Reklama

Piotr Witkowski: Porozumienie ponad podziałami

Rap stał się immanentną częścią mojego życia - wyznaje Piotr Witkowski

Dziś ta zmodernizowana Polska zupełnie pomija takich ludzi i ma błędne o nich pojęcie. Mam na myśli to, że w społeczeństwie klasowym łatwo przychodzi nam ocenianie kogoś, kto na pierwszy rzut oka odstaje od normy. Bez względu na to, jaki człowiek stoi po drugiej stronie.

Reklama

- To prawda. Człowiek z tak zwanych "wyższych sfer" często rości sobie prawa do tego, że jako jedyny może tworzyć sztukę i mieć wrażliwą stronę. Odrzuca prawdę o ludziach z bloków i nie dopuszcza do siebie myśli, że inni też mogą mieć marzenia. A przecież serce, dobro i wrażliwość można znaleźć wszędzie. Nieważne, gdzie się urodziłeś i którą szkołę skończyłeś. Ważne, kim jesteś i co masz do zaoferowania innym. Chodzi o to, że czasem wystarczy się trochę zastanowić nad tym całym obrzydliwym podziałem kastowym i hejtem, zedrzeć z siebie maskę społecznego statusu, a na koniec wysłuchać drugiego człowieka. To jest przekaz, który można uznać za spuściznę Tomka.

Można odnieść wrażenie, że silnie zrosłeś się z postacią Chady. Trudno było otrząsnąć się z tej roli i wrócić do siebie? 

- No cóż, zajęło mi to kilka miesięcy, czyli zdecydowanie dłużej niż przypuszczałem. To było bardzo trudne, ten film był inny, niż moje poprzednie dokonania. Zawsze uważałem się za profesjonalistę, który po zakończeniu pracy na planie idzie dalej swoją drogą. A teraz nie mogłem wrócić do siebie. I być może nigdy w stu procentach już nie wrócę. Mój kumpel powiedział mi ostatnio, że po tym filmie się zmieniłem. Nie chodzi jednak o to, że ogoliłem się na łyso, a od ćwiczeń na siłowni zrobiłem się szerszy. Miał na myśli, że coraz częściej zdarza mi się mówić - nie. Że jestem bardziej stanowczy i łatwiej przychodzi mi wskazywanie tego, co jest dla mnie dobre, a na co nie powinienem się zgadzać. Myślę, że Tomek dał mi taką pewność siebie. I pozwolił mi zbliżyć się do samego siebie.

Al Pacino kiedyś powiedział: "Czasami postaci, które gramy, pomagają nam poradzić sobie z naszym własnym życiem". To samo mówi się o tekstach Chady. Masz jakiś ulubiony? 

- Myślę, że "Jest nas dwóch", bo dobrze opisuje wewnętrzne sprzeczności każdego z nas. "Jeden uprzejmy i ułożony. Drugi nieprzystosowany, nieco wykolejony. Pierwszy dotrzymuje słowa i spójnie skleja zdania. Drugi często się umawia i nie oddzwania...". Kolejny numer: "Ferment" - uwielbiam ten kawałek, daje mi bardzo dużo siły i wiary w siebie. Podobnie jak: "Na tych osiedlach", "Rap zaufania" czy "Od apelu do apelu". "Ja wciąż oddycham, na życie mam apetyt...". Tak naprawdę mógłbym wymienić tuzin innych tytułów, wszystko zależy od nastroju. Kiedy jesteś zły, to Tomek pozwala ci się wykrzyczeć. Jeśli jesteś przybity, a wszystko rozpada się w rękach, to potrafi wesprzeć. Poza tym w sposób ujmujący pisał o uczuciach, rozstaniach. To są takie słowa, które naprawdę wiele znaczą.

A więc zamieniłeś muzykę poważną na uliczny rap. 

- Nie do końca, ale na pewno stał się immanentną częścią mojego życia. Nawet moi bracia wciągnęli się w temat. Kiedy dowiedzieli się, że ta muzyka i te wersy wypływały z życia Tomka, byli pod wrażeniem. Widziałem, że mój młodszy brat, który korzysta z mojego Spotify, coraz częściej dodaje do playlisty rap. Też się wciągnęli (śmiech).

Piotr Witkowski - absolwent PWSFTviT im. Leona Schillera w Łodzi. W 2010 roku współpracował z Teatrem Chorea w Łodzi, a od 2012 roku jest aktorem Teatru Wybrzeże. Występował m.in. w "Marii Stuart" w reżyserii Adama Nalepy, "Śmierci białej pończochy" i "Broniewskim" w reżyserii Adama Orzechowskiego, a także w "Wesołych kumoszkach z Windsoru" w reżyserii Pawła Aignera.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Proceder (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje