Reklama

Piotr Machalica nagrał płytę "Mój ulubiony Młynarski": Wiele tekstów mnie dotyka

Autorski recital Piotra Machalicy w radiowej Trójce (2016)

Powiedział pan w jednym z wywiadów, że jego piosenki to pańskie życie.

Reklama

- Trudno mi to sformułować, ale są piosenki, które naprawdę oddają określone momenty mojego życia. Jego twórczość towarzyszy mi od zawsze i wiele tekstów mnie dotyka. Kiedy biorę do ręki antologię jego tekstów, "Od oddechu do oddechu", to gdzie bym nie otworzył znajduję teksty, które albo bardzo dobrze znam, albo umiem na pamięć. Fantastycznie potrafił pisać o rzeczach fundamentalnych, miłości, życiu, do tego genialnie portretował dziwaków. Uwielbiał z nimi rozmawiać, a potem opisywał to z dystansem, ironią, dowcipnie, lubił ich. Jednak jego teksty są moim życie chyba przede wszystkim dlatego, że są niesamowicie mądre. To dotyczy twórczości Wojtka, ale też Jonasza Kofty, Janka Wołka, już nie mówię o Przyborze, który tak pięknie potrafił zamykać historie w czterech zwrotkach i refrenie.

Co jest wciąż siłą tekstów Młynarskiego, Kofty albo Przybory?

- Choć powstawały w latach 60., 70., 80., są wciąż aktualne. Dla mnie jest ważne, że wciąż przynoszą mi ukojenie. Wciąż je cytuję i się z nimi identyfikuję. Wiem, że niczego mądrzejszego sam nie wymyślę. Trochę je biorę za swoje. Poza tym te teksty nie pozostawiają obojętnym, a obojętność jest w sztuce najgorsza. Są tacy, którzy nie zachwycają się każdym tekstem Młynarskiego, ale na pewno nie można powiedzieć, że one pozostawiają ich obojętnymi. Niestety, często mi się to zdarza, kiedy słucham współczesnych tekstów. W ogóle nie mogę się w nich odnaleźć, połowy nie rozumiem.

W tekście "Moje ulubione drzewo" Młynarskiego, który śpiewa pan na płycie, jest takie zdanie: "Pomnę, jak zielone porty mijał kajak śmigły, jak mi smakowały sporty nad jeziorem Wigry". Pan też z nostalgią powraca do dawnych czasów? Powiedział pan kiedyś, że czuje się jakby był z minionej epoki.

- Coś w tym jest. Nie powiem, żeby bił ze mnie optymizm, kiedy patrzę na to, co mnie otacza. Nie sądziłem, że dożyję takiego bogactwa, które mnie odziera ze wszystkiego, z nadziei, wiary w ludzi, to jest okropne. Po raz kolejny przekonujemy się, doświadczamy tego, że ludzkość w ogóle nie mądrzeje, a głupieje jeszcze bardziej. Mówię chociażby o głodzie, który w XXI wieku dotyka milionów ludzi, dzieci, to niepojęte.

W kolejnej kompozycji z płyty, "Balladzie o dwóch koniach", pada: "kto się stawia, ten ma z tego jakiś zysk, a kto słucha i ulega, ten najpierwszy weźmie w pysk". Pan się stawiał i miał z tego same korzyści?

- Stawiałem się i były same korzyści, albo przynajmniej satysfakcja z faktu, że miałem rację. Pamiętam, jak w połowie lat 80. graliśmy we Wrocławiu z Teatrem Domowym spektakl "Degrengolada" według Pavla Kohouta. Graliśmy go w małej willi, wypełnionej publiką po brzegi. W pewnym momencie willę otoczyła Służba Bezpieczeństwa. Wszystkich nas aresztowali. W tym czasie odbywał się w mieście Festiwal Sztuk Współczesnych. Miałem na drugi dzień wystąpić tam w jednym ze spektakli i Zygmunt Huebner postanowił mnie wyciągnąć z więzienia. Nie było łatwo, bo stawiałem się przesłuchującemu. Nie uważam się za weterana czy kombatanta, ale te doświadczenia dobrze smakowały. (PAP)

Autor: Wojciech Przylipiak

PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Machalica | Wojciech Młynarski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje