Reklama

Piotr Witkowski: Porozumienie ponad podziałami

Rap stał się immanentną częścią mojego życia - wyznaje Piotr Witkowski

Co było najtrudniejsze?

Reklama

- Rozmowa z mamą Tomka. Spotkaliśmy się na Grochowie, pokazała mi okolicę i kamienicę, gdzie mieszkali. Poza tym dała mi jego zdjęcia z dzieciństwa, koszulkę i bardzo prywatne notatki z czasów terapii antyuzależnieniowej. Codziennie zabierałem je ze sobą na plan. To były moje talizmany, z których emanował duch Tomka.

To musiało być coś więcej niż zwykłe spotkanie. Nie tak dawno doświadczyła utraty najbliższej osoby. W marcu minął zaledwie rok od śmierci Chady.

- Na pewno poczułem ciężar odpowiedzialności. Zrozumiałem, że nie mogę wykorzystać tej roli na użytek własnej kariery, a moim jedynym zadaniem jest walka o dobre imię Tomka. Nie chodzi o wystawianie laurki, ale rzetelny portret człowieka. "Proceder" to film o wrażliwym, ale przy tym skomplikowanym chłopaku, który czasem po prostu nie radził sobie z negatywnymi emocjami. Który mimo wszystkich przewinień, błędów, niedoskonałości, dążył do stabilizacji i założenia fajnej rodziny. Tomek, jak wielu z nas, był pogubiony, próbował poskładać swoje życie do kupy. Niestety, nie udźwignął ciężaru, który okazał się za duży jak na jednego człowieka.

Pomówmy w takim razie o wywrotowym życiorysie Chady. Niektórzy twierdzą, że bezrefleksyjnie gloryfikujecie przestępcę. Że promujecie wśród młodzieży postać złodzieja i dilera grypsującego w więzieniu.

- No właśnie, to irracjonalne! Często takich ludzi nazywa się okropnie mianem "patusów" i "bezmózgów", których trzeba zamykać w zoo. Szkoda tylko, że zamiast z góry oceniać, ludzie nie zdobywają się na zrozumienie. Dlaczego oni stali się przestępcami? Co motywuje ich do takich czynów? Trudne dzieciństwo, trudne życie? Czy naprawdę chcą być tam, gdzie są? To zrozumiałe, że żaden normalny człowiek świadomie nie opiera swojej życiowej drogi na kradzieżach i pobiciach. Tomek też nie chciał tak żyć. Wiedział, że jego doświadczenia nie są wcale powodem do dumy, dlatego przestrzegał przed tym we wszystkich swoich numerach. Rapował o tym, że w żadnej z ról w jego życiu "nie chciałbyś się obsadzić". Weźmy "Desperackie rozrywki": "Bez tego by nas nie było. Desperackie rozrywki. Wycieczki szlakiem melin. Speluny i dziwki. Wódka i używki. Wszystko się mieszało. Pełen brak kontroli i moralny chaos". Te słowa pokazują, w jakich realiach przyszło mu się wychować.

Proceder jest filmem o pokoleniu, które naznaczyły osobliwe lata transformacji. Michał Węgrzyn czułym okiem zarejestrował realia życia na blokowisku w stolicy.

- Tak, bo jeszcze kilka lat temu świat wyglądał inaczej i nie był tak oczywistym miejscem. Nasz kraj, kiedy wchodził w fazę modernizacji, nie dawał młodym, urodzonym na blokowiskach ludziom zbyt wielu możliwości. Można było, albo zapieprzać za bezcen w fabryce, albo żyć prawem dżungli. Wiele osób wybierało tę drugą, niebezpieczną drogę, bo myśleli, że to pozwoli im godnie żyć. A kiedy powijała im się noga to nie było już dla nich ratunku. Nie mogli liczyć na wsparcie ze strony państwa. Nie mogli tak po prostu zapisać się na terapię odwykową i walczyć z nałogiem. Człowiek w takiej sytuacji staje się jeszcze bardziej bezradny. Chcieliśmy pokazać, że Tomek w młodości też nie otrzymał, ani szansy, ani wyboru.

Dowiedz się więcej na temat: Proceder (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje