Reklama

Piotr Cyrwus: W sercu góral

"Popularność jest w życiu aktora jak kostka cukru, która je osładza" - mówi Piotr Cyrwus

Zaraz po ukończeniu szkoły w Krakowie wyruszył pan na podbój warszawskich teatrów. Skąd ten pomysł?

Reklama

- Pochodzę ze wsi i zawsze chciałem żyć w jeszcze piękniejszej wsi. Tak krakusi mówią o Warszawie. Pierwszy raz na spektakl przyjechałem tu z moją klasą. Byłem wówczas w liceum. Przyznam, że już wtedy myślałem o pracy w stolicy. I nie żałuję. Potem cofnąłem się miastowo przez Łódź do Krakowa na kilkanaście lat. Przy całym jego pięknie miał dla mnie klaustrofobiczną atmosferę, dlatego znów zapragnąłem się z niego wyrwać!

W Krakowie wszyscy się znają. Przeszkadzało to panu?

- Nie. To akurat jest piękne! Wychodzę rano z domu, idę na śniadanie i od razu spotykam znajomego, z którym mogę porozmawiać. My niby chcemy być anonimowi, a jednocześnie ciągnie nas do ludzi.

Lubi pan kontakt z fanami przez media społecznościowe?

- Nie ma mnie na Facebooku.

Czyli fani piszą do pana tradycyjne listy?

- Rzeczywiście, kiedy pracowałem w Teatrze Polskim w Warszawie, zostawiano mi je na portierni. Zawsze miałem trudności z popularnością. Oczywiście nie będę się wygłupiał, zakładał kaptura i ciemnych okularów, idąc do Hali Mirowskiej po zakupy, żeby nikt mnie nie rozpoznał. Nie mogę, bo byłbym hipokrytą. Staram się więc zachować dystans do sławy. To taka kostka cukru w mojej pracy. Nie ukrywam, że dzięki popularności zrobiłem kilka komercyjnych rzeczy.

***Zobacz także***

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Cyrwus

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje