Reklama

Piotr Adamczyk: Niektórzy widzowie nie wyobrażają sobie świąt bez "Listów do M."

- Cieszą mnie komentarze odnośnie czwartej części "Listów do M." - mówi Piotr Adamczyk

O to, jak się gra u boku Agnieszki Dygant nawet nie pytam, bo widać tę chemię na ekranie.

Reklama

- Wracamy do tych postaci jak do starych znajomych. Z Agnieszką znamy się prawie od dziecka, bo byliśmy razem w ognisku teatralnym u państwa Machulskich. Jest to więc bardzo sprawdzone, długie małżeństwo. Nie tylko w "Listach do M.". Spotkaliśmy się przecież niedawno w "Kobietach mafii 2". Ona szefowa mafii, a ja przemytnik narkotykowy.

Za chwilę w kinach czwarty "Kogel-mogel", niedawno trzecia część "Psów". Zmienia się to w stosunku do niedawna, kiedy polscy filmowcy niechętnie sięgali po kontynuacje.

- Na razie jesteśmy w polskiej czołówce. Mnie cieszą komentarze odnośnie czwartej części "Listów do M.". Jest mnóstwo głosów świadczących o tym, że ludzie się jednak do tych "Listów" przyzwyczaili. Nie wyobrażają sobie bez nich świąt Bożego Narodzenia. Oczywiście są głosy krytykujące odgrzewanie tych samych pomysłów, ale zawsze znajdą się tacy widzowie. Jeszcze nie widzieli filmu, a już go oceniają.

Czyli kolejne części są jedynie kwestią czasu?

- Jeżeli nie zabraknie pomysłów, to, kto wie.

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Adamczyk | Listy do M.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje