"Popiełuszko. Wolność jest w nas": WYWIAD Z REŻYSEREM

WYWIAD Z RAFAŁEM WIECZYŃSKIM, reżyserem filmu "POPIEŁUSZKO"

Od Pana debiutu filmowego minęło ponad 15 lat, od tego czasu nie kręcił Pan pełnometrażowych filmów fabularnych, obecnie powraca Pan z superprodukcją - bardzo odważny krok?

Reklama

Tak, faktycznie przez dość długi okres nie kręciłem filmów fabularnych. Może nie miałem wystarczającej motywacji, żeby o to walczyć. Z czasem dojrzałem do przeświadczenia, że jeśli mam poświęcić na produkcję filmu parę lat życia, to ten film musi być na ważny temat, mieć jakiś głębszy sens. Mój pierwszy film zrobiłem po prostu dlatego, że kochałem kino. Natomiast film "Popiełuszko" zrobiłem dlatego, że uważam, iż Ksiądz Jerzy powinien mieć o sobie film zrobiony z rozmachem, opisujący również ówczesny kontekst historyczny, a sama postać musi być przedstawiona maksymalnie rzetelnie. W takich właśnie kategoriach myśleliśmy wraz z małżonką o tym filmie - nie jako o superprodukcji samej w sobie, lecz jako o istotnym temacie, który należy przedstawić w odpowiedniej formie.

Ile czasu trwały przygotowania do kręcenia tego filmu?

Sam pomysł pojawił się w '97 roku, gdy rozpoczął się proces beatyfikacyjny Ks. Jerzego. W istotny sposób zainspirowała mnie wtedy rozmowa z Księdzem Sochoniem, znajomym Księdza Popiełuszki. Prace rozpoczęliśmy dopiero w 2002 roku, po pewnym okresie dojrzewania do tego tematu. A zatem wkrótce zacznie się 7 rok intensywnej pracy nad tym projektem.

Jakie były etapy tej pracy, na czym polegały przygotowania do produkcji Pana filmu?

Pierwszym etapem, jeszcze przed napisaniem scenariusza było poznanie samego Księdza Jerzego, świadectw o nim, dokumentów o jego życiu. Oznaczało to dużo jeżdżenia po Polsce, rozmów z ludźmi, czytania dokumentów, oglądania zdjęć z tamtych czasów. Pierwszym wyzwaniem było zatem niejako wniknięcie w tę postać, jej zrozumienie, jak również decyzja o tym, z jakiej perspektywy przedstawimy jego historię. Najłatwiejszym rozwiązaniem byłoby patrzenie z dzisiejszej perspektywy, czyli np. opowiedzenie historii dziennikarza, który chce się czegoś dowiedzieć, dojść do jakichś informacji na temat księdza. Ten sposób przedstawienia jednak za bardzo dystansowałby do osoby bohatera. Stwierdziliśmy więc, że najodpowiedniejsze będzie pokazanie tej historii jego własnymi oczami. Konieczne było na tyle dokładne poznanie Księdza Jerzego, aby przedstawić jego spojrzenie na otaczająca rzeczywistość. To bardzo trudne zadanie, ponieważ jest on postacią skomplikowaną, typem bohatera romantycznego, a opisy w książkach i gazetach nie odzwierciedlają pełni jego kapłańskiej postawy.

A kim był dla Pana osobiście Ksiądz Popiełuszko, jeszcze zanim zaczął Pan się zagłębiać w jego historię. Czy znał go Pan osobiście?

Nie, nigdy nie poznałem osobiście Księdza Jerzego. W momencie jego śmierci byłem dopiero nastolatkiem, natomiast z chwilą, gdy jako harcerzowi przyszło mi służyć na jego pogrzebie, stał się on dla mnie pewnego rodzaju wyzwaniem i punktem odniesienia. Zadawałem sobie pytanie, czy sam byłbym w stanie pójść za tym w co wierzę do końca, tak jak on. Stał się dla mnie pewnym wzorem. Natomiast gdy zacząłem poznawać go bliżej podczas przygotowań do produkcji, zobaczyłem barwną postać budzącą ogromną sympatię, stojącą często przed trudami wyborów w mało oczywistych sytuacjach. Zrozumienie Jego dylematów, jeszcze bardziej zbliżyło mnie do niego jeszcze , ponieważ on zawsze znajdywał rozwiązania zgodne ze swoimi przekonaniami i wiarą, do końca szedł za swoim Mistrzem.

A jak doszło do obsadzenia w głównej roli Adama Woronowicza?

To również było duże wyzwanie. Ogłosiliśmy ogólnopolski casting w 2005 roku. Celem, który sobie wyznaczyłem, było szukanie idealnej osoby dla tej roli - aktora lub nie - aż do skutku. Okazało się to dużo prostsze niż myślałem, ponieważ w momencie gdy Adam Woronowicz pojawił się na castingu, ku własnemu niedowierzaniu stwierdziłem natychmiast, że widzę przed sobą Księdza Jerzego. Adam Woronowicz niesamowicie Go przypomina. Ma również za sobą formację religijną, która pozwala mu tak dobrze zrozumieć postać Księdza.

Jak przebiegała współpraca z nim na planie filmu?

Bardzo twórczo, często burzliwie, ale zawsze udawało nam się wspólnie dojść do dobrych rozwiązań. Obaj z Adamem chcieliśmy widzieć na planie nie jego , lecz samego Księdza Jerzego, co było ułatwione dzięki wcześniejszej pracy Adama nad rolą. Zapoznawał się on z postacią Księdza Jerzego, jak i z bezpośrednimi Mistrzami Księdza - Prymasem Stefanem Wyszyńskim i Papieżem Janem Pawłem II. Dzięki życzliwości wykładowców Adam spędził również tydzień w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie, cały czas aktywnie uczestniczył w życiu Kościoła. Ta wewnętrzna formacja Adama uzupełniła jego zewnętrzne podobieństwo do Księdza Jerzego.

Czy sama produkcja filmu była ciężka, czy w trakcie kręcenia coś Pana osobiście zaskakiwało?

Od początku zdawaliśmy sobie sprawę, że będzie to trudna produkcja, a wszelkie uwagi ekspertów na temat możliwych komplikacji przy kręceniu jedynie nas motywowały do dalszego działania. Ogólnie czuliśmy Opatrzność czuwającą nad nami, jak na przykład w kwestii pogody, która w ciągu 74 dni zdjęć dopisywała nam wedle zaplanowanego harmonogramu, aż trudno to sobie wyobrazić. Było wiele trudnych momentów, które jednak szybko ustępowały, między innymi dzięki dobrej woli ludzi, którzy dla Księdza Jerzego chętnie pomagali przy produkcji. Przy bardzo trudnym technicznie i kosztownym ujęciu trikowym nad grobem Księdza Jerzego, podczas którego kamera przestała działać z nieznanych powodów i zawiodły wszystkie akumulatory, pomógł sam Ksiądz Jerzy Dopiero po tym jak na chwilę przystanąłem przy Jego grobie i pomodliłem się o pomoc, udało się uruchomić sprzęt. Inna sytuacja miała miejsce przy kręceniu w górach, gdy nie chciano zgodzić się na nasze zdjęcia z uwagi na IV stopień zagrożenia lawinowego. Kiedy tam jednak dotarliśmy wyszło słońce, a zagrożenie zmniejszyło się wystarczająco, żebyśmy mogli pracować. Następnego dnia po zakończeniu zdjęć, pogoda znów gwałtownie się załamała. Takie przypadki zdarzały się często i nawet najbardziej sceptyczni członkowie ekipy zaczęli przyznawać, że musi być w tym coś szczególnego.

Która scena w filmie była najtrudniejsza do nakręcenia?

Najtrudniejsza była scena zbiorowa z udziałem 900 statystów na placu Zamkowym w Warszawie, kiedy nasza ekipa zablokowała pół Starego Miasta. Jednak również sceny męczeństwa Księdza Jerzego, trudne emocjonalnie i fizycznie były dla nas dużym wyzwaniem. Zdjęcia realizowaliśmy w wielu miejscach w Polsce - w Warszawie, Krakowie, Zakopanem, Bartoszycach, Gdańsku, Dębkach, na Jasnej Górze, we Włocławku, w Bydgoszczy, Bytomiu, Katowicach, Zakroczymiu, Suchowoli i każda scena w nowym miejscu była na swój sposób trudna.

A czy zdarzały się na planie także momenty zabawne?

Były zarówno zabawne, jak i ciekawe sytuacje. Jedna z nich miała miejsce kiedy kręciliśmy w miejscu zamieszkania Księdza Jerzego, na ulicy Chłodnej w Warszawie, gdzie nadal mieszkają jego dawni sąsiedzi. Odtworzyliśmy dokładnie strój Księdza Jerzego. Gdy Adam Woronowicz czekał na ujęcie, wchodziła do budynku jedna z mieszkanek. Kiedy ujrzała Adama w kostiumie, zamarła. Przez moment była przekonana, że stoi przed nią prawdziwy Ksiądz Jerzy. Dopiero po chwili dostrzegła kamery wokół i zrozumiała, co się dzieje.

Jakie są Pana oczekiwania związane z odbiorem tego filmu przez publiczność, co chciałby Pan przekazać poprzez ten film?

Głównym celem tego filmu jest danie świadectwa o Księdzu Jerzym. Chcieliśmy od początku uniknąć wymyślania wątków. Mam nadzieję, że dzięki olbrzymim ilościom materiałów które zebraliśmy na temat bohatera, udało nam się go wiernie przedstawić w filmie, jako osobę odważną, uczciwą i dobrą, kapłana, który nie potępia ludzi, a jednocześnie dużo od nich wymaga. Był wierny "Bogu i Ojczyźnie" i jeśli się pamięta, że Ks. Jerzy oddał życie, to te słowa przestają brzmieć jak slogan. Życzyłbym sobie, aby ten film przywrócił jego osobę naszej zbiorowej pamięci, także w życiu codziennym, aby stał się swego rodzaju punktem odniesienia przy podejmowaniu decyzji na co dzień - tak jak się to stało w moim przypadku.

Czyli Ksiądz Jerzy pozostał w Panu po tej produkcji?

Tak, nie spodziewałem się, że będzie mi tak bliski. Ale już przy zapoznawaniu się z materiałami zauważyłem, że ludzie, którzy się z nim zetknęli trzymają jego fotografie wśród zdjęć rodzinnych, niczym zdjęcia kogoś bardzo bliskiego. I widzę teraz po sobie, jak mocny ślad pozostawia po sobie Ksiądz Jerzy, kiedy się go poznaje. Chciałbym to również przekazać ludziom poprzez nasz film. Oczywiście innym ważnym celem filmu jest upowszechnianie wiedzy na temat ówczesnej sytuacji historycznej i politycznej, ponieważ dziś wśród młodych dominuje pogląd wyrobiony na podstawie filmów Barei, że tamten czas był okresem groteskowych i absurdalnych sytuacji, co nie jest całą prawdą. Tamten reżim był ciężki, a czas Solidarności był czasem pojawiania się w ludziach nowych sił, jak i odradzania się wartości moralnych i tradycji romantycznych. Wydaje mi się, że pod tym względem ten okres jest dzisiaj mocno niedoceniony.

Jak zaprosiłby Pan widzów do obejrzenia tego film, dlaczego według Pana warto na niego iść do kina?

Mam nadzieję, że jest to film, którego się Państwo nie spodziewacie. Nie spodziewacie się może jakim ciekawym i fantastycznym człowiekiem był Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Nie spodziewacie się jak dramatyczne i interesujące było jego życie. Może nie spodziewacie się również rozmachu, efektów specjalnych i humoru, które staraliśmy się zawrzeć w tym filmie, aby wyłamał się martyrologicznym schematom, bo zupełnie nie pasował do nich Ks. Jerzy. Nie spodziewacie się, że ten człowiek nawet dzisiaj, w dwudziestym pierwszym wieku, wciąż może dla wielu stanowić przykład i być przyjacielem w codziennym życiu. Osobiście chciałbym być taki jak On. Serdecznie zapraszam do obejrzenia filmu.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Popiełuszko. Wolność jest w nas

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje