Reklama

Stephen Graham: Sparring z Alem Pacino

Stephen Graham na premierze filmu "Irlandczyk" w Londynie (13 października 2019)

A jak długie spóźnienie jest twoim zdaniem akceptowalne?

Reklama

- Mówisz o scenie przeprosin Tony'ego - z Frankiem [Robert De Niro - przyp. DR] i Jimmym [Al Pacino]?

Oczywiście. Tony i Hoffa mają tu dość radykalne poglądy. Co się tam między wami dzieje!

- Początkowo to była o wiele mniejsza scena. Głównie przez nas zaimprowizowana. Zaczynamy - Bob nic nie mówi. Siedzę z nim, ale dobra - robię swoje, trochę nieśmiało. Marty zwraca mi uwagę: "Idź w to. Wyluzuj". Zaczynamy się kłócić o to, ile minut można się spóźnić. Kwadrans? 12 i pół minuty? Ta scena nie wyglądała tak w scenariuszu. Dla mnie jest najzabawniejsza z całego filmu. Kiedy skończyliśmy ujęcie, podchodzę do Ala i Boba, żeby ich przeprosić, że może poszedłem za daleko? "Nie! Bardzo dobrze. O to chodzi". Ci wielcy, ikoniczni aktorzy, mistrzowie - pozbawieni są ego. Siedzieliśmy w tym pokoju, przy stoliku i przerzucali piłeczkę. Bajka.

Ciągle grasz gangsterów, twardych facetów często z zadziornym charakterem. A w komedii romantycznej nie chciałbyś wystąpić? Dla odmiany?

- Komedia romantyczna. No nie wiem. Nie sądzę. Nie. Ja lubię psychopatów i gangsterów. Zresztą gangsterzy, szczególnie w Ameryce, gdy odejmie się zabijanie, byli odpowiednikiem rodziny królewskiej i dzisiejszych hollywoodzkich celebrytów. Wszyscy ich znali. Taki Al Capone - regularnie pisano o nim w magazynach. Był romantyczną postacią. Na swój sposób. Psychopaci są interesujący. A ja chcę pokazywać kondycję człowieka, wady charakteru, wielowymiarowe postaci. W tych draniach zawsze staram się znaleźć cień człowieczeństwa. Nigdy nie będę panem Darcym. Szczerze, nawet nie mam na to ochoty.


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Irlandczyk | Stephen Graham

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje