"Mumia: Grobowiec Cesarza Smoka": O PRODUKCJI

Chociaż w dorobku reżysera Roba Cohena znajdują się takie przeboje jak "xXx" i "Szybcy i wściekli", wielu widzów zapewne nie wie, że filmowiec studiował antropologię i od dawna jest zaintrygowany Azją. Kiedy okazało się, że ma zająć się reżyserią filmu "Mumia: Grobowiec Cesarza Smoka", a akcja filmu ma rozegrać się na Dalekim Wschodzie, Cohen zdał sobie sprawę z tego, że w końcu nadszedł czas połączenia dwóch jego największych pasji: realizacji filmowej na olbrzymią skalę i Chin.

Reklama

Po przeczytaniu scenariusza nowego filmu z serii Mumia - autorstwa Alfreda Gough i Milesa Millara - Cohen był pod wrażeniem zarówno zawartego w nim humoru, jak i przygód, jakie czekały na rodzinę O'Connellów. Kilkakrotnie przyjrzał się materiałowi źródłowemu i wierzył, że ten właśnie projekt świetnie zaspokoi jego ciekawość i wiedzę o Chinach.

"Pomysł sugerujący, że Terakotowi Wojownicy Xi byli tak naprawdę mumiami, bardzo do mnie przemówił" - mówi Cohen.

"Eksplorowaliśmy w niezwykły sposób prawdziwą historię Chin w dwóch okresach - rok 200 p.e. i rok 1946 - i mieliśmy przy tym sporo zabawy. Dla naszych bohaterów to całkiem nowa przygoda - spektakularna, kolorowa i całkowicie azjatycka".

Z reżyserem na pokładzie, nadszedł czas kompletowania obsady do ról cesarza i rodziny walczących z nim O'Connellów. Nie wspominając już o tysiącach godzin koniecznych do zaprojektowania walk, pościgów i światów z roku 200 p.e. i 1946, co stanowiło spore wyzwanie.

Kompletowanie obsady filmu.

Przygoda rozpoczyna się przebudzeniem Mumii Cesarza, którego nieświadomie dokonuje, teraz już 21-letni, odkrywca i podróżnik, Alex O'Connell. Najgroźniejszy chiński wojownik nie był w stanie zapanować nad światem z powodu klątwy nałożonej na niego przed tysiącami lat przez czarodziejkę Zi Yuan. Teraz, aby podbić świat musi zdobyć wieczne życie odnajdując sławne Shangri-la. Czerpiąc ze znajdującego się tam źródła, będzie w stanie obudzić armię zakopaną w ziemi przez tysiąclecia. Chyba że Rick, Evy i Alex O'Connell go przed tym powstrzymają.

Brendan Fraser w roli Ricka O'Connella był podstawą projektu, jako że wszyscy w niego zaangażowani wierzą, że jest jednym z niewielu aktorów, którzy tak dobrze radzą sobie z połączeniem elementów akcji i lekkiej komedii.

Podobnie było z rolą Cesarza. Reżyser nie miał wątpliwości, co do tego kto powinien go zagrać.

"Jet Li był jedyną opcją" - twierdzi - "Miał zagrać w moim filmie Sinbad, dlatego znaliśmy się już wcześniej".

Li był pod wrażeniem buddysty Cohena oraz jego wielkiej miłości i zrozumienia dla chińskiej kultury.

"Jego styl podobny jest do stylu reżyserów z Hong Kongu: pełen energii i bardzo szybki" - mówi aktor.

Zdobywczyni Oskara Rachel Weisz zdecydowała się nie podejmować ponownie roli Evy, w którą wcieliła się w dwóch pierwszych filmach. Długi okres zdjęciowy i rozrzucone po świecie plany zdjęciowe byłyby zbyt dużym obciążeniem dla każdej aktorki wychowującej dzieci. Rozpoczęły się poszukiwania nowej Evy.

"Po wielu przesłuchaniach, wykonaliśmy testy ekranowe z pięcioma aktorkami" - wspomina Cohen - "i ogromne wrażenie zrobiła na nas Maria Bello. Świetnie oddziałują na siebie z Brendanem, dlatego szybko podjęliśmy decyzję".

"Zawsze uważałam się trochę za taką Cygankę, która w życiu zeskoczyła z mnóstwa skał," - mówi Bello. "Czytałam kiedyś mnóstwo romansów. Zawsze było w nich coś o kobiecie, która przebiera się za mężczyznę, wsiada na statek i zakochuje się w niej kapitan. Evy świetnie włada bronią i walczy. Zawsze chciałam być taką właśnie bohaterką".

Fani serii będą szczęśliwi wiedząc, że John Hannah powraca na ekran w roli brata Evy Jonathana, który w takim samym stopniu przeszkadza, jak i pomaga w misjach rodzinnych O'Connellów. To właśnie on przypomina widzom, o tym co robić, kiedy jest się ściganym przez przeklętych nieśmiertelnych: uciekać co sił w nogach.

Wyzwaniem było znalezienie odtwórcy syna Ricka i Evy, Alexa. Musiał on łączyć w sobie siłę i bohaterstwo swojego ojca oraz spryt i ciekawość matki. Po wyczerpujących poszukiwaniach, filmowcy spotkali się z charyzmatycznym australijskim aktorem Luke Fordem, wykonawcą, który posiada rzadką kombinację niewinności i siły.

Malajska aktorka Michelle Yeoh otrzymała propozycję zagrania czarodziejki Zi Yuan, kobiety odpowiedzialnej za przemienienie Cesarza w terakotowego więźnia, po tym jak niszczy on jej szczęście. Gracja i uroda Yeoh zachwyciła wszystkich.

W rolę córki Zi Yuan (i obiektu uczuć Alexa) i strażniczki grobu Lin, wcieliła się młoda chińska aktorka Isabella Leong, a aktor z Hong Kongu Chau Sang Anthony zagrał generała Yanga - bezlitosną prawą rękę Cesarza Smoka.

W pozostałych rolach zobaczymy - Irlandczyka Liama Cunninghama jako przyjaciela Ricka Desiego "Mad Dog" Maguire, Davida Caldera jako odkrywcę Wilsona, Russella Wonga w roli Ming Guo, lojalnego sługi Cesarza i miłości życia Zi Yuan.

Dwa kontynenty w dwa tysiąclecia.

Zdjęcia do filmu "Mumia: Grobowiec Cesarza Smoka" realizowano przez 5 miesięcy w Ameryce Północnej - Montreal w Kanadzie i Azji - Pekin i Szanghaj w Chinach.

Zdjęcia w Montrealu

Produkcja rozpoczęła się sekwencją w Muzeum Szanghaju, którego funkcję pełniło Mel's Cite du Cinema w Montrealu, a następnie ekipa przeniosła się na tereny górskie, które zagrały Himalaje i kryły w sobie tajne przejście prowadzące do tajemniczego źródła wiecznego życia w Shangri-la. Plan zdjęciowy został pokryty śniegiem stworzonym przez ekipę odpowiedzialnego za efekty specjalne Bruce'a Steinheimera.

Kolejnym etapem zdjęć była hala zdjęciowa ADF, gdzie ekipa zbudowała jedną z budzących największą grozę w filmie scenografii: mauzoleum. Podczas wykopalisk, Alex odkrywa grobowiec Cesarza. Wchodząc do krypty natyka się na niesamowite mauzoleum pełne tysięcy Terakotowych Wojowników.

15 października zakończyły się zdjęcia w Montrealu i ekipa rozpoczęła przygotowania do jeszcze większej przygody: kręcenia w Chinach.

Zdjęcia w Chinach

Od samego początku było wiadomo, że bardzo ważne jest utrzymanie autentyzmu czasów, w których rozgrywa się akcja filmu. W Chinach pracowała nad tym ekipa, która w pewnych okresach przekraczała 2000 osób. W skład tej grupy wchodziło 200 Amerykanów i Kanadyjczyków, 1800 mieszkańców Chin i Hong Kongu, a także ekipy z Malezji, Chorwacji, Słowenii i Tajwanu.

Azjatycka część zdjęć rozpoczęła się na pustyni Tian Mo - m.in. walka na miecze między Jetem Li i Michelle Yeoh oraz epicka sekwencja bitwy między armiami nieśmiertelnych.

Pod koniec zdjęć znacznie spadły temperatury i ekipa przeniosła się na południe do Szanghaju. Produkcję kontynuowano w słynnym studio filmowym, które znajduje się około godziny jazdy od miasta.

Filmowcy byli pod olbrzymim wrażeniem rekwizytora Chueng Kim Waia, którego zespół przygotowywał repliki przedmiotów z tajemniczego świata, w którym żył Cesarz. Tylko on był w stanie sprowadzić rzemieślnika, który na podstawie niewielkiej czarno-białej fotografii potrafił ze wszystkimi szczegółami wyrzeźbić z bloku styropianu ołtarz. Interesujące było także to, że jak się okazało, wiele z rekwizytów było oryginalnymi przedmiotami. Tak mówi o tym scenograf Nigel Phelps: "Broń dla 500 figurek z Terakotowej Armii była wykonana z brązu, a kusze naprawdę działały. Wiele spraw przepadło w tłumaczeniu, ale nikt nie oczekiwał broni z brązu, byłoby to bowiem szaleństwem ze względu na budżet. Tutaj, tak się to robi? taniej jest zdobyć oryginalne przedmioty niż wykonać je z włókna szklanego. Wznosi to nas na kolejny poziom wiarygodności, kiedy aktorzy dotykają mieczy i są one zimne".

Skomplikowane sekwencje - od starożytnych stworów i lawin począwszy, a na sekwencjach bitewnych z udziałem tysięcy cyfrowych postaci skończywszy - w filmie Mumia: Grobowiec Cesarza Smoka wymagały niewidocznego połączenie wizualnego i technicznego artyzmu. Efektami wizualnymi (ponad 800) zajął się doświadczony Ginger Theisen zatrudniający dwie zajmujące się efektami firmy - Digital Domain i Rhythm & Hues. Za efekty specjalne był natomiast odpowiedzialny weteran przemysłu filmowego R. Bruce Steinheimer, który nadzorował cztery różne firmy w Montrealu i Chinach. "Pracowało dla nas ponad 100 osób na różnych kontynentach w tym samym czasie. Musieliśmy mieć pewność, że wszystkie efekty będą gotowe na czas" - mówi Steinheimer.

Po 91 dniach zdjęć i ponad 2000 ujęć zrealizowanych na dwóch kontynentach, produkcja filmu Mumia: Grobowiec Cesarza Smoka został zakończona. Brendan Fraser podsumowuje: "Duchem tego filmu jest przygoda, dobra zabawa, romans, mnóstwo akcji i kilka świetnych pojedynków. Jesteśmy po to, żeby dostarczać rozrywkę".

Aby upamiętnić zakończenie zdjęć w iście chińskim stylu, odpowiedzialny za efekty specjalne Steinheimer przygotował trwający prawie osiem minut pokaz ogni sztucznych. Członkowie ekipy, nawykli do eksplozji, stali z szeroko otwartymi oczyma obserwując ten niezwykły pokaz idealnie pasujący do zakończenia produkcji filmu, którego akcja pędzi z prędkością kolejki górskiej.

Reżyser Rob Cohen tak mówi o czasie, jaki spędził w kulturze, którą podziwia: "Chiny to idealne miejsce na osadzenie akcji filmu pełnego fantazji, wyobraźni, elementów historycznych i niezwykłej akcji. Chciałbym, żeby widzowie poczuli, że kultura Chin została potraktowana przez nas bardzo sprawiedliwie i pięknie. Chińczycy to bardzo ciepli, pełni emocji ludzie. Jeśli ma się do ich kultury należny szacunek, dadzą się poznać nie w 50, ale 80 procentach. To wspaniali i twórczy współpracownicy".

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Mumia: Grobowiec Cesarza Smoka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje