzyka). Rolf pracował też z Ianem Jonesem (zdjęcia), który brał udział w produkcji "The Tracker" i "Bad Boy Bubby".

"Lubię sposób, w jaki pracuję Rolf. Jest bardzo dokładny. Gdy z nim współpracujesz, musisz pamiętać, że on chce być zaangażowany w cały proces produkcji, niezależnie od tego czy chodzi o kręcenie, sprzęt, kostiumy, czy interpretację roli. Bardzo go z tego powodu szanuję" - twierdzi Jones.

Jako że większość planu filmowego stanowi zamknięta przestrzeń domu Steve’a i Aleksandry, reżyser i operator postanowili jak najlepiej wykorzystać ruch kamery: "Ma to chyba związek z naturą tego gatunku kina. Publiczność po prostu spodziewa się, że w thrillerach kamera będzie się ruszać. Jednocześnie w filmie znajdują się pięciominutowe ujęcia, w których kamera stoi zupełnie nieruchomo, koncentrując się na spoglądającej z ekranu telewizora twarzy Helen".

De Heer i Jones omówili także, jak charakter filmu ma się zmieniać w miarę rozwoju dramatu. "W pierwszej części filmu, ukazującej szczęśliwe życie rodziny, używałem czystszego obrazu i barw o większym nasyceniu. Potem film stopniowo przechodzi w paletę błękitów, by odwzorować uczuciowe wyobcowanie Steve’a" - twierdzi operator.

"Poza tym, ponieważ bohater siedzi w pokoju z jednym źródłem światła, musisz bardzo precyzyjnie ustalić, jak działa oświetlenie i jak usprawiedliwisz dodatkowe źródło światła. Historia zakłada, że w domu nie ma żarówek, więc musieliśmy pracować przy słabym oświetleniu, co jest sporym wyzwaniem dla każdego filmowca" - dodaje Jones.

Punktem zwrotnym jest odkrycie przez Steve’a taśmy wideo, którą żona zostawiła mu w prezencie urodzinowym. "Rolf chciał, by Steve i Aleksandra rozmawiali ze sobą, mimo że on ogląda nagranie wideo, a nie żywą osobę. Chciał, by obie postaci odnosiły się do siebie na płaszczyźnie emocjonalnej. Nie interesował go po prostu człowiek oglądający jakąś kasetę" - wspomina Gary Sweet.

Nagranie Aleksandry zostało nakręcone w pierwszych dwóch tygodniach, ponieważ miało zostać puszczone na planie filmowym, by Gary Sweet mógł się do niego odnieść. Miejsce, w którym Helen Buday nagrywała, było odcięte od reszty studia, a dźwiękowiec siedział w osobnym pokoju, aktorka nie była więc skrępowana obecnością innych osób i miała pełną kontrolę nad efektem końcowym.

Reżyser zachęcał Buday, by ćwiczyła w domu z własną kamerą, co pomogło jej poczuć się bardziej swobodnie. "Jeśli chodzi o postać Aleksandry, to dla mnie ważny był fakt, że ona nie ma nic wspólnego z kręceniem filmów, więc nie jest w tym dobra. Nie wie, czy stoi idealnie w kadrze, czy obraz jest ostry. Musiałam wkomponować te szczegóły w jej postać, by uzyskać większą wiarygodność" - mówi Buday. "Ciekawe było to, że tworzyłam coś, co Gary miał obejrzeć dopiero później, i odpowiednio się do tego odnieść, by uzyskać efekt końcowy. W pewnym sensie rola Gary’ego jest trudniejsza, ponieważ to on musiał sprawić, by to wszystko się udało".

Sweet dodaje: "Bardzo lubię w Rolfie to, że w przeciwieństwie do wszystkich innych reżyserów, z którymi pracowałem, stara się, jeśli to tylko możliwe, kręcić sceny po kolei. To pozwala aktorom na stopniowe podnoszenie temperatury w każdej kolejnej sekwencji i daje im dobre pojęcie o stanie emocjonalnym ich postaci".

Oprócz decyzji o kręceniu scen z Garym w kolejności chronologicznej, Rolf ustalił także z aktorem, że nie pokaże mu taśmy Helen przed sekwencją, w której jego bohater widzi ją po raz pierwszy. W ten sposób Gary mógł reagować uczciwie i spontanicznie, co sprawiło, że jego występ zyskał na naturalności. Jak mówi: "Nie robiłem z Rolfem żadnych prób. Po prostu pozwoliłem, by gra Helen całkowicie mną owładnęła".

"Staram się nakręcić w każdej sekwencji jak najwięcej, by dać aktorom szansę na płynne rozbudowanie roli, żebyśmy nie musieli podejmować żadnych definitywnych decyzji przed rozpoczęciem kręcenia danej sceny" - twierdzi reżyser "Tajemnicy Aleksandry".

"Jak widać z jego wcześniejszych filmów, de Heer nie boi się wyzwań. Jest dla mnie ciekawy, ponieważ nigdy się nie powtarza. Nigdy nie mówi tej samej rzeczy dwa razy, nie ogranicza się do jakiegoś gatunku. Zawsze idzie o krok dalej" - mówi Julie Ryan.

Być może największym wyzwaniem dla reżysera był fakt, że w scenariuszu jakiś człowiek siedzi pełną godzinę, oglądając telewizję. De Heer wspomina: "Zadawałem sobie ciągle pytanie - jak można coś takiego uczynić interesującym, pełnym napięcia? Odczuwałem pokusę, by trochę wszystko skomplikować, jednak to byłby chyba krok w złym kierunku. Gdy podczas rozrysowywania scenariusza dotarłem do tego momentu, nie ruszyłem już dalej. Nie miałem już czasu, to prawda, ale przede wszystkim nie wiedziałem, co zrobić. Gdy zaczęliśmy kręcić, postawiłem na prostotę, i okazało się, że to działa. Chciałem, by publiczność całkowicie skoncentrowała się na Steve’ie, a dodatkowe elementy mogłyby to utrudnić".

Zdjęcia zakończono w maju 2002 roku.

Dla Helen BudayGary’ego Sweeta "Tajemnica Aleksandry" była niezapomnianym przeżyciem.

"Rola Steve’a była dla mnie monumentalnym wyzwaniem. Było to bardzo wyczerpujące emocjonalnie, lecz jednocześnie niezwykle satysfakcjonujące. Rola fanatyka w The Tracker wydaje mi się prostsza, ponieważ była bardziej określona, czytelna pod kątem motywacji. Steve jest o wiele bardziej złożony, dlatego też odegranie go wymagało więcej wysiłku. To najbardziej interesująca z dotychczas granych przeze mnie postaci. Czuje się obnażony, jakby mnie wypatroszono, jakby każdy nerw mojego ciała został wystawiony na światło dzienne. Już nie mam tajemnic" - mówi Sweet.

Buday z kolei twierdzi: "Każda rola jest inna, do każdej w inny sposób się przygotowujesz. To, co robiła Aleksandra - przecieranie nowych szlaków...To właśnie musiałam zrobić także ja jako aktorka. Nigdy jeszcze nie robiłam czegoś takiego, ani w teatrze ani w filmach. To, w jaki sposób Aleksandra decyduje się rozwiązać swój problem, jest bardzo niezwykłe i odważne. I otrzymuje zarówno dobre, jak i złe efekty takiego podejścia. Podobnie jest ze mną".

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Tajemnica Aleksandry
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy