"Odważna": PRAWO PRZECIWIEŃSTW

W Odważnej uosobieniem tego, co Jordan nazywa reakcją "prawną" na niesprawiedliwość, jest nowojorski detektyw Sean Mercer. Terrence Howard wciela się w rolę śledczego, który zajmuje się sprawą serii powiązanych ze sobą zabójstw... z których wszystkie wydają się być formą zemsty ze strony samozwańczego obrońcy prawa.

Reklama

"Terrence w tej roli powalił mnie na kolana" - twierdzi Jordan. - "Tkwi w nim fizyczny wdzięk i osobowość, jego twarz emanuje emocjami, tymi wyrażanymi werbalnie, jak i bez słów. Postaci Mercera nadał niezwykle mocny kręgosłup emocjonalny i moralny".

Wcielając się w swoją rolę, Howard miał świadomość, że Mercer to człowiek cechujący się wiarą w moc prawa. Niewykluczone zresztą, że za wiarę tę mógł zapłacić rozpadem małżeństwa. Jednak nie przypuszczał nigdy, że jego wiarę mogłaby wystawić na próbę osoba znajdująca się po drugiej stronie prawa. - "Mercer to policjant działający zawsze zgodnie z prawem - stwierdza aktor - który wierzy w system, a jednocześnie frustruje się coraz bardziej tym, że system nie zawsze pozwala mu chronić ludzi, których chciałby objąć ochroną. Część jego osobowości jest naprawdę rozżalona tym, że ma związane ręce dylematem moralnym, który nazywamy sprawiedliwością. Aż w końcu ktoś, kto sam chce wymierzyć sprawiedliwość, wpada na własny, zdecydowanie wygodniejszy, pomysł rozwiązania tego problemu. Jak sobie z tym radzi? Najgorsze co można zrobić, będąc policjantem, to zrozumieć, dlaczego przestępca podejmuje takie, a nie inne decyzje, ponieważ potem nie można już być obiektywnym. Kiedy się wejdzie w tę szarą strefę, prawo odchodzi w niepamięć, a górę bierze natura ludzka".

Jordan zauważa: "Podoba mi się to, że obie postacie wkraczają w szarą strefę bezprawia z przeciwnych stron. Każde z nich zmaga się z odpowiedzialnością moralną, odczuciami na temat zbrodni, sprawiedliwości i odwetu, ale i jedno, i drugie zupełnie inaczej je postrzega. To ciekawy rozdźwięk, ponieważ wbrew pozorom oboje są ze sobą związani".

"Równowagę było utrzymać bardzo trudno - dodaje Downey - ponieważ chcemy, by między nimi pojawiła się więź, a z drugiej strony chcemy, by trwała zabawa w kotka i myszkę między Mercerem a nieznaną zabójczynią, którą chce dopaść. Są więc oni bohaterami związanymi ze sobą w warstwie niezwykle intymnej i emocjonalnej, których działania jednak stawiają ich w bezpośredniej opozycji do siebie".

Jordan podkreśla, że choć więź łącząca Erikę i Mercera jest mocna, "nie jest to tradycyjna love story. To raczej bliskość dusz i umysłów. Oboje stracili partnerów życiowych, a teraz są sami, zagubieni w mrokach miasta. Jest to więc historia o przyjaźni... i prawdopodobieństwie".

Oboje aktorów przyznaje, że relacje pomiędzy granymi przez nich bohaterami w takim samym stopniu opierają się na tym, co oboje utracili, jak i tym, co mogą sobie wzajemnie dać. "Mercera i Erikę łączy mocna więź" - potwierdza Howard. - "W innych okolicznościach albo gdyby oboje nie podążali wybranymi przez siebie drogami, jestem pewien, że więź mogłaby przerodzić się w coś więcej. Zresztą to też staje się dla obojga kolejna stratą".

Foster dodaje: "Każde z nich jest zafascynowane tym drugim. Myślę, że jedno lgnie do serca drugiego, w pewnym sensie dlatego, że przeciwieństwa się przyciągają, ale także dlatego, że są do siebie bardzo podobni. Wiem, że w życiu często przyciągają nas niektórzy ludzie, ponieważ chcemy dowiedzieć się, jak to jest żyć w ich skórze. W Mercerze Erica widzi swoje moralne odbicie. On nigdy nie pozwoliłby sobie przekroczyć granic, zaś ona chce zrozumieć, kim on jest, aby być może mógł ją ocalić".

"Wspaniałe w tym, że Terrence gra tę rolę - kontynuuje aktorka - jest to, że choć cechuje go głębia wrażliwości i emocji, odgrywa twardego detektywa, który w życiu widział już wszystko. Takie połączenie powoduje, że postać Mercera jest jeszcze bardziej poruszająca. W pracy musi grać twardziela, ale nie oznacza to, że nie ma ona na niego wpływu, i Terrence oddaje to w swojej kreacji".

Podobnie Howard chwali swoją partnerkę filmową i reżysera. "Jodie to pierwsza aktorka, z którą pracowałem, która naprawdę wywoływała u mnie zdenerwowanie" - śmieje się. - "Z jej oczu spoziera prawda, a dusza bije uczciwością. Jednak styl aktorstwa mamy zupełnie inny. Ja na przykład lubię przyjść na plan i zrobić, co do mnie należy. Zaś Jodie jest niezwykle dokładna, ma wyjątkowo analityczne podejście - wie wszystko o swojej postaci. Wiele się nauczyłem, obserwując ją. Ona i Neil nauczyli mnie wiele na temat myślenia o szczegółach. Neil wie dokładnie, co chce nakręcić, i jest niezwykle cierpliwy. Czasem myślałem już, że nic z siebie więcej nie wykrzeszę, a on naciskał jeszcze mocniej, aż udało mu się wycisnąć ze mnie tę kroplę prawdy. Właśnie dzięki temu jest tak wspaniałym filmowcem".

Przed rozpoczęciem zdjęć Jodie Foster i Terrence Howard przeprowadzili własne dociekania, tak specyficzne, jak ich role. Foster spędziła wiele czasu w lokalnej stacji radia NPR w Los Angeles, "by zobaczyć, jak się tam pracuje" - relacjonuje. - "Obserwując pracujących tam ludzi, szczególnie rzuciło mi się w oczy to, że oni nie mają twarzy, nie mają ciał. To tylko głosy. Człowiek słucha tych pięknych, melodyjnych głosów, sączą się one do uszu i do umysłów słuchaczy. Pod pewnymi względami kontakt ten ma charakter bardzo intymny, ale także bardzo ułatwiający zniknięcie".

"Zainteresowałam się też zespołem stresu pourazowego. Wiele o tym czytałam, ale wydaje mi się, że Erica jest inna. Nie doczekała się pomocy, która była jej potrzebna" - zauważa aktorka, ujawniając także, że starała się wejść w tok myślenia Eriki, podążając jej śladem. "Chodziłam bardzo dużo, pokonywałam tysiące mil po całym Manhattanie. Jeśli kiedykolwiek chodziliście na długie piesze wycieczki, to wiecie, że przez pierwsze dwie godziny rozmawia się z otaczającymi ludźmi. W miarę upływu czasu to się zmienia: w siódmej godzinie wędrówka nabiera charakteru medytacji... pozwala się zupełnie wyalienować. To było ważne".

Z kolei Howard, przygotowując się do roli detektywa nowojorskiej policji, blisko współpracował z konsultantem technicznym planu, Nealem Carterem. Po 24 latach pracy w nowojorskiej policji, w tym także na stanowisku śledczego wydziału zabójstw, Carter rozpoczął nową karierę, chcąc zagwarantować, że praca policyjna ukazywana na dużym ekranie będzie odpowiadała rzeczywistości. Jego pierwszym filmem był Plan doskonały z udziałem Denzela Washingtona i Jodie Foster.

Carter szkolił zarówno Howarda, jak i aktora Nicky'ego Katta, który wcielił się w rolę partnera Mercera, detektywa Vitale'a, doradzając im, jak mają mówić i zachowywać się, by sprawiać wrażenie doświadczonych śledczych. Zabierał ich na posterunki policji, a nawet na miejsca zbrodni, w tym zabójstwa, by sami mogli poobserwować, jak pracuje się w policji.

"Miał niesamowicie szeroką wiedzę, którą bardzo chciał się z nami dzielić" - mówi Howard. - "Przekazał nam mnóstwo informacji o sposobie myślenia policjanta w pracy. Pokazał nam miejsca zbrodni i dosłownie przekazał nam wszelkie instrukcje dotyczące tego, czego należy szukać, co jest istotne".

Howard wspomina, że na jednym z miejsc zbrodni uderzyła go "przyziemność sytuacji. Na ziemi leży nieżywy człowiek, brutalnie pobity, i od razu pojawia się myśl, że trzeba byłoby przystanąć i zmówić modlitwę. Ale policjanci są tam tylko w jednym celu - odnaleźć tego, kto zabił. Na tym polega ich praca. Sprawa staje się zagadką. Policjanci nie mogą brać jej zbyt osobiście, ponieważ ze sprawami takimi mają do czynienia codziennie, i rozumiem, że po trzecich oględzinach takiego miejsca człowiek się nieco uodparnia na taki widok".

Carter mówi, że świadomość tę było widać w pracy Howarda i Katta na planie. "Naprawdę szybko robili postępy. Wychwytywali każdy niuans, subtelne szczegóły w sposobie chodzenia, ubierania i prowadzenia się, nawet w sposobie żartowania. Wychodziło to bardzo naturalnie. Kiedy ich obserwowałem, sprawiali wrażenie prawdziwych detektywów".

W czasie gdy aktorzy wnikali w umysły i ciała swoich postaci, Neil Jordan zagłębiał się w sercu Nowego Jorku. "Nie znam Nowego Jorku - przyznaje urodzony w Dublinie reżyser - więc jednym z najważniejszych elementów przygotowań było chodzenie po mieście, zaglądanie w każdy jego zakątek, wynajdowanie miejsc, które wcześniej nie były pokazywane w filmach, i miejsc pasujących do tej konkretnej fabuły. Miasto to ma niezwykle filmowy charakter, który chciałem ukazać".

Potwierdza to Joel Silver: "Neil spędził wiele czasu na poznawaniu miasta. Patrzył na nie z miłością i podziwem, i w taki sposób chciał je ukazać. Bardzo ważne dla niego jest, by fabuła filmu nie była postrzegana jako zarzut dotyczący poziomu bezpieczeństwa w Nowym Jorku. Tak naprawdę żyjemy w czasach, w których każdy i wszędzie może identyfikować się z poczuciem braku bezpieczeństwa. Nie jest to rzecz charakterystyczna dla Nowego Jorku".

Foster, która już mieszkała i pracowała w Nowym Jorku, zgadza się z Silverem. "Tak naprawdę Nowy Jork jest statystycznie "najbezpieczniejszą aglomeracją na świecie", lecz kiedy człowiek pada ofiarą przestępstwa, bycie wyjątkiem od reguły jest mało pocieszające. Człowiek nie czuje się bezpieczniej, myśląc: ?Tak, padło na mnie, ale patrz, ilu osobom nic się nie przytrafiło?. Jeśli pada się ofiarą przestępstwa, nie jest łatwo pozbyć się poczucia strachu. To właśnie jest elementem przesłania tego filmu - strach nie musi być uzasadniony, coraz częściej jest on integralną częścią naszej kultury".

Jordan dodaje: "Po 11 września miasto narodziło się na nowo - jest niewiarygodnie bezpieczne, ale pozostaje wrażenie, że niezależnie od tego, jak sielankowe wydaje się życie na ulicach, w każdej chwili ten błogostan może runąć. Właśnie to staramy się uchwycić w filmie".

Na kilka tygodni przed rozpoczęciem zdjęć do filmu Jordan przeszedł intensywny kurs na temat Nowego Jorku, który poprowadzili producent wykonawczy Herbert Gains oraz scenografka Kristi Zea, która mówi, że "rozkazy" otrzymała od producenta Joela Silvera. "Od początku Joel mówił mi, że chciał, byśmy pokazali Nowy Jork w sposób, w jaki nikt inny jeszcze tego nie zrobił, wybrali takie plenery, których nikt jeszcze nie filmował, a więc rzucił nam naprawdę poważne wyzwanie. Dla mnie doświadczenie to było ciekawe, ponieważ urodziłam się i wychowałam w Nowym Jorku, nakręciłam tu wiele filmów. Spojrzenie na miasto z innej perspektywy było więc dla mnie ambitnym wyzwaniem".

Zea mówi, że wraz z Jordanem zjeździli całe miasto i jego peryferie, "oglądając różne okolice i obserwując, co się podobało Neilowi, a co nie". W jednej z tych okolic znaleźli idealną lokalizację na blok, w którym mogła mieszkać Erica. Scenografka mówi: "Z zewnątrz spodobało nam się to, że z jednej strony budynku znajdowały się działki, na których kiedyś stały budynki później zburzone, a na ich miejscu mieszkańcy założyli ogrody. Jej blok stał więc sam pośród takiej swego rodzaju odnowy miejskiej".

Zea zaprojektowała dekoracje korytarzy budynku i wystrój mieszkania Eriki, by wyglądało tak jak stara kamienica, odnowiona, a jednak żyjąca częściowo echami przeszłości. Scenografka wyjaśnia: "Chodziło o to, by mieszkanie wyglądało jak poważnie przerobione, ale korytarz - choć czysty i niedawno malowany - nadal sprawiał upiorne wrażenie. Tak, by stare było zestawione z nowym".

Na obrzeżu Central Parku znaleźli plener, który posłużył wyglądem i atmosferą w głównej scenie, w której Erica i David zostają napadnięci. Zea zauważa: "Podczas poszukiwań znaleźliśmy miejsce nazywane Stranger's Gate [Wrota Nieznajomego - przyp. tłum.]. Zostało wykute w kamieniu na samym brzegu Central Parku. Gdy patrzy się w górę schodów, które zakręcają wokół wielkiego bloku skalnego, to nawet mimo światła latarni przyprawia ono o gęsią skórkę. Nie wiadomo, co może się tam kryć. Celowo wybraliśmy miejsca, które w jednym momencie mogą wydawać się bezpieczne, a potem sprawiają wrażenie obcych i przerażających z innej perspektywy.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Odważna

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje