"E=mc2": O PRODUKCJI

Pierwszy klaps

Reklama

Zdjęcia do filmu rozpoczęły się 26 lipca 2001 roku w Warszawie. Pierwszym obiektem zdjęciowym okazało się podwórko przy zbiegu ulic: Emilii Plater i Wilczej. Tego dnia pojawił się także odmieniony Cezary Pazura. Długie, zaczesane do tyłu, ciemne włosy, czarny zarost, skórzana kurtka, opalenizna i wyraźnie zarysowane mięśnie ramion

i klatki piersiowej podkreśliły męskość Cezarego. Niewielu aktorów mogłoby zagrać gangstera, a nowy wizerunek Cezarego Pazury dopasowuje go idealnie do tej roli.

Goście na planie

Podczas trzydziestodniowego okresu zdjęciowego, plan filmu odwiedziło wielu znakomitych gości. Prawdziwą sensację wzbudziła osoba Tomasza Iwana, członka Polskiej Reprezentacji Piłki Nożnej. Iwan, wspaniały piłkarz, wystąpił gościnnie w poprzednim filmie Olafa Lubaszenko pt. „Poranek kojota”. I chociaż na planie filmu „E=mc2” pojawił się jedynie w roli obserwatora, czuł się jak prawdziwa gwiazda filmowa. Nie obyło się bez autografów i interwencji ochrony. Tomasz Iwan przekazał Olafowi także nieoficjalną informacje o planach włączenia reżysera w skład narodowej reprezentacji Jerzego Engela.

Wizytę o charakterze na poły towarzyskim, na poły zawodowym złożył Olafowi Lubaszenko także wybitny reżyser Krzysztof Zanussi, który realizował kontynuację filmu „Życie to śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową” pt. „Suplement”. Obaj reżyserzy uścisnęli sobie dłonie w przyjacielskim geście, życząc sobie nawzajem powodzenia w bieżących przedsięwzięciach filmowych. Czyżby Krzysztof Zanussi marzył o roli nobliwego profesora sztuki reżyserskiej w następnym filmie Olafa?

Powiew luksusu

Miejsca zdjęciowe w filmie „E=mc2” zostały wybrane tak, aby podkreślić różnicę, olbrzymią przepaść dzielącą dwa światy - naukowca Maxa i gangstera Ramzesa. Tak więc obok dachów praskich kamienic i uniwersyteckich auli, w filmie zobaczymy wnętrze apartamentu w hotelu „Marriott” oraz luksusowe ogrody wilii w podwarszawskich Pyrach i Powsinie. Luksus, przepych, najwyższa jakość.

Reżyser, operator, scenograf i kostiumograf, przeprowadzili naradę tzw. kolorystyczną, aby wnętrza i kostiumy tworzyły harmonijną całość. Dlatego zawsze zachowana jest równowaga barw i nasycenia światła. Obraz w filmie jest zatem bardzo przyjemny dla oka, nie tylko za sprawą olśniewającej urody Agnieszki Włodarczyk, także dlatego że filmu nie kręcono w jednym wnętrzu, na tle tej samej scenografii. Obiekty zdjęciowe stale się zmieniają. Zawsze jednak są to miejsca atrakcyjne wizualnie. Raz jest to wnętrze klubu „Piekarnia”, kawiarni „Starlight Cafe” czy restauracji ”Rabarbar”, następnym razem kręgielnia Hokus-Pokus, siłownia Fit’n’Fun albo charakterystyczny dla Warszawy Most Świętokrzyski.

Ryzyko zawodowe

Reżyser, aktorzy i ekipa dzielnie znosili trudne warunki pracy, jakie towarzyszą wszystkim zawodom filmowym. Jedno jest pewne: na planie „E=mc2” było czasem tak niebezpiecznie, jak podczas uprawiania sportów wyczynowych. Jedną ze scen kręcono na warszawskiej Pradze. W tej scenie Ramzes, czyli Cezary Pazura i Śledź - Mirosław Zbrojewicz biegali po dachu jednej z kamienic goniąc Landrynę - Tomasz Sapryk. Cała sytuacja mogłaby zakończyć się tragicznie, gdyby nie odpowiednie przygotowanie kaskaderskie i zabezpieczenie planu. Tego dnia napięcie rosło z minuty na minutę. I to nie tyle z powodu ryzyka wiążącego się z pracą na wysokości, a raczej z obawy o własny dobytek pozostawiony na dole. Praga przecież słynie z częstych kradzieży.

W innej scenie, realizowanej przed Hotelem Saskim, ekipa „E=mc2” zainscenizowała niewielki wybuch. To Ramzes i Śledź podłożyli bombę w restauracji należącej do szefa konkurencyjnego gangu. Aby wszystko wyglądało prawdziwie, trzeba było poprosić straż pożarną o ugaszenie tego niby-pożaru. Tymczasem na Wiśle ogłoszono alarm powodziowy i wszystkie wozy strażackie skierowano do akcji ratunkowej. Kto by tam gasił jakiś sztuczny pożar...

Szalejąca natura to nic w porównaniu z niesfornym kocurem. W jednej ze scen, obok Olafa Lubaszenko i Emilii Krakowskiej, zagrał specjalnie tresowany zwierzak, który tego dnia okazał się być wyjątkowo nie w humorze. Drugi reżyser musiał nieźle się napocić w poszukiwaniach zastępstwa dla nieujarzmionego gwiazdora.

Ostatni klaps

Ostatni klaps na planie filmu padł 4 września. Z ekipy nie padł nikt - wszyscy dotrwali do końca. Na konferencji prasowej, podsumowującej okres zdjęciowy, Olaf Lubaszenko wspominał: „ Było to na pewno bardzo interesujące przeżycie. Mam nadzieję, że efekt będzie równie ciekawy. Gdy się wokół ma ludzi, którym można zaufać, można sobie pozwolić na tego typu doświadczenie.”

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: E=mc2

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje