Reklama

Piotr Machalica nagrał płytę "Mój ulubiony Młynarski": Wiele tekstów mnie dotyka

Autorski recital Piotra Machalicy w radiowej Trójce (2016)

Na płycie znalazło się 13 piosenek z tekstami Młynarskiego (niektóre to tłumaczenia) z ponad dwóch tysięcy, jakie napisał. Wybór musiał być ekstremalnie trudny. Jest jakiś tekst Młynarskiego, który panu nie podszedł, z którym by się pan raczej nie zmierzył?

Reklama

- Jest taki. To "Spotkamy się przy wodogrzmotach", miłosna piosenka z przymrużeniem oka. Te wodogrzmoty mi kompletnie nie pasują. Zresztą w wykonaniu Młynarskiego usłyszałem ją tylko raz. W 1968 r. na wakacjach w Kołobrzegu grał recitale. Ciocia była tak dobra, że dała bilety na jego dwa występy. Po kilku latach spotkałem go przypadkowo na stacji benzynowej koło Dąbek. Byłem jednak w stanie powiedzieć mu tylko "dzień dobry", ale nie potrafię panu powiedzieć, co wtedy przeżywałem. To tak, jak bym dzisiaj spotkał na przykład Jacka Nicholsona. Potem spotkaliśmy się w Opolu. W połowie lat 80. na festiwalu, podczas wieczoru piosenki aktorskiej i kabaretowej, wykonywałem "Piosenkę pieska pokojowego". Wygrałem główną nagrodę, choć jak jechałem do Opola, nawet nie wiedziałem, że to mają być zawody. Potem siedziałem we foyer teatru w Opolu i nagle zobaczyłem Młynarskiego. Chciałem podejść i się w końcu z nim poznać, ale on sam podszedł do mnie. Przywitał się i zaproponował, żebym zagrał u niego w Teatrze Ateneum, gdzie robił spektakl z piosenkami Mariana Hemara.

Pan był wtedy w Teatrze Powszechnym u Zygmunta Huebnera?

- Tak. Zaczęliśmy z Młynarskim próby, ale jednak okazało się, że nie jestem w stanie połączyć tego z graniem w Powszechnym. Dostałem od Wojtka list, żebym się nie przejmował, że spotkamy się gdzie indziej i jeszcze coś zrobimy. I tak też się stało. Spotykaliśmy się wiele razy. Zrobiliśmy razem "Brassensa", odbyliśmy dwie duże trasy po USA i Kanadzie m.in. z Lucjanem Kydryńskim, Ireną Santor, Januszem Sentem. Nie byliśmy z Wojtkiem w jakiejś szczególnej zażyłości. Ale on z niewieloma osobami był bardzo blisko. Stwarzał dystans, ale te spotkania zawodowe były niezwykle ważne. Czułem z jego strony dużą sympatię. Darzyłem go ogromną estymą.

Jakie dawał rady?

- W swoich radach i działaniu był konkretny, wiedział, czego chce. Na jednej z gal piosenki aktorskiej poświęconej Okudżawie wykonywałem jego "Nadziei maleńka orkiestra". Młynarski był na widowni. Dał mi radę, powiedział, bym refreny wykonywał najciszej jak potrafię i to była fantastyczna propozycja.

Wszystkie utwory Młynarskiego, o których pan marzył, trafiły na płytę "Mój ulubiony Młynarski"?

- Nie ma na przykład "Blue tango", które wykonywał Paolo Conte. Pamiętam, jak spotkałem Młynarskiego i powiedziałem mu, że uwielbiam ten utwór. Zdradził mi, że napisał jego tłumaczenie, a tłumaczył fenomenalnie, i dał mi je, napisane odręcznie. Ale tu się nie zmieściło. Próbowałem też podejść do fantastycznej "Ballady o późnej starości Don Kichota". Nie mogliśmy jednak znaleźć pomysłu na interpretację, na wersję, która nie przypominałaby innych, chociażby Agnieszki Fatygi, która wykonywała to fenomenalnie. Na próbach nie podeszła nam również "Ballada o torreadorze", którą znam 40 lat i zawsze śpiewam sobie przed lustrem, ale w zderzeniu z tymi, które już zostały wybrane na płytę, nie zgadzała się.

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Machalica | Wojciech Młynarski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje