Reklama

"Buffalo Soldiers": ZDJĘCIA

Za kamera stanal angielski operator Oliver Stapleton, znany ze wspólpracy z Stephenem Frearsem, z którym nakrecil osiem filmów - m.in.: "Moja piekna pralnia" i "Naciagacze".

"Oliver Stapleton ma bardzo wyrafinowany styl, który swietnie pasuje do historii opisanej w scenariuszu - wyjasnia Grupe. "Po za tym Oliver jest bardzo doswiadczony. Pracowal nie tylko z Frearsem, ale tez z Mametem i Altmanem. To bylo dla nas bardzo wazne. Chodzilo o to, by Jordan mógl cala swoja uwage skupic na aktorach i inscenizacji."

Przygotowanie scenografii powierzono Stephenowi Jones-Evansowi, który pracowal przy "Two Hands". Mial tym razem troche ulatwione zadanie - mógl skorzystac z istniejacych jeszcze budynków po dawnych bazach amerykanskich w Niemczech. W trakcie dokumentacji wybrano kilka obiektów niedaleko Karlsruhe, w których kwateruje filmowa 317 batalion zaopatrzenia Ray`a Elwooda. "Budynki te sa teraz w wiekszosci nie uzywane" - wyjasnia Grupe. - "Jeden jest prawie nietkniety i wyglada niemal dokladnie tak samo jak wtedy, gdy stacjonowali tu Amerykanie. Jednak Jones-Evans musial wlozyc tu troche pracy, ale bylo to przede wszystkim malowanie i jakies prace przy zieleni."

Reklama

W tym samym miejscu zakwaterowano cala ekipe i aktorów "Buffalo Soldiers", unikajac klopotów i niemalych wydatków zwiazanych z transportem.

Jednoczesnie to pomoglo wszystkim aktorom lepiej zrozumiec swoje postacie - w jakich warunkach funkcjonowali. Mówi Joaquin Phoenix: "Dwudziestu mlodych facetów zakwaterowanych w jednym miejscu. Po czesci sami moglismy sie przekonac, jak moze wygladac zycie w bazie wojskowej. Bylo prawie tak samo jak w scenariuszu. W pewnym momencie poczulismy, ze zycie zaczelo nasladowac sztuke."

Glówne zdjecia zaczely sie na poczatku listopada 2000 r. Pierwsza nakrecona sekwencja byly sceny, w których Ray z kolegami napotyka na drodze na dwie opuszczone ciezarówki wypelnione nowoczesnym sprzetem wojskowym. Tego samego dnia równiez powstaly tragikomiczne sceny, w których zaloga czolgu odurzona mocna dawka heroiny nieudolnie próbuje odnalezc swój oddzial, demolujac miejski targ, park i wysadzajac w powietrze stacje benzynowa. Sceny te w harmonogramie zdjec otrzymaly kryptonim „Szalony czolg”.

"Zagral swietnie! Jak prawdziwa gwiazda filmowa" - smieje sie Jordan. "Poczatkowo wszyscy bali sie go troche - to jest ogromny i ciezki pojazd. Trudno mi bylo wyobrazic sobie prace z takim kolosem, ale okazalo sie, ze jest bardzo zwinny i w gruncie rzeczy latwo sie nim manewruje."

Wiekszosc czolgów wykorzystanych w filmie zostala wypozyczona od prywatnych kolekcjonerów. "To bylo bardzo trudne przedsiewziecie" - opowiada Grupe. "Zbieracze wojskowego sprzetu - od najdrobniejszych, którzy maja w swoich kolekcjach glównie helmy, karabiny i elementy munduru, do najwiekszych, których interesuja czolgi, transportery czy armaty - rywalizuja miedzy soba. Okazalo sie, ze zebranie kilku czolgów w jednym miejscu jest bardzo trudne, bo ich wlasciciele dasaja sie na siebie i trzeba bylo wiele wysilku, by ich pogodzic."

Zdjecia krecono takze w Pforzheim, w Baden- Baden i w studio w Worth niedaleko slynnego uzdrowiska.

­

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Buffalo Soldiers
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy