Reklama

"Marzyciele": CASTING

"Marzyciele" to historia trojga młodych ludzi, a więc okazja do odkrycia młodych talentów. Jednak dla Bertolucciego zadanie to polegało na czymś więcej, niż na odkryciu nowych twarzy: "Moje poszukiwania nie polegały na rozglądaniu się za osobą zgadzającą się z opisem w scenariuszu. Szukałem kogoś owianego pewną tajemnicą. Kogoś, kto wzbudzi ciekawość mojej kamery, przykuje jej oko do siebie".

Do roli Matthew przesłuchano 200 młodych ludzi z Los Angeles i Nowego Jorku, aż wybór padł na Michaela Pitta.

Pitt: "Bernardo był bardzo tajemniczy w kwestii scenariusza. Mogłem go czytać tylko w jego obecności". Te zasady ostrożności wynikały z doświadczeń Bertolucciego z przeszłości. Umiarkowane, według dzisiejszych standardów, "Ostatnie tango w Paryżu" wywołało falę oburzenia szczerym obrazem ludzkiej seksualności. Niektórzy agenci podchodzili dość nerwowo do scenariusza "Marzycieli" i bali się go dawać swoim klientom.

Reklama

"Ameryka to bardzo purytańskie miejsce" - mówi Bertolucci. "Zawsze mieli z tym problem. Ale nie spędziłem wiele czasu przekonując ludzi. Ten scenariusz albo się od razu podoba, albo nie ma co się wysilać. Szukając kogoś do roli Matthew, spotkałem Michaela i na początku czułem pewien opór. Chciałem obsadzić kogoś innego, ale wtedy zdałem sobie sprawę, że to błąd. Bałem się, że z powodu swojego wyglądu, może wydawać się narcystyczny. Ale nie doceniłem go. Jest doskonałym aktorem".

Pitt: "Gram amerykańskiego studenta, który przyjechał studiować do Paryża. Wychował się w rodzinie z klasy średniej na przedmieściach San Diego. Jest porządnym ale i naiwnym chłopakiem. Był chowany pod kloszem i przyjazd do Paryża jest jego przebudzeniem i wyzwoleniem. Dzieje się tak pod wpływem dwójki równolatków, których tam spotyka. W pewnym sensie demoralizują go. A może po prostu otwierają mu oczy".

Poszukiwania odtwórców ról Isabelle i Theo były równie wyczerpujące, ponieważ Bertolucci chciał znaleźć aktorów zdolnych oddać intymną więź między bliźniętami.

"Nie szukałem podobieństwa - mówi - ale czegoś subtelniejszego. Umiejętności pokazania trudnej do opisania duchowej i fizycznej relacji między rodzeństwem. Oboje pochodzą z paryskiej klasy średniej, z rodziny kulturalnie wyrobionej".

Do roli Theo wybrano Louisa Garrela, który stał się kolejnym, nieoczekiwanym łącznikiem z '68.

"Znałem jego ojca" - mówi Bertolucci. "Podziwiałem go jako reżysera. W '68 był bardzo młody, byłem ciekaw jaki jest jego syn. Od razu mi się spodobał, był w nim zarówno romantyzm, jak i pewna surowość".

Garrel intuicyjnie wyczuwał charakter roli: "To film o bliźniętach, które wchodzą w okres seksualnego rozbudzenia i potrzebują kogoś, kto im pomoże. Poznają Amerykanina i oboje wykorzystują go jako tego niewinnego. Theo chce, by oddzielił go od siostry, a Isabel chce, by oddzielił ją od brata".

Adair: "Theo jest tajemniczą postacią. W filmie nawet bardziej tajemniczą niż w książce, w dużej mierze dzięki Louisowi. Widz do końca nie wie, czy Theo manipuluję Isabellą, czy odwrotnie. Na początku wydaje się, że jest przez nią zdominowany, ale kiedy poznajemy kolejne słabe punkty Isabelle, dochodzimy do wniosku, że Theo prowadzi subtelniejszą grę. Gra między dwojgiem zamienia się w grę między trojgiem i o tym opowiada film".

Rolę Isabelle dostała Eva Green, aktorka teatralna, dla której "Marzyciele" są debiutem filmowym.

"Gdy tylko ją zobaczyłem, wiedziałem, że to będzie Isabelle" - wspomina Bertolucci.

Adair: "Kiedy po raz pierwszy na ekranie pojawia się Isabelle, wydaje się osobą krzykliwą, przebojową, świadomą swojej urody, naśladującą podziwiane przez siebie gwiazdy filmowe. Potem odkrywamy inne jej cechy i widzimy, że jest o wiele delikatniejsza i krucha, niż się wydaje. Jest inteligentna, dowcipna, tryska energią, ale ukrywa pewien sekret".

Green: "To wspaniała rola, ponieważ Isabelle jest bardzo tajemnicza. Nigdy nie wiem, czy gra, czy też nie. Inspirują ją wielkie aktorki - Greta Garbo, Lauren Bacall, Bette Davies - jej postać jest dwuznaczna i niejasna. Jest jak Sfinks. Choć wydaje się twarda, to ukrywa pokłady wrażliwości. Boi się samotności, odłączenia od brata, ale boi się też miłości do niego".

Mając skompletowana obsadę, Bertolucci postanowił wprowadzić aktorów w atmosferę czasów, w których rozgrywa się akcja. "Chciałam by współczesne dzieciaki stanęły twarz w twarz z dzieciakami roku '68. Michael, Louis i Eva praktycznie nic nie wiedzieli o tamtych wydarzeniach. Pokazałem im wiele kronik filmowych i materiałów telewizyjnych z tamtego okresu. Następnie chciałem ich zachęcić do przeczytania tekstów, które odegrały istotną rolę w latach 60., ale zrezygnowałem, bo zdałem sobie sprawę, że wywołałyby zbyt wiele pytań, na które nie zdołałbym odpowiedzieć".

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Marzyciele
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy