Siostry bliźniaczki Nadia i Sara wyruszają z Los Angeles do Twinsburga w Ohio, gdzie odbywa się największe na świecie spotkanie bliźniaków. W drodze konfrontują swoje podobieństwa i różnice, próbując odnaleźć równowagę między bliskością a niezależnością. Spotkania z innymi bliźniętami stają się lustrem dla ich własnych doświadczeń, a wspólna podróż przeradza się w intymną opowieść o poszukiwaniu tożsamości i potrzebie wolności.
W ramach trwającej obecnie 23. edycji festiwalu Millennium Docs Against Gravity dokument "Twin Days" bierze udział w Konkursie Filmów Krótkometrażowych, do którego zakwalifikowało się 21 produkcji z całego świata.
Film powstał w Studiu Munka w ramach programu "Trzydzieści Minut". Reżyserkami i autorkami scenariusza są siostry Nadia i Sara Szymańskie. Autorką zdjęć jest Marianna Klein, a muzykę skomponowała pianistka i wokalistka Hania Rani, tegoroczna laureatka Europejskiej Nagrody Filmowej za muzykę do "Wartości sentymentalnej" Joachima Triera.
O pracy nad filmem "Twin Days" opowiadają Nadia i Sara Szymańskie
Rafał Pawłowski: Zacznijmy od samego pomysłu na podróż do Twinsburga. Co sprawiło, że zdecydowałyście się tam wyruszyć?
Nadia: - Całe życie pytano nas o bliźniactwo: Jak to jest? Czy zamieniamy się rolami? Każdy, kogo spotkałyśmy, miał jakąś wizję tego i próbował ją na nas projektować. W dodatku, ponieważ jesteśmy do siebie bardzo podobne wizualnie, dużo mocniej niż inne znane nam pary bliźniąt, całe życie miałyśmy problem z odróżnianiem się i poczuciem posiadania własnej tożsamości. Nasze drogi są splecione ze sobą od dziecka. Rodzice nigdy nas nie rozdzielali. Mówili, że gdy tylko nas rozdzielano, nagle milkłyśmy, zamierałyśmy, byłyśmy innym dziećmi. Nieustająco byłyśmy razem. Najpierw w szkole, w jednej ławce. Potem na studiach. Poszłyśmy co prawda na inne kierunki, ale na tej samej uczelni. Teraz mieszkamy w Paryżu. Osobno, ale w tym samym budynku, tylko na różnych piętrach. Nasza historia wydaje nam się unikalna. Kiedy więc usłyszałyśmy o festiwalu, który jest największym na świecie zgromadzeniem bliźniąt, zrozumiałyśmy, że musimy tam pojechać.
Sara: - Paradoksalnie my się mega lubimy i dajemy sobie duże poczucie wsparcia. Natomiast to jest stan, który trudno zrozumieć komuś, kto nie jest bliźniakiem. Bo ta druga osoba cały czas jest obecna - gdzieś z tyłu głowy. Jednocześnie między sobą rywalizujemy, a zarazem staramy się sobie pomagać.
Nadia: - Funkcjonujemy w stanie pewnego napięcia. Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której jest jakaś niesprawiedliwość między nami. Czujemy, że musimy być na równi. Non stop.
A dlaczego postanowiłyście o tym zrobić film?
Sara: - Pomyślałyśmy, że film pomoże nam znaleźć dystans i będzie miał w jakiś sposób działanie terapeutyczne. Wiedziałyśmy, że musimy zmierzyć się z tym same. Że nie możemy oddać tego innemu reżyserowi.
Nadia: - Umówiłyśmy się, że zachowamy dystans traktując ekranową Nadię i Sarę jak osobne, ekranowe postaci. Że pokażemy wszystko tak, jak to wygląda. Że mamy swoje wady. Bywamy dla siebie okropne. I nie możemy ukrywać, że nasza relacja bywa niedoskonała i trudna.
Sara: - A jednocześnie chciałyśmy w tym wszystkim zachować równość. Żeby nie było tak, że widz uzna, że jedna postać jest lepsza od drugiej. Chodziło o to, by przede wszystkim udało się oddać motywację każdej z nas.

To bardzo specyficzna sytuacja. Z jednej strony jesteście dwiema bohaterkami, z drugiej strony twórczyniami filmu. Powiedzcie, czy trudno było odnaleźć się w tych funkcjach? Łatwiej było być siostrami i bliźniaczkami przed kamerą czy reżyserkami za?
Sara: - Myślę, że trudniej było nam być bliźniaczkami niż reżyserkami. Także dzięki naszej operatorce. Z Marianną [Klein - red.] studiowałyśmy razem w Szkole Filmowej w Łodzi. Jest więc nam bardzo bliska. Jesteśmy przyjaciółkami. Mogłyśmy jej zaufać i oddać kontrolę zapominając o obecności kamery. W tym sensie jej obecność pomagała nam w byciu sobą. Jak oglądam teraz nasz film, to w ogóle wydaje mi się nierealne, że ona tam była. Bo w żaden sposób nie czuć jej obecności. Stała się niewidzialna. Jednocześnie myślę, że dla niej wiele naszych bardzo poważnych kłótni mogło wydawać się absurdalne. Jednak nigdy nie dała nam tego odczuć. Dużo osób nie rozumie, że za każdą pozornie absurdalną kłótnią kryje się coś głębszego: pytania o granice własnej wolności i tożsamości. I dlatego dla nas często spór o małe rzeczy urasta do rangi walki na śmierć i życie.
Spotkanie z wieloma bliźniakami w Twinsburgu coś w was zmieniło?
Sara: - Myślę, że nie można jednoznacznie określić, że coś to zmieniło, ale na pewno dodało jakąś nową warstwę do naszych refleksji na ten temat. Fajnie było pogadać z tymi różnymi parami. Zrozumiałyśmy, że każde z nich jest w innym miejscu. I że nigdy nie znajdziemy kogoś, kto będzie w stu procentach miał takie same doświadczenie jak my. Wiele rzeczy, mimo że nie weszły do filmu, było bardzo poruszające. Jak choćby specjalna ceremonia poświęcona tym, których bliźniacy zginęli. To było bardzo smutne i pomogło nam docenić to, co mamy.
Nadia: - Poczułyśmy ulgę będąc wśród ludzi, którym nie musisz tłumaczyć swojego bliźniactwa. Gdzie zostajesz przyjęty bez pytań i oceniania. I po prostu możesz być sobą.
Wasza podróż do Twinsburga trwała kilka tygodni, ale montaż filmu zajął wam kilka lat.
Nadia: - Najtrudniejszym było zmieścić w tej krótkiej historii wszystkie problemy, które towarzyszą nam od lat. I do tego zawrzeć w tym wszystkim perspektywę każdej z nas. Miałyśmy sporo materiału i długo zastanawiałyśmy się, jak go użyć. Ten film mógł pójść w bardzo wielu kierunkach: opowieści o przeszłości, rodzinie, byciu artystą.... Ostatecznie postanowiłyśmy skupić się na czymś, co opowiada naszej relacji w mniej dosłowny sposób.
Sara: - Najgorsze w trakcie montażu było wracanie wciąż do tych samych emocji. Jakbyśmy na nowo kłóciły się o to, co już sobie gdzieś tam wyjaśniłyśmy. A potem jeszcze raz i kolejny. To było piekło.
Muzykę do filmu skomponowała Hania Rani. Jak wyglądała wasza współpraca?
Nadia: - Z Hanią się przyjaźnimy i to już kolejny raz, kiedy miałyśmy okazję współpracować. Dwa lata temu zrealizowałyśmy teledysk do jej utworu "Dancing With Ghosts". Hania jest też autorką muzyki do naszego filmu krótkometrażowego "Casting". Praca z nią daje duży komfort, bo nie trzeba jej zbyt wiele mówić. Ma taką wrażliwość, że znakomicie czyta twoje intencje. Zależało nam na tym, żeby było pianino, które jest w jakiś sposób emocjonalne, ale jednocześnie niedosłowne. By widz miał przestrzeń, żeby sam poczuł te emocje, bez podawania ich na tacy.
Jak patrzycie dzisiaj na zmontowany już film, to opowiedzenie tej historii bardziej scementowało waszą relację czy bardziej pozwoliło wam się wyodrębnić z niej?
Nadia: - Dobre pytanie. Jak oglądam film, to jest mi ogromnie żal tych postaci i strasznie im współczuję. Są tak bardzo zagubione. Chcą być dla siebie dobre, ale nie potrafią. Nie umieją odnaleźć siebie w tym wszystkim, więc wyrywają sobie wszystko na siłę. Myślę, że ta możliwość spojrzenia z dystansu jest bardzo terapeutyczna. To wszystko jest bardzo skomplikowane, ale czuję, że choć wciąż wracamy do pewnych problemów, to jakoś powoli się od siebie oddzielamy. Nasze kariery zawodowe zaczęły iść własnymi ścieżkami, mamy osobne relacje i dzięki temu łatwiej nam być ze sobą, bez ciągłej chęci wyrywania sobie wszystkiego.
Sara: - Zaczęłyśmy stawiać sobie pewne granice, dbać o swoją własną przestrzeń, co jest nowością; wcześniej byłyśmy zbyt splątane, żeby wiedzieć, gdzie kończy się jedna, a zaczyna druga. Patrzymy z większego dystansu i w związku z tym potrafimy się nawzajem lepiej zobaczyć.
***
Nadia i Sara Szymańskie to mieszkające w Paryżu siostry bliźniaczki, reżyserki i absolwentki Szkoły Filmowej w Łodzi. Nadia jest autorką zdjęć do filmu "Czwartek" w reż. Bren Cukier (2022), nagradzanego na festiwalach w Santa Barbara i Krakowie. W 2022 roku była nominowana do Nagrody im. Jana Machulskiego w kategorii Najlepsze Zdjęcia za autorską etiudę "Milo". Sara jest autorką animacji "Pięć Minut Starsza" (Grand Prix w Konkursie Polskich Filmów Animowanych MFF Animator w Poznaniu, 2021; Nominacja do Nagrody im. Jana Machulskiego 2023) i "Premiera" (Nagroda Sekcji Filmu Animowanego Stowarzyszenia Filmowców Polskich 2024) prezentowanych m.in. w Clermont-Ferrand i MoMA. Ich twórczość bada relacje i indywidualność, ukazując złożoność ludzkich więzi.
Film "Twin Days" wyprodukowało Studio Munka, działające od 2008 roku w strukturach Stowarzyszenia Filmowców Polskich. W ciągu 17 lat istnienia Studio Munka wyprodukowało łącznie ponad 300 filmów krótko i pełnometrażowych, które zdobyły ponad 1000 nagród i wyróżnień na festiwalach filmowych w Polsce i na świecie.












