Reklama

"Pinero": PRODUKCJA

"Pinero", to historia latynoskiego idola - poety, dramaturga i aktora Miguela Pinero, którego wielkomiejska poezja uważana jest za prekursorską wobec rapu i hip-hopu. Reżyser i scenarzysta filmu, Leon Ichaso znany jest ze swych prowokacyjnych, niezależnych intelektualnie, często kontrowersyjnych projektów. Nie pierwszy raz daje wyraz temu, że pociągają go takie postacie, jak Miguel Pinero, żyjące na peryferiach stabilnego społeczeństwa. Film "Pinero", to najnowszy owoc tych fascynacji reżysera.

"Na pomysł realizacji tego filmu wpadłem mniej więcej w okresie, gdy kręciłem Sugar Hill" - wspomina Ichaso. "Zaczęło się właściwie od dowcipu, wspomniałem o tym przy obiedzie po zejściu z planu i nagle każdy miał coś do powiedzenia. Aż zaroiło się od różnych historii o Pinero, a ja słuchałem i czułem, jak z tych anegdot i historyjek wyłania się niezwykła postać i fascynujący film. Opowieść o człowieku z marginesu, portorykańskim poecie i dramaturgu, o złodzieju... Uświadomiłem sobie, że wszystko to pasuje do tego, czym najbardziej lubię się zajmować".

Reklama

Gdy Ichaso bliżej zainteresował się Pinero i jego twórczością, był pod wielkim wrażeniem jego poezji, stylu pisania. Ujrzał ostre, pełne wyrazu obrazy z życia latynoskich dzielnic w miastach południa, postacie społecznych rozbitków, lumpów i prostytutek, ukazane z zaskakującą wrażliwością i siłą uczucia. "Pinero łamał wszystkie konwencje" - mówi.- "Najbardziej ujęła mnie jego absolutna uczciwość, brutalność podyktowana uczciwością. To ostatecznie przekonało mnie, że trzeba nakręcić film o jego życiu". Producent John Penotti, partner Ichaso z GreeneStreet Films, podjął wyzwanie: firma jest gotowa zaangażować się w realizację barwnej, wielowątkowej historii, opowiadającej o trudnym, powikłanym życiu, o zamkniętych światach i obrzeżach Nowego Jorku w już dawno minionej epoce: od późnych lat 60. do końca 80.

"Leon Ichaso, to twórca obdarzony pasją. Ma wrodzony, organiczny dar opowiadania historii; wie, jak przekazywać proste uczucia, jak pobudzać emocje" - mówi Penotti.- "Pinero, to postać bardzo złożona, dlatego najważniejsze było to, by pokazać wszystko, z kontekstem i otoczeniem. Nie tylko to, dzięki czemu przechodzi do historii jako poeta, lecz także rzeczy mniej chwalebne, powszednie, czasem nieznane. Udało się nam trudne połączenie: film chwyta i przyciąga uwagę dzięki ogromnej dbałości o detal, a jednocześnie zachowany zostaje szeroki i bogaty nurt opowieści, głównie dlatego, że bieg rzeczy jest nielinearny, pokazany z różnych stron, z gładkimi przejściami w różne lata i epizody".

Ichaso przyznaje, że na ten nietypowy sposób opowiadania, daleki od tradycyjnego scenariusza, naprowadziły go relacje i wspomnienia, zebrane w wielu rozmowach i wywiadach, jakie prowadził na temat Pinero. "Uznałem, że muszę powiązać to wszystko w spójne dzieło" - mówi Ichaso."- Miałem wielki zbiór anegdot i scenek - chodziło nie tylko o to, by je skomponować w całość, ale także o to, by ta całość płynęła do przodu, a nie grzęzła w szkicowaniu narastającego szaleństwa. Pomyślałem, że naturalnym spoiwem materiału może być twórczość samego Pinero, więc użyłem kilku fragmentów, wplatając je w scenariusz jako dynamiczne sceny."

Oto przykład: Pinero napisał sztukę "Midnight Moon at the Greasy Spoon", której akcja rozgrywa się w barze. Gdy w filmie następuje podobna scena barowa, ożywia ją dialog zaczerpnięty z tej właśnie sztuki. "Zacząłem wynotowywać sobie różne kawałki z jego pism i to pomogło mi bardziej naturalnie połączyć fragmenty, które już miałem. Udało się, widziałem, jak dzięki temu moja kolekcja nie zawsze pasujących anegdot zaczyna tworzyć zwartą całość" - opowiada Ichaso.

W trakcie realizacji projektu Ichaso skontaktował się z operatorem Claudio Chea, chcąc pozyskać go do swojej ekipy. Współpracowali ze sobą od dawna, od czasu realizacji Crossover Dreams, poprzedniej opowieści o wielkomiejskim środowisku Portorykańczyków. Później zrobili razem jeszcze kilka filmów, np. Bitter Sugar i Hendrix. "Porozumiewamy się jakby telepatycznie" - mówi.- "Tym razem byliśmy zgodni, że oprócz ujęć tradycyjnych, użyjemy techniki wideo i 16-milimetrowej kliszy czarno-białej, by zaakcentować emocjonalne znaczenie niektórych scen. Poezja i jazz kojarzą mi się zdecydowanie w obrazach czarno-białych. A technikę cyfrową lubię za jej ruchliwość i płynność. Używałem jej w paru moich ostatnich filmach" - dodaje. "Pinero" kręcony był przy użyciu dwóch kamer cyfrowych i czarno-białej szesnastki; w niektórych fragmentach wszystkie trzy pracują jednocześnie. Wytwórnia GreeneStreet poparła pomysł wykorzystania kamer cyfrowych, wiedząc, jakie efekty Ichaso potrafi uzyskać stosując tę technikę i obrazując historię żywym, zmysłowym kadrem.

Penotti zaproponował, by w roli Miguela Pinero wystąpił Benjamin Bratt. "Z początku trudno mi było wyobrazić sobie Bratta w tej roli: widziałem go jako mężczyznę o jasnym, zdecydowanym i czystym wizerunku, a tu trzeba było pokazać tak trudne i nie poukładane, pełne cieni życie" - mówi Ichaso, komentując obsadzenie Bratta w roli tytułowej. "Ale zanim projekt wszedł w fazę przedprodukcyjną, zdałem sobie sprawę, że Bratt, którego mam przed sobą, to już nie jest ten sam aktor, którego znamy z "Prawa i bezprawia". W niepojęty sposób przeobraził się w Miguela Pinero. Nagle miał twarz, miał oczy Pinero - płonące, błyszczące tą chorą mocą i charyzmą. Natychmiast się przekonałem: to był właściwy człowiek, jedyny, by wiarygodnie, nawet fascynująco odtworzyć tę postać. Już wtedy byłem zachwycony naszym wyborem, a potem, w połowie zdjęć, okazało się, że Bratt dał z siebie jeszcze drugie tyle, że jego rola staje się niewiarygodna. Jestem przekonany, że to jest przełomowy etap jego kariery. Po Pinero to już na pewno nie będzie ten sam aktor" - mówi Ichaso.

"Gdy po raz pierwszy przeczytałem scenariusz, jego siła zrobiła na mnie duże wrażenie - wspomina Bratt.- Był skomplikowany, chwilami mroczny i niepokojący, przez cały czas pełen dramatycznego napięcia. Zawierał wszystko to, co pociąga twórcę roli i daje sposobność, by się wykazać". Z Pinero zetknął się po raz pierwszy jako nastolatek, gdy obejrzał w telewizji film oparty na sztuce Short Eyes. "Teraz, kiedy poznałem scenariusz, ujrzałem w wyobraźni rolę swojego życia, pełną poetyckiej mocy, a jednocześnie po epicku konkretną i wyrazistą. Zagranie postaci autentycznej, którą się jeszcze pamięta, to ogromna odpowiedzialność, ale zarazem nieodparte wyzwanie". Brattowi szczególnie zależało na tym, by nie poprzestać na stworzeniu iluzji, że aktor w roli tytułowej, to Miguel Pinero. Pragnął zakląć w swojej kreacji tego charyzmatycznego ducha, ożywić esencję zjawiska, jakim był i nade wszystko przekonująco oddać tę prawdę o poetach wyklętych, że magia budząca ich talent, twórczość i sławę, jest jednocześnie trucizną, która ich wkrótce później zabija.

Bratt czuł się na siłach stworzyć taką rolę, ale jednocześnie miał świadomość, że aby przeprowadzić ją przez cały proces tworzenia filmu i zachować do końcowego efektu, musi się świetnie rozumieć z Ichaso. Należało lepiej poznać tego człowieka, zbliżyć się do niego. Przed rozpoczęciem zdjęć spędzili ze sobą sporo czasu na słuchaniu muzyki, czytaniu poezji, dyskusjach o historii i o postaci, którą zamierzali pokazać. W chwili, gdy przystępowali do prawdziwej pracy, rozumieli się już prawie bez słów. Mogli porozumiewać się z pozoru sucho i na skróty, ale w głębi podzielali tę samą pasję i przekonanie do wspólnego projektu. Bratt przyznaje, że zaraził się wielkim entuzjazmem Ichaso. Ale na planie wszystko odbywało się sprawnie i konkretnie. "Leon daje mi wskazówki pojedynczymi słowami. To bardzo ważne, szczególnie, gdy robi się film niezależny, gdzie budżet jest ograniczony i wszystko musi dziać się szybko" - relacjonuje.- "Ale wiem, że też jest jak zarażony, siedzi w nim to samo, co we mnie - nie może być inaczej, przecież wszystko wzięło się z tego, że obaj czytaliśmy to, co napisał Pinero".

Studiując rolę i starając się jak najlepiej poznać swojego bohatera, Bratt mógł liczyć na pomoc wielu osób, które albo znały Pinero, albo przynajmniej na pewnym etapie w jakiś sposób się z nim zetknęły. Faktem jest, że większość aktorów w obsadzie miała bliższe lub dalsze kontakty z prawdziwym Miguelem Pinero. Nieoceniona była pomoc Dodiego Pinero, brata Miguela. "Radził mi w wielu istotnych szczegółach: jak poruszać dłońmi, jak chodzić, w jaki sposób mówić pewne rzeczy, wszystkie te detale, które składają się na wyrazistość żywej postaci" - mówi Bratt. Jednak pierwszym doradcą Bratta był na pewno Miguel Algarin, największy przyjaciel Pinero, partner przy tworzeniu niektórych dzieł i współtwórca Nuyorican Café. Opowiedziane przez niego historie miały decydujące znaczenie dla scenariusza i dla głównej roli; Algarin zagrał też małą rolę w filmie, pojawiając się w nim jako poeta recytujący wiersze podczas pogrzebu Miguela.

Ponieważ wielu aktorów portorykańskich w obsadzie filmu znało Pinero, każdy przedstawiał swoją wersję wydarzeń, które zamierzano pokazać. Giancarlo Esposito, grający Miguela Algarina, spotykał Pinero w okresie pracy nad jego dawnymi filmami. "Poznałem go, gdy grałem poboczne role w Fort Apache i w The Bronx" - wspomina. "Pamiętam, jak opowiadał o poezji i o historii amerykańskich Portorykańczyków w Nowym Jorku. Ten człowiek miał w sobie ten rodzaj wewnętrznej energii, którą chciałoby się posiąść, zaprząść, dać się jej nieść przez życie. Ale nie tylko energię, miał też znakomity, jasny umysł". W kilka lat później Esposito spotkał Pinero na planie Miami Vice w Miami. "Pamiętam, że gdy ujrzałem go w ogrodzie Hotelu Alexander, nad brzegiem basenu, w słońcu Florydy, pomyślałem: to koniec buntownika, to już jest człowiek Hollywood. Ale zaraz po zmierzchu mieliśmy znów prawdziwego Pinero, w wygniecionym kapeluszu i skórzanym płaszczu. I te jego nieznośne wybryki, których się nie oduczył: jeszcze tego samego wieczoru włamał się do hotelowej garderoby i ukradł piętnaście koszul".

"Kiedy dostałem scenariusz z GreeneStreet, byłem zdumiony, jak im się udało napisać coś takiego" - mówi Esposito, "Chodzi mi szczególnie o to, jak prosto i prozaicznie pokazana jest cała historia. Nikt nie usiłuje gloryfikować tego pokręconego życia, nałogu, upadku. Ja sam nie od razu uświadomiłem sobie, że ten człowiek nie jest degeneratem, za jakiego miałem go z początku, lecz prawdziwym twórcą, artystą, który od czasu do czasu potrzebował dragów jako pobudzenia, emocjonalnej ostrogi. Ale jego życie zawsze było bogate i twórcze, nie dopuścił do tego, by zostały w nim tylko otępiające i puste narkotyki. Właśnie dzięki temu scenariuszowi zrozumiałem to do końca. Zadanie było trudne, bo Pinero był poetą innym niż wszyscy. Ale i reżyser trafił się niezwykły. Ichaso jest twórcą wyczulonym na moc poezji, doskonale posługuje się muzyką, jest mistrzem tempa, magii obrazu, ekspresji scen, w których nie pada ani jedno słowo".

"Opowiadano mi o tym, jak Algarin potrafił opiekować się Pinero, jak go kąpał, mył, prawie nieprzytomnego, i nie było w tym nic z seksu, żadnego śladu kontaktu homoseksualnego. Byli po prostu jak bracia. Związek między nimi był tak fascynujący dzięki temu, że inspirowali się nawzajem, wzbudzali w sobie pomysły, wzniecali ten twórczy płomień - niespotykany, jedyny w swoim rodzaju związek". "Postanowiłem sportretować Algarina jako człowieka bardzo uczuciowego, który pragnie dawać miłość, przeżywać ją i cieszyć się nią, czerpać ze związków między ludźmi siłę pobudzającą umysł, zmysły i ciało" - mówi Esposito. "Jest to postać bardzo emocjonalna i zmysłowa". Rzeczywiście, Algarin, to wyjątkowo osobowość, łącząca intelekt z duszą artysty, zyskaną pozycję społeczną z rolą "swojaka z dzielnicy", której nigdy się nie wyrzekł. W każdy weekend oglądał balet, wykładał twórczość Szekspira na uniwersytecie Rutgers University i umiał to połączyć z wieczorno-nocnym życiem na ulicach dzielnicy łacińskiej.

Największe wrażenie zrobiła na Esposito przemiana, jaka nastąpiła w Pinero w czasie pobytu w więzieniu. Mógł przecież zobojętnieć, poddać się świadomości, że jest na łasce systemu i nikt niczego od niego nie oczekuje. Tymczasem właśnie wtedy rozpoczęła się jego twórcza erupcja. Gdy uświadomił sobie sens i wartość tego, co robi, a nawet więcej - zasmakował w tym - szedł w obranym kierunku z coraz większym zdecydowaniem, aż do etapu, w którym stał się idolem środowiska i pokolenia, królem "Nujorykańczyków". Życie Pinero wywarło niezwykły wpływ na świat, w którym się obracał. Można powiedzieć więcej: umiał sprawić, by wielu ludzi w jego otoczeniu i czasie odebrało i przeżyło ten świat tak, jak on". I choć trudno zrozumieć motywy, jakimi kierował się w tylu sprawach swojego życia, a nawet rozumiejąc, trudno byłoby je przyjąć, można autentycznie i głęboko odebrać ten film, bo twórcom udało się rzucić światło na ową siłę sprawczą, niepowstrzymaną pasję i miłość do sztuki, do powstającego dzieła.

"Gdy pierwszy raz ujrzałem Bratta, byłem zaszokowany: przede mną stał Pinero" - opowiada Esposito. "To prawda, że Bratt jest wyższy, chyba szczuplejszy, nie ma tego zaniedbania, w ruchach zdradza kondycję. Ale to spojrzenie, oczy - to było decydujące. Od pierwszej chwili wiedziałem, że on rozumie tę rolę, że naprawdę ją przeżył i teraz już serce dyktuje mu, jak ją tworzyć".

Podobne zdanie ma Rita Moreno, grająca Adelinę, matkę Pinero. "Kiedy po raz pierwszy usłyszałam, że to Ben ma grać Pinero, nie mogłam uwierzyć. Tak mocno przemawiał ten jego image: było dla nas oczywiste, że Ben jest "taki idealny, taki czysty". Ale w pierwszym dniu moich zdjęć zobaczyłam go na planie i po prostu to był Pinero we własnej osobie. A więc drugie oblicze Bena, jeszcze bardziej wyraziste niż tamto. To piękne w naszym zawodzie - móc obserwować, jak aktorzy podejmują odważne, trudne role i odnoszą sukces, budując je, tworząc nową, fascynującą jakość. Odwrotnie niż kiedy aktor przyjmuje rolę stworzoną dla siebie i nie musi robić nic, po prostu ją odtwarza." Ichaso był zachwycony, że udało mu się pozyskać Moreno do roli matki Pinero. W jednej ze scen Adelina tańczy z małym Miguelem mambę na dachu budynku. To przypomnienie innej, dawnej sceny sprawiło reżyserowi szczególną satysfakcję: sam nie może uwierzyć, że Moreno po tylu latach zrobiła w jego filmie to samo, co w West Side Story.

"Matka Pinero była bardzo typową matką w biednej rodzinie, żyjącej w dzielnicy łacińskiej" - mówi Ichaso. "Właściwie całe życie musiała poświęcić temu, by utrzymać siebie i dzieci choć trochę ponad poziomem nędzy. Zapadły mi w pamięć jej słowa z jednego z dialogów. Adelina pyta Miguela: "No i gdzie jest ten chłopiec, który przynosił mi kwiaty i pisał dla mnie wiersze?". A syn odpowiada: "Ty chyba pamiętasz te lata zupełnie inaczej niż ja". Ta riposta na pewno bardzo ją zabolała, bo faktycznie, wolała pamiętać tylko jaśniejsze chwile z życia".

Moreno wspomina swoje pierwsze spotkanie z Pinero. Poznała go po przedstawieniu jego sztuki Short Eyes, które oglądała w Riverside Church. "Tego wieczoru pojawił się na scenie przed rozpoczęciem gry i powiedział: "Chcę wam przedstawić pewnego ważnego dla nas człowieka, pioniera. Przedstawiciela naszego łacińskiego środowiska, który zrobił dla Portorykańczyków bardzo wiele. Gdy po raz pierwszy przyznano nam godność i równość, uszanowano naszą dumę, był w samym centrum wydarzeń. A było to w okresie, gdy na co dzień spadały na nas ciosy". Przez cały czas zastanawiałam się, kogo ma na myśli, aż wreszcie powiedział: "Powitajcie Ritę Moreno". Byłam tym nieprawdopodobnie wzruszona. Cieszę się, że także w tym filmie wystąpiło tylu aktorów naszej narodowości, bo przecież nadal nie zdarza się to zbyt często".

Ichaso nie miał zresztą innego wyjścia, potrzebował licznej grupy Latynosów, by zrobić swój film. Wiedział, że o autentyczności końcowego efektu będzie można mówić tylko wtedy, jeżeli jak najwięcej ludzi zaangażowanych w projekt, członków obsady i ekipy realizatorów, będzie miało emocjonalny związek z materiałem i tematem. Co mogło zagwarantować takie zaangażowanie bardziej niż związek etniczny? Dlatego ważne było, by ludzie tworzący dzieło wraz z identyfikowali się ze słowami, z twarzami i czasami, z całym światem, z którego wyrósł Pinero. "Cały film nakręciliśmy w 26 dni, głównie na planie w Loisaida na nowojorskiej Lower East Side. Z taką załogą i w takim miejscu mogliśmy liczyć na niesamowitą sympatię, wsparcie i pomoc ludzi z okolicy. Akcja filmu rozgrywa się głównie w latach 70. i 80.; Nowy Jork był wtedy zupełnie inny niż dzisiaj. Staraliśmy się odtworzyć obrazy i atmosferę tamtych lat, a zbiorowy entuzjazm całej dzielnicy dla naszej pracy sprawiał, że wszystko stawało się łatwiejsze" - opowiada Ichaso.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Pinero
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy