Tak jak pierwsi surrealiści, przerażeni tym, co przyniosła I wojna światowa, uciekali od cywilizacji racjonalizmu w marzenia senne, tak Roman Polański, ocalały dwie dekady później z Holokaustu, stosując podobne sztuczki co surrealiści, wciąż szuka pęknięć na fasadzie otaczającej go rzeczywistości. Obojętnie, czy robi to w konwencji satanistycznego horroru, czarnego kryminału, czy erotycznej komedii, za każdym razem wywraca świat na drugą stronę, odnajdując pod jego spodem Rzeź.
W skali mikro zrobił to debiutanckim w "Nożu w wodzie", gdzie pruł w szwach międzyludzkie relacje, a w skali makro - w późnym "Pianiście", portretującym apokaliptyczne ruiny warszawskiego getta. Oparta na sztuce Yasminy Rezy "Rzeź" okazuje się dużo bliższa pierwszemu z tych filmów, a także innym klaustrofobicznym psychodramom, w których Polański jest niekwestionowanym mistrzem: "Wstrętowi", "Matni" oraz "Śmierci i dziewczynie".
Klaustrofobiczne w "Rzezi" wydaje się nie tylko mieszkanie, w którym dzieje się akcja, ale również społeczne układy, w których żyją bohaterowie: małżeństwa, relacje rodzicielskie, miejsca pracy, wreszcie - ślepo wyznawane światopoglądy. Michael i Penelope Longstreet (John C. Reilly i Jodie Foster) oraz Alan i Nancy Cowan (Christoph Waltz i Kate Winslet) spotykają się, aby przedyskutować bójkę swoich dzieci, jednak pierwotny cel ich rozmowy schodzi na boczny plan, przesłonięty przez dużo bardziej prywatne i dotkliwe animozje. Formy grzecznościowe przestają maskować wrogość i rozpętuje się, cytując Thomasa Hobbesa, "wojna wszystkich przeciw wszystkim".
Pierwotna linia frontu wydaje się jasna: jest nią klasa społeczna i moralność. Longstreetowie to szarzy, skromni i - przynajmniej we własnym mniemaniu - uczciwi mieszczanie. Cowanowie, eleganccy i chłodni, stoją nie tylko wyżej na drabinie społecznej, ale i po Ciemnej Stronie Mocy - ona ma problem z przyznaniem, że to ich syn zawinił, on jest natomiast ironicznym nihilistą, pracującym jako "adwokat diabła" w szeregach skompromitowanej firmy farmaceutycznej (być może za żart Polańskiego można uznać to, że grający ich Winslet i Waltz wcielali się niedawno w role nazistów).
Z czasem jednak podział stron przestaje być tak oczywisty. Żony zwracają się przeciwko mężom, a ci, przyparci do muru, muszą odłożyć na bok wrogość i szukać oparcia we "wspólnocie testosteronu".
Polański - nic nowego - wykazuje się humorem i żelazną dyscypliną. Z jednej strony zachowuje jedność miejsca, czasu i akcji, którą dodatkowo oprawia w narracyjną klamrę, a z drugiej - pozwala sobie na kontrolowane szarże, szczególnie w kwestii prowadzenia aktorów, wygrywających nie tyle postacie, co ich karykatury: ciepłego misia, uduchowioną zołzę, korporacyjnego Lucyfera i zadzierającą nosa pańcię.
Jak widać, z życiowymi tematami rozliczył się w "Pianiście" i "Oliverze Twiście", a teraz, w "Autorze widmo" i "Rzezi", powraca do czystej radości reżyserowania i zabierania widzów w śmieszno-straszną podróż przez dziury w moralności i rzeczywistości.
Szkoda tylko, że owe dziury, skrupulatnie i nieubłaganie wybijane przez cały seans w "Rzezi", próbuje zaszpachlować finałowe ujęcie - pojednawcze i sztucznie krzepiące. Parafrazując padającą w filmie z ust Alana Cowana wypowiedź: kiedy widzę taki naiwny optymizm, mam ochotę kupić sobie plakat Ku Klux Klanu.
8/10
"Rzeź"
Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!
Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!






Piękno
Saga "Zmierzch": Księżyc w nowiu
~pasożyd
dziewczynek? Były momenty?
~el
życiu popiszesz
~A.
prawdziwie inteligentnego. Rozczarowanie
~Tomasz, Gliwice
włoskich gazet zamieściła obszerny wywiad z Polańskim, w którym wypowiadał sie on, że czuje się ...
~psiakpolak
~koq
bedzie cos lepszego !:)
~Wernyhora
śmieszne. Mi osobiście wydawał się zbyt krótki, mimo, że inni twierdzą że jest odwrotnie. Świetn...
~al
potrafię uchwycić dokładnie kto zawinim temu, że film nieudolnie naśladował teatr, że aktorzy gr...
dodaj komentarz »wszystkie wątki »