Reklama

"Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" [recenzja]: Stuletni Forrest Gump

Powiedzieć, że książka Jonasa Jonassona to w Szwecji bestseller, z ponad milionem sprzedanych egzemplarzy, to mało. "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" to fenomen. Nie trudno się zatem domyślić, że oczekiwania wobec jej filmowej adaptacji były spore. I de facto zostały zaspokojone.

Świadczy o tym chociażby nagroda publiczności w czasie tegorocznego rozdania nagród Złotego Żuka (szwedzka wersja Oscarów) oraz ponad półtoramilionowa publiczność. Szwedzi kochają swoją lokalną wersję Forresta Gumpa, a film Felixa Herngrena to udana komedia zrealizowana z amerykańskim rozmachem i doprawiona skandynawskim poczuciem humoru. Nic tak nie bawi, jak soczyste, szwedzkie przekleństwa, dla których konkurencją mogą być ewentualnie te włoskie.

A zaadaptowanie opasłej książki Jonassona na pewno nie należało do łatwych, biorąc pod uwagę rozpiętość czasową i geograficzną, w jakiej rozgrywa się akcja. Tytuł przedstawia bowiem zaledwie zalążek całej zabawy. Oto spotykamy Allana Karlssona, który w swoje setne urodziny ucieka z domu starców. Potem jest już tylko lepiej: kradzież torby z milionami koron należącymi do mafii, "przypadkowe" wykańczanie kolejnych jej członków, ucieczka z poznanym przy okazji byłym kryminalistą, w końcu przyjaźń z kobietą i jej słoniem. Jeszcze lepiej jest, gdy w retrospekcjach zaczynamy śledzić życie Allana.

Reklama

To właściwie absurdalna, słodko-gorzka historia XX wieku. Zafascynowany wybuchami młody Allan trafia do psychiatryka, gdzie zostaje poddany kastracji (subtelne nawiązanie do niechlubnej szwedzkiej polityki eugeniki). Los sprawi, że chłopak będzie walczył w hiszpańskiej wojnie domowej, spotka Franco, Stalina, Trumana, Churchilla, Mao, Einsteina (a właściwie jego głupszego brata), trafi na Bali, do syberyjskiego gułagu, przejdzie Himalaje, odwiedzi Koreę Północną i Iran. Będzie szpiegował dla Rosji i Stanów Zjednoczonych, doradzał inżynierom z obu stron w budowie bomby atomowej, obserwował rozwijający się komunizm i zawsze zachowa pozytywny, areligijny i apolityczny stosunek do życia. Allan Karlsson to mieszanka dziecinnej mądrości i naiwności.

Jonasson buduje humor swojej opowieści przede wszystkim na językowej ironii i budowanej na naszej historycznej wiedzy satyrze politycznej. Herngren wraz ze współscenarzystą Hansem Ingemanssonem postawił na żart sytuacyjny, podkręcił tempo i w kilku momentach zmienił historię, dodając bohaterów i nowe miejsca. Zwłaszcza finał wyszedł z hollywoodzkim rozmachem, choć w skandynawskim, zdystansowanym stylu. Formuła ta, przy świetnym castingu (doskonała rola Roberta Gustafssona), dała bardzo dobrym efekt. W rezultacie film ogląda się niekiedy lepiej niż czytało książkę, która chwilami potrafi znużyć i przy końcu wytraca swoją dynamikę. Dołożyć do tego muzykę Matti Bye, wschodzącej szwedzkiej gwiazdy muzycznych kompozycji filmowych, oraz ładne zdjęcia, a frekwencyjny sukces filmu nie dziwi.

Owszem, w kinie mieliśmy już "Zeliga" Woody'ego Allena czy właśnie "Forresta Gumpa" Toma Hanksa i Roberta Zemeckisa, do którego powieść Jonassona jest często porównywana. Sukces zarówno książki, jak i filmu Herngrena udowadnia jednak, że w formule tej tkwi nadal spory potencjał. I potrafi nieustająco rozbawić.

7,5/10


---------------------------------------------------------------------------------------

"Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" ("Hundraaringen som klev ut genom fonstret och forsvann"), reż. Felix Herngren, Szwecja 2013, dystrybucja: Kino Świat International, premiera kinowa: 27 czerwca 2014

--------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama