Reklama

"Rezerwat": HISTORIA POWSTANIA FILMU PRZEZ SAMEGO REŻYSERA SPISANA

Pewnego pięknego poranka, Roku Pańskiego 2005, spotkał się Kwaśny z Palkowskim. W jakiejś podłej restauracyjce zasiedli obaj do wątpliwej jakości posiłku, zakrapianego trunkiem z warszawskich browarów. Znali się wcześniej, niejedno razem wypili, przygód mieli kilka i nieprzygód też.

Pewnego pięknego poranka, Roku Pańskiego 2005, spotkał się Kwaśny z Palkowskim. W jakiejś podłej restauracyjce zasiedli obaj do wątpliwej jakości posiłku, zakrapianego trunkiem z warszawskich browarów. Znali się wcześniej, niejedno razem wypili, przygód mieli kilka i nieprzygód też.

Kwaśny na wstępie wyjawił, że właśnie kupił mieszkanie na Pradze. Palkowski zdziwił się zza kufla. Raz, że Kwaśny kupił mieszkanie, dwa, że na Pradze. Kwaśny wyjaśnił, że tanio, że rodzice, że banki. Ale rzecz nie w tym. O sąsiadów się rozchodzi. Nad nim fryzjerka, blondyna, co narzeczonego ma oprycha, ale tak to miła jest nawet. Pod nim były policjant, teraz taksówkarz, co strofuje go ciągle. A do tego monterzy jacyś, co mu zły numer podłączyli i trzy dni odbierał telefony do zakładu fryzjerskiego. Nie dość, że im zapłacił, to wcale jacyś mili nie byli i nad drzwiami zostawili wielką dziurę. Więc się Kwaśny w centrali poskarżył. Znów przyszli monterzy, żeby do centrali dzwonił, bo ich z roboty wyrzucili i żeby powiedział, że pieniędzy nie brali, a jak już, to za co innego. A dziurę załatają... Palkowski się napił, zakąsił podanym przez nieładną kelnerkę ochłapem i powiedział, coby Kwaśny te swoje przeżycia spisał jakoś, to może zrobią razem jakiś krótki filmik. Ot tak, dla wprawy. Kwaśny się ucieszył, zjedli, dopili i wyszli nie zostawiając brzydkiej pani napiwku.

Reklama

Minął czas jakiś, kiedy spotkali się raz jeszcze i Palkowski mówi, że fajne, że śmieszne, tylko co z tym gwałtem, co się fryzjerce miał zdarzyć, a którą taksówkarz, były policjant uratował? No i jakieś porno kręcą na Bazarze Różyckiego po nocach i bohater ginie na końcu od nożyczek fryzjerki. Skupić się na gwałcie - wymyślił Palkowski, niech bohater będzie tym, co gwałci na Pradze. Bo to dramat powinien być przecież.

A on, Palkowski, będzie takim drugim Kieślowskim. Oddzielne wersje pisać postanowili, kiedy napiszą, to połączą i wyjdzie.

Palkowskiemu pisanie szło szybciej, bo Kwaśny kogoś u reżyserów innych udawał i nie mógł. A Palkowski o tym gwałcie pisał i pisał, i docierało do niego powoli, że strasznie jest głupie to, co pisze. Więc wypił wino. A jak już wypił, wszystko wyrzucił, skasował i pomyślał, że w tym filmie mógłby zagrać jego młodszy brat. Że łobuza wiadomo, że rudego też, tylko po co? Niech no temu naszemu bohaterowi życie uprzykrza, szyby wybija. Bo Palkowski zawsze lubił, jak się biją i jak się szyby wybija. I gołe kobiety... Ale to mało. Te szyby. No to niech ten nasz bohater kimś będzie, fotografem na przykład. A ten rudy chuligan mu będzie w kadr ciągle wchodził. A potem aparat mu ukradnie - tu Palkowski sięgnął po kieliszek wina, nad którym zadumał się przez moment - i ten mały rudy dzieciak będzie robił lepsze zdjęcia niż bohater! A ten, jak się dowie, to mu ukradnie i jako swoje opublikuje. Ale co z tą fryzjerką? Palkowski zerknął na opróżnioną butelkę, a powiedzieć trzeba, że nie znosi widoku pustych naczyń. No to niech będzie wulgarna, seksowna, ale tak wulgarna, że temu naszemu bohaterowi szczęka spadnie po stopy. Jakby tę kobietę jeszcze za brak wina ukarać? Niech ma nie tylko narzeczonego oprycha, ale jeszcze męża w więzieniu. I ten mąż miał kiedyś wspólnika, którego nie wydał, i to ten oprych właśnie tym wspólnikiem jest. A w tym wszystkim ten były policjant, teraz taksówkarz i on tę fryzjerkę przed gwałtem obroni. I tak Palkowski poszedł po wino.

Minął miesiąc, lato zelżało, Kwaśny zadzwonił do Palkowskiego. Że fajnie, że super, że się nie spodziewał, że aż 140 stron i w ogóle. Tyle, że miał być dramat o gwałcie a to komedia jest przecież. Są dramatyczne momenty, ale śmiesznych więcej. Zasępił się Palkowski, bo faktycznie - dramat o gwałcie to zdecydowanie nie był. Coraz dalej ten Palkowski-Kieślowski, coraz bliżej Palkowski-błazen... Ale Kwaśny twierdzi uparcie, że i śmieszy, i wzrusza. Wzrusza, powiadasz? No to niby coś mamy...

Pojechali Palkowski z Kwaśnym do Gdyni, tam na festiwalu paru osobom co spłodzili pokazali, dużo wypili, trochę też zjedli i... przygód kilka mieli. A potem wrócili i czas jakiś czekali, aż ci co czytają, coś im powiedzą. Czas ten spędzali, jak najbardziej lubili, czasem razem, czasem osobno, niezmiennie w barze. Aż tu nagle wieści przychodzą, że napisali fajnie, że miło, że śmiesznie, że ciepło, że tak inaczej jakoś i że dużo się w tym tekście przeklina. Ucieszyli się chłopcy, a Palkowski pokazał to Kamie Janczyk, co to producentką jest i już jeden film razem zrobili. Tak, coby zerknęła i wyprodukowała może, jakby i jej się spodobało. Tanio, bo to nic wielkiego, tak niezależnie, bo kto nam da pieniądze niby, ale żeby było, bo śmieszne podobno.

Liście z drzew spadły, po lecie ślad nie pozostał, a i jesień już powoli żegnać się zaczęła. A tu nagle dzwoni Kama do Palkowskiego. Że Maciej Ślesicki przeczytał, teraz pracują razem, a on ma firmę producencką i walnął pięścią w stół. Walnął, tak dla wagi swych słów podkreślenia, że trzeba zrobić ten film, i on właśnie tego dokona, wyprodukuje, a ten film, to będzie COŚ! Zdziwił się Palkowski, że tak znaczna persona z nim film chce robić... i kupił wino z radości.

Śnieg pierwszy już spadł, kiedy nasze zuchy spotkały się ze sławnym Ślesickim. Gadali, omawiali i zmiany do scenariusza wprowadzali. Kama budżet pisała, Kwaśny znowu kogoś u kogoś udawał, a Ślesicki z Palkowskim zmieniali, kreślili, wymyślali, tak coby jeszcze był lepszy ten film powstający. Stary rok odszedł, szósty się zaczął, a oni zmieniają i piszą i dobrze im idzie. Mają kamery, mają komputery, wózki, szyny, naświetlarki i pewnie coś jeszcze. Gotowizny tylko by trzeba. A, to do Instytutu co właśnie powstał, na pierwszą sesję lutową, zarządził Ślesicki. Palkowski robił to, czego nie lubił: eksplikacje, streszczenia, synopsis i inne. Ślesicki i Kama zajęli się finansami w ogóle i w szczególe. A Kwaśny kogoś udawał...

Przyszedł maj, słonko, piwko na ławce, krótkie portki i kuse spódniczki.

I nagle Instytut dał! Dostaliśmy pieniądze! Robimy film!

No i zrobiliśmy...

Łukasz Palkowski

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Rezerwat
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy