Reklama

Piotr Adamczyk: Niektórzy widzowie nie wyobrażają sobie świąt bez "Listów do M."

- Cieszą mnie komentarze odnośnie czwartej części "Listów do M." - mówi Piotr Adamczyk

Czy w czwartej części będzie coś takiego, co zachęci do serii tych nieprzekonanych?

Reklama

- Trudno jest mi wróżyć, ale oceniając po scenariuszu jestem przekonany, że to możliwe. Często jest tak, że dostajemy jakiś tekst i coś nas w nim uwiera. Staramy się, więc to zmieniać na planie. Łatać dziury. Tutaj mamy do czynienia ze scenariuszem kompletnym.

Jak reagują scenarzyści na takie łatanie dziur?

- Wtedy trochę suszymy im głowy. Jednak tym razem nauczeni doświadczeniem dali nam gotowy film, do którego możemy tylko dołożyć to, co potrafimy. Czyli starać się jak najlepiej zagrać te role, bo one są naprawdę fajnie napisane.

A co z magią świąt? Dziesięć stopni na plusie.

- Ostatnio kręciliśmy scenę sąsiedzkiej Wigilii i przez chwilę byłem przekonany, że wreszcie spadł śnieg, bo faktycznie z okien sypało wspaniałym puchem. Okazało się jednak, że to po prostu nasze filmowe możliwości. Poza tym mieliśmy przez pół dnia prawdziwy śnieg na drzewach, więc miałem szansę przypomnienia sobie, jak wyglądają prawdziwe, białe święta.

Rozmawiał Łukasz Kaliński

PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Adamczyk | Listy do M.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje