Reklama

"2 młode wina": WYWIAD Z REŻYSEREM

Vlad Lanné urodził się 17 listopada 1970 w Sankt Petersburgu i podobnie jak reżyser pierwszej części Młodego wina, Tomáš Bařina, czy sławny reżyser Ridley Scott, swój styl wizualny szlifował pracując w reklamie.

Vlad Lanné urodził się 17 listopada 1970 w Sankt Petersburgu i podobnie jak reżyser pierwszej części Młodego wina, Tomáš Bařina, czy sławny reżyser Ridley Scott, swój styl wizualny szlifował pracując w reklamie.

Realizował spoty reklamowe zarówno w Czechach, jak i w swojej ojczyźnie, zaś z jego usług korzystała między innymi Coca-Cola, Microsoft, Toyota czy praskie ZOO. Vlad Lanné ukończył reżyserię na praskiej FAMU, oprócz tego studiował również w Instytucie Filmowym w Sankt Petersburgu. W czasie studiów nakręcił pięć krótkich filmów, a jego pełnometrażowy film zatytułowany Happy End otrzymał wiele nagród, między innymi na festiwalu Art Film Festival. Na festiwalu FAMU FEST, jako twórca tego właśnie filmu, otrzymał nagrodę dla najlepszego reżysera, zaś sam film otrzymał nagrody dla najlepszego filmu i za najlepszy dźwięk.

Reklama

Jak wyglądała pana droga z Rosji na praską FAMU? Dlaczego zdecydował się pan na studia filmowe właśnie w Republice Czeskiej?

- Po raz pierwszy dowiedziałem się o FAMU jeszcze podczas studiów filmowych w szkole w Petersburgu. Miałem już scenariusz swojego filmu dyplomowego, którego akcja miała się rozgrywać w Czechach i chciałem go zrealizować, jako koprodukcję obu szkół. Ówczesny dziekan FAMU, Jan Bernard, był pozytywnie nastawiony do tego projektu. Ale był to rok 1995, a moja petersburska szkoła zaczęła przeżywać problemy, wszędzie panował chaos, a szkoła walczyła o przetrwanie. Nie mieli zatem ochoty zajmować się jakąś międzynarodową koprodukcją. Co więcej, nasz profesor Semen Aranovich ciężko zachorował, wyjechał do Niemiec na leczenie i niedługo potem zmarł. Przyszłość naszego roku była niejasna, zatem postanowiłem rzucić studia i wyjechać do Pragi, gdzie już od dłuższego czasu mieszkali moi rodzice.

Z kim pan był na roku?

- Najpierw byłem na roku, którego opiekunem był pan Jireš, a spośród kolegów wymienić mogę Karla Janáka, Karin Babinską, Martina Dolenskiego... Potem wyjechałem na rok do Rosji na plan zdjęciowy, a kiedy wróciłem, trafiłem pod opiekę pani Chytilovej. Byłem na roku zupełnie sam, ponieważ wszyscy studenci z tego roku zostali już wcześniej wyrzuceni ze szkoły.

Czy pański wielokrotnie nagradzany studencki film Happy End pomógł panu w karierze?

- Z jednej strony tak. Jeżeli bowiem pierwszy film odniesie sukces, rosną szanse na przebicie się w środowisku i zwiększa się szansa na pracę pełnoetatowego reżysera. Dzięki niektórym scenom z Happy Endu dostałem pierwszą w swojej karierze propozycję nakręcenia reklamy, która do dziś jest dla mnie podstawowym źródłem utrzymania. Z drugiej strony specyficzna stylizacja narracji w Happy Endzie wprawia niektórych producentów w przekonanie, że w każdym moim następnym filmie będzie się śpiewać, tańczyć i szczękać zębami. Elementy te pojawią się, jeśli będzie tego wymagał scenariusz i gatunek. Czasami mówię sobie, że nie powinienem był zaczynać od Happy Endu. Że miałem zacząć od Młodego wina.

Jak to jest kręcić kontynuację filmu? Brał pan pod uwagę styl reżysera, który nakręcił pierwszą część Młodego wina? A może druga część będzie popisem wyłącznie pańskiego stylu?

- Druga część będzie popisem mojego stylu wyłącznie w wersji reżyserskiej, którą widzowie być może będą mieli okazję zobaczyć jako bonus na DVD. W dystrybucji kinowej pojawi się wersja, na której ostateczny kształt miało wpływ wiele osób - producenci, montażysta oraz widzowie obecni podczas pokazów pierwszych wersji roboczych. W wersji ostatecznej udało się styl Tomáša Bařiny całkiem zgrabnie połączyć i spoić z moim stylem.

- Podczas pracy nad drugą częścią nie naciskałem na ścisłe trzymanie się stylu "jedynki", choćby dlatego, że życie głównych bohaterów uległo w tym czasie zmianie.

Jak się panu podobała atmosfera Moraw Południowych będących niezwykle ważnym elementem filmu?

- A czy ta atmosfera, wraz ze wszystkimi tymi wspaniałymi miejscami, słońcem, winem, niesamowicie otwartymi ludźmi, mogłaby mi się nie podobać?!?

Czy starał się pan stłumić siłę oddziaływania Moraw, czy może przeciwnie - chciał pan ją maksymalnie podkreślić?

- Oczywiście wspólnie z operatorem staraliśmy się jak najlepiej ją wykorzystać. Nawet kręciliśmy ujęcia prawdziwych winiarzy i winnic, dzięki czemu film zyskał potrzebny koloryt i wrażenie prawdziwości.

Jakie ma pan plany na przyszłość? Ma pan już następną propozycję pracy nad filmem fabularnym? W Rosji czy w Czechach?

- Mam kilka własnych scenariuszy i chciałbym je w końcu zrealizować. Akcja części z nich osadzona jest w Czechach, więc musiałbym je realizować na miejscu. Przyznaję też, że ponieważ moja córka jest jeszcze za mała na podróże, chciałbym przynajmniej przez jakiś czas to wykorzystywać i pracować w Czechach, w pobliżu swojej rodziny.

Przed rozpoczęciem zdjęć odgrażał się pan, że aktorzy nie mają co liczyć na przyjemne wakacje w piwniczkach winnych. Jak zdjęcia wyglądały w rzeczywistości?

- Dotrzymałem danego słowa. Z całą pewnością nie były to wakacje. Mieliśmy mało czasu, a częste zmiany pogody niejednokrotnie zmuszały nas do wprowadzania zmian w planie zdjęć. Poza tym podczas zdjęć kilku aktorów uległo wypadkom i musieliśmy znaleźć sposób, jak dokończyć zdjęcia z ich udziałem tak, by widzowie nie zauważyli obrażeń.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: 2 młode wina
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy