W 25. rocznicę przyznania polskiemu reżyserowi honorowego Oscara w samym sercu amerykańskiego przemysłu filmowego wybrzmiało znów wybrzmiało nazwisko tego twórcy.
- Było to dla mnie ogromne przeżycie tutaj w Los Angeles organizować retrospektywę filmów Andrzeja Wajdy. Wzruszające było dla mnie zwłaszcza to, że możemy pokazać film "Popiół i diament" albo "Kanał", przepiękne dzieła polskiej kinematografii z taśmy 35 mm - mówi w rozmowie z Interią Joanna Rożen-Wojciechowska, dyrektorka Centrum Kultury Filmowej im. Andrzeja Wajdy, organizatora wydarzenia.
Organizatorom udało się wypełnić po brzegi kino Aero Theater w Santa Monica, gdzie podczas otwarcia retrospektywy publiczność chłonęła klasykę polskiego kina.
- Jak się okazało na miejscu, nazwisko Andrzeja Wajdy otwiera wszystkie drzwi. Chcemy pokazywać filmy Andrzeja Wajdy - usłyszałam od naszych partnerów - wspomina. Dla wielu widzów spotkanie z polską kinematografią stało się niespodziewanym odkryciem: przypadkowy przechodzień, zobaczywszy kolejkę do kina, zdecydował się wejść, bo "jego pradziadek był Polakiem" i przez trzy dni oglądał kolejne projekcje.
Przegląd udowodnił, że twórczość Wajdy nie ulega erozji. Jego filmy wywoływały wielkie emocje wśród publiczności, także tej, która nie znała polskiej historii. Po seansie "Kanału" jedna z widzek wyszła z sali we łzach, poruszona nie tyle faktami Powstania Warszawskiego, co dramatem jednostki i uniwersalnym wymiarem opowieści. Inna zwróciła uwagę, że ta opowieść brzmi „niepokojąco współcześnie”, bo widzi w niej ostrzeżenie dla "Ameryki Trumpowskiej".
- Bardzo mi zależało, żeby zobaczyć, czy filmy Andrzeja Wajdy mówią do ludzi poza polskim kontekstem historycznym. I tak, one opowiadają o humanizmie, o losie człowieka, o uniwersalnych wartościach - mówi Rożen.
W rozmowie wróciła też pamięcią do samej gali Oscarów w 2000 roku, kiedy Andrzej Wajda odbierał statuetkę.








