Reklama

"Requiem": STRESZCZENIE

PROLOG: Trzy dziewczynki dekorują wianuszkiem figurkę Matki Boskiej. Jedna z nich biegnie po dodatkowe kwiatki. Ginie pod przejeżdżającym szosą tirem.

Pogrzeb Cecylki. Bartłomiej (Franciszek Pieczka) wygłasza mowę pogrzebową. Nad grobem stoją: matka dziecka, Sonia (Kamila Sammler), babcia Olga (Anna Milewska), wnuczek Bartłomieja (Paweł Krucz) i z boku ojciec Cecylki, listonosz Tomasz (Mariusz Gołaj).

Bartłomiej z wnuczkiem przy grobie zmarłej żony Bartłomieja, Jadwigi. Bartłomiej przywołuje w wyobraźni postać żony, która wierzyła, że ją pokocha, mimo iż wiedziała, że Bartłomiej miał jedną w życiu miłość - Olgę.

Reklama

Sonia z Olgą odjeżdżają bryczką z cmentarza w jedną stronę, Tomasz na motorowerze w przeciwną.

Tomasz przy bocznej ścianie baru prosi Bartka, aby kupił mu pół litra wódki - Tomasz jest alkoholikiem.

Sławek chce zabrać motorower Tomasza, który tylko zadatkował. Na pomoc Tomaszowi pojawiają się: Lolek (Mirosław Zbrojewicz) i Marcyś (Henryk Gołębiewski). Biją Sławka do nieprzytomności. Obrabiają go - resztę pieniędzy za motorower dają Tomaszowi, pozostałą część biorą sobie.

Tę scenę widzi Bartek. W wyobraźni zwraca się do swojej ukochanej jałówki, Laury. Ona odpowiada mu tęsknym muczeniem.

Bartłomiej przed zaniedbanym domem Tomasza. Drogę zagradzają mu Lolek i Marcyś. Żądają "rekomendancji" dla ich matki, Anieli (meliniary i złodziejki). Bartłomiej odmawia.

Bartłomiej w zrujnowanym pokoju. Pijany Tomasz leży na podłodze. Rozpacza po śmierci córeczki. Na ścianie wisi reprodukcja "Ostatniej wieczerzy". Tomasz stwierdza, że Chrystus też pił.

Przez rozbite okno powyższą scenę widział Bartek. Na łące zwraca sie do swojej Laury z pytaniem: "dlaczego jest tak, jak jest"?

Wnętrze domu Bartłomieja. Marcyś i Lolek grożą mu, że jeśli nie wygłosi "rekomendancji" dla Anieli, "jego chałupa pójdzie z dymem".

Pokój Soni. Bartek zasnął nad otwartą książką. Sonia budzi go, zaskoczona tytułem lektury: "Sens życia". Bartek pyta Sonię, czy zwierzęta mają duszę i co to w ogóle jest dusza? Jedyną odpowiedzią jest muzyka.

Przez otwarte drzwi Bartek widzi śpiącą Olgę. Dowiaduje się od Soni, że Olga ma dar widzenia tego, co dzieje się teraz i w przyszłości.

Bartek nad rzeką czyta Laurze fragmenty pożyczonej od Soni książki: "... Cuda dzieją się nie wbrew naturze, ale wbrew temu, co wiemy o naturze. Świat jest pełen cudów".

Sonia wprowadza konia do płytkiej rzeki. Myje go. Przez rzekę przechodzi Bartłomiej. Mówi jej, że powinna mieć jeszcze dziecko z Tomaszem - mimo, że żyją w separacji. On jest przecież jej mężem. Sonia, poruszona, stanowczo odmawia.

Kiedy Bartłomiej odszedł, Sonia zaczyna przytulać się do konia - rośnie jej podniecenie, gładzi się po łonie... Zza krzaków obserwuje to Bartek. Jest zachwycony.

Sonia wyprowadza konia z rzeki, na brzegu spotyka Bartka. Zażenowany chłopiec prosi ją, by podniosła spódnicę - chce jeszcze raz zobaczyć jej łono. Sonia z uśmiechem spełnia jego prośbę.

Leśną drogą jedzie na rozklekotanym rowerze Tomasz. Z przeciwka konno jedzie Sonia. Zatrzymuje się przy Tomaszu i oświadcza mu, że musi z nim mieć jeszcze dziecko. Zaciąga Tomasza za sobą do lasu.

Kiedy Sonia i Tomasz wychodzą z lasu, on chce ją pocałować. Sonia brutalnie odpycha go. Wówczas Tomasz uderza ją w twarz. Sonia pluje na niego i oddala się leśną drogą.

Podwórze Bartłomieja. Tomasz przynosi Bartłomiejowi list z Ameryki - od syna. Bartłomiej prosi, by Tomasz został jego następcą. Listonosz protestuje - nikt nie będzie chciał "rekomendancji" od pijaka.

Bartek z Laurą na łące. Chłopiec widzi, jak nad rzeką szaleją jeepem dwaj miejscy chuligani, z namiotu wybiega naga dziewczyna. Bartek jest zdegustowany widokiem.

Bartek tuli się do Laury. Niespodziewanie podjeżdża do nich jeep. Chuligani wyrywają Bartkowi książkę, kpią z cytatu: "Cuda dzieją się nie wbrew naturze, ale wbrew temu, co wiemy o naturze". Potem biją Bartka, wsiadają do samochodu i jadą w stronę Laury. Za chwilę słychać ryk rannej jałówki i rozpaczliwy krzyk Bartka.

Do Bartłomieja przyjeżdża motocyklem z przyczepą Lolek, Marcyś i ich matka, Aniela (Irena Burawska). Chcą zapłacić za "rekomendancję". Bratłomiej mówi, że wygłosi ją, jeśli Aniela naprawi krzywdy, które wyrządziła ludziom. Aniela rzuca Bartłomiejowi woreczek, w którym jest plik banknotów. Wówczas wpada na podwórko zrozpaczony Bartek, błagając o pomoc dla Laury.

Bartłomiej z Bartkiem krzątają się koło rannej jałówki. Laura ma obandażowaną przednią nogę. W pewnej chwili Bartłomiej chwieje się, łapie za serce i osuwa na ziemię...

Przywidzenie Bartłomieja. W stojącej trumnie jest żona Bartłomieja, Jadwiga. Wzywa go do siebie. Bartłomiej mówi: "nie, Jadzia, jeszcze nie czas, jeszcze nie mam następcy".

W szpitalu Bartłomieja odwiedzają syn, Henryk (Stanisław Jaskułka) z synową, Helą. Zamierzają zabić kulawą jałówkę, Laurę, aby podjąć gości na urodzinach Heli. Bartłomiej stanowczo protestuje.

Henryk przywozi Bartka do fermy kurzej. Chłopiec ma pilnować, żeby pracownicy nie pili wódki. On sam odjeżdża ze starszym synem - mają wrócić za kilka godzin.

Z obórki Bartłomieja Henryk wyprowadza Laurę. Z oczu jałówki płyną łzy. Razem ze starszym synem, Krzychem, zabijają meslem Laurę.

Na podwórko, gdzie wisi odarte już ze skóry ciało Laury, wbiega Bartek. Jest w szoku. Chwyta stojące wiadro pełne krwi. Chlusta nią na ojca i brata, krzycząc: "nie mam już ojca, nie mam brata".

Bartek wspina się na wysokie drzewo. Na gałęzi żegna się przed samobójczym skokiem. Jego rozpacz przerywają żarty dziewczynek (widzieliśmy je już w prologu). Ta sytuacja rozładowuje napięcie Bartka.

Bartek w domu pisze pożegnalny list do rodziców. Bierze z szuflady pieniądze, pakuje plecak i opuszcza dom.

Pijany Tomasz z butelką wódki pojawia się w szpitalu u Bartłomieja. Lamentuje nad swoim nieudanym życiem. Bartłomiej każe mu "odstawić szklaną narzeczoną" - wtedy będzie mógł być jego następcą. Na próbę ma przygotować mowę dla żyjącego jeszcze Bartłomieja. Tomasz, na dowód, że się zgadza, wyrzuca niedopitą butelkę.

Bartłomiej po wyjściu ze szpitala idzie polną drogą. Zatrzymuje się przy nim motyckl, w którym siedzą Aniela i jej synowie. Oburzeni Lolek i Marcyś mówią, że matka oddaje wszystkim pieniądze i pokradzione rzeczy, a teraz nawet jadą zwrócić ukradziony z kościoła krucyfiks. Bartłomiej widząc to, obiecuje wygłosić "rekomendancję" dla Anieli. Za darmo.

Bartłomiej i Olga na werandzie domu Soni. Olga mówi mu, że Bartek jakoby jest w Indiach - tam, gdzie krów nie zabijają. Olga wie, że to jest już ich ostatnie spotkanie, więc oświadcza Bartłomiejowi, że też go kochała, a nie wyszła za niego, ponieważ wiedziała, że urodziłaby mu troje dzieci, które szybko by umarły.

Na podwórku Bartłomieja płonie ognisko. Obok leżą graty do spalenia. Bartłomiej wrzuca je po kolei. Z każdym sprzętem żegna się, dziękując im za ich wierną służbę: "do zobaczenia TAM".

Trzeźwy Tomasz maluje mieszkanie. Bartłomiej przychodzi sprawdzić przygotowania Tomasza do jego nowej funkcji - następcy Bartłomieja. Podekscytowany Tomasz opuszcza izbę, pod pretekstem wyjścia za potrzebą.

Przed domem Tomasz wyciąga pełną butelkę wódki, tzw. "desperatkę", odkręca butelkę i przykłada ją do ust. W tym momencie staje się rzecz niesłychana: Tomasz widzi scenę taką, jak na obrazie "Ostatnia wieczerza", z tym, że Chrystus ma jego twarz. Chrystus wyciąga spod stołu butelkę wódki i duszkiem ją wypija.

Pod wpływem tego widzenia Tomasz wylewa swoją wódkę i z ulgą wyrzuca butelkę.

Tomasz jest już gotów. Dysponuje, aby Bartłomiej położył się na ławie i udawał zmarłego. Sam wchodzi na drabinę i wygłasza piękną, wzruszającą mowę pogrzebową. Bartłomiej sumuje ją słowami: "szkoda, że to tylko próba".

Bartłomiej "widzi" również "Ostatnią wieczerzę", tym razem usytuowaną na skarpie nad rzeką. Podchodzi do Chrystusa (takiego, jak na obrazie Leonarda da Vinci) i pyta go o Boga: "Gdzie On jest?". - "Wszędzie Bartłomieju, wszędzie" - mówi Chrustus.

Przewrotny los. Trzeźwy Tomasz, w nowym ubraniu jedzie na rowerze. Wpada pod nieprawidłowo jadący autobus. Ginie pod jego kołami.

Pogrzeb Tomasza. Bartłomiej wygłasza mowę. Chwilami używa tych samych słów, które przygotował Tomasz na próbną mowę. Bartłomiej jest tak przejęty śmiercią swojego następcy, że w kulminacyjnym punkcie swojego przemówienia słabnie, osuwa się na ziemię. Sonia podtrzymuje go. W tym momencie wraca ze swojej "podróży" Bartek. Dobiega do dziadka, płacze: "Nie umieraj, Dziadziu, nie umieraj". Bartłomiej uchyla powieki, pojawia się na jego twarzy cień uśmiechu. Umiera.

EPILOG: Ścieżka wśród łanów zbóż, prowadząca za horyzont. Tu już czeka Tomasz na zbliżającego się doń Bartłomieja: "Byłem już TAM! Wszyscy TAM są! Wszyscy, coście im dali rekomendancję, Bartłomieju! Idziemy TAM?" - "Idziemy" - odpowiada Bartłomiej - "TAM... w co wierzyłem!". Ruszają.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Requiem
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy