Debiut reżyserski Emi Buchwald okrzyknięto jednym z największych odkryć polskiego kina ostatnich lat. Sama również nie potrafię pozostać wobec tego filmu obojętna. Słowa takie jak "olśnienie", "odkrycie" czy "zachwyt" same cisną mi się na usta. "Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej" urzekło mnie przede wszystkim lekkością, z jaką Buchwald uchwyciła ludzkie emocje i niuanse relacji między rodzeństwem, a także naturalnością obecną na każdym poziomie opowieści - w dialogach, kreacjach bohaterów i warstwie audiowizualnej.
Naturalność. To właśnie słowo najmocniej kojarzy mi się z tym filmem. Na ekranie zobaczyłam bohaterów, którzy wydawali mi się bliscy, a choć sama nie mam licznego rodzeństwa, jako dwudziestoparolatka poczułam się dostrzeżona, zrozumiana, w pewnym sensie ukojona.
W filmie Buchwald na pierwszym planie oglądamy utalentowanych aktorów młodego pokolenia: Karolinę Rzepę, Izabellę Dudziak, Bartłomieja Deklewę oraz Tymoteusza "Szczyla" Rożynka, dla którego był to debiut na dużym ekranie. Podczas festiwalu Mastercard OFF CAMERA miałam okazję porozmawiać m.in. z Dudziak i Deklewą. To właśnie oni zostali bohaterami pierwszego tekstu z mojego cyklu "W kadrze", poświęconego młodym talentom polskiego kina.
Cząstka siebie w kreacji aktorskiej
Deklewa w "Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej" wciela się w postać Benka. Dudziak gra Nastkę. Razem próbują dotrzeć do Franka, który z dnia na dzień, bez słowa wyjaśnienia, odciął się od rodzeństwa.
Czy aktor potrafi oddzielić siebie od roli? A może w każdej granej postaci zawsze pozostaje jakaś cząstka jego samego? Bartek Deklewa i Izabella Dudziak są zgodni - całkowite oddzielenie aktora od bohatera nie jest możliwe.
Zawsze będziemy mieli coś podobnego, bo zawsze to my jesteśmy za tymi postaciami. My, jako aktorzy, potrafimy uwypuklić jakieś bardzo konkretne, mikroczęści siebie i na nich grać. Składanka tych kilku uwypuklonych mikroczęści powoduje, że powstaje jakaś konkretna postać
Iza zauważyła, że w jej przypadku taką cechą wspólną z Nastką jest "rozedrganie" i trudność w skupieniu się na danym miejscu oraz czasie. Z kolei Bartek dostrzega potrzebę nazywania rzeczy jako podobieństwo z Benkiem. "Chciałbym sprawdzać aktorską elastyczność" - dodał.
Dudziak przyznała również, że większą swobodę w kreowaniu bohaterów diametralnie różnych od siebie odczuwa na scenie teatralnej.
"Mi się wydaje, że mam dużo więcej odwagi w teatrze do kreowania charakterów, które są skrajnie inne. Też mam poczucie, że tam wykorzystuję trochę inne środki, że to wszystko jest lekko mocniejsze. W filmie mam takie poczucie, że jednak zawsze jestem sobą, jakimś refleksem siebie. Próbuję zrozumieć postać, ale to jest moja moralność, która tę postać broni, nawet jeżeli ona jest trudna" - powiedziała.

Młodzi aktorzy nie kryją dumy z udziału w filmie Buchwald. Dla Bartka produkcja okazała się ważnym krokiem zawodowym i otworzyła drzwi do kolejnych projektów.
"Ja już się dowiedziałem, że jedną z ról dostałem dlatego, że ktoś zobaczył ten film w Gdyni. I tak to się dzieje w tym zawodzie. Ludzie - reżyserzy, producenci - coś widzą, mają jakieś skojarzenia. To pomaga. Mówi się o tych nazwiskach, a to jest nam potrzebne, żeby dostawać kolejne propozycje" - przyznał.
Dla Izy równie istotne okazało się coś, co zyskała poza ekranem.
"Jestem wdzięczna za tę rękę, którą wyciągnęła Emi w moim kierunku. Jestem też wdzięczna, kiedy zdarza się taki projekt, który przynosi przyjaźnie. Ten krąg dalej istnieje, wciąż się spotykamy i mamy po prostu jakiś prywatny czas - to jest dla mnie wygrana" - podsumowała, mając na myśli więzi, jakie aktorzy nawiązali na planie "Duchów".
Nadchodzące role
Izabellę Dudziak już wkrótce zobaczymy w nowym filmie Łukasza Rondudy "Powiedz mi, co czujesz". Bohaterami historii są dwudziestolatkowie. Ona tworzy nietypowy projekt "Skup Łez", w ramach którego płaci ludziom za ich łzy. On, początkujący artysta, nie potrafi płakać. Ich relacja rozwija się szybko i intensywnie, prowadząc do przemiany, która okaże się jednym z najważniejszych doświadczeń w ich życiu. Partneruje jej znany z "Absolutnych debiutantów" Jan Sałasiński.
Film został już pokazany zagranicznej publiczności podczas festiwali GoEast Film Festival w Wiesbaden oraz International Film Festival Rotterdam, gdzie spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem zarówno krytyków, jak i widzów.
"Ja nie ukrywam, że bardzo chciałam pracować z Łukaszem po zobaczeniu 'Serca miłości'. Kiedyś oglądałam ten film kompulsywnie, byłam psychofanką Jacka Poniedziałka i Justyny Wasilewskiej, z którą zresztą teraz dzielę jedną scenę w teatrze. 'Powiedz mi, co czujesz' też opowiada o artystach - o parze, która próbuje zdefiniować siebie na podstawie relacji z rodzicami i przejść pewną formę arteterapii, dając sobie wzajemnie współczucie, czułość i otwierając się na własne emocje. Jestem bardzo ciekawa odbioru filmu. W Rotterdamie był bardzo dobry" - mówiła Dudziak.
"Powiedz mi, co czujesz" trafi do kin w całej Polsce 18 września.

Jednym z najbardziej ekscytujących wyzwań w dotychczasowej karierze Bartka Deklewy jest natomiast rola Adama Małysza w filmie "Adam", którego premiera zaplanowana jest na przyszły rok.
"Nie wiem, jak o tym mówić, bo to jest dla mnie cały czas abstrakcja" - przyznał aktor. "Fantastyczna przygoda, ogromny zaszczyt, ale też strach i potężna odpowiedzialność. Osoba, którą Polacy szanują, wielbią niezależnie od poglądów. A teraz jakiś "ziutek" ma zagrać takiego człowieka i zrobić to tak, żeby go nie skrzywdzić. Bardzo trudna aktorsko sprawa, ale jednocześnie niesamowicie cenne doświadczenie".
Deklewa podkreśla, że w przypadku postaci fikcyjnych aktor ma znacznie większą swobodę interpretacji, byleby całość się zgadzała z wizją, scenariuszem. Przy wcielaniu się w osobę powszechnie znaną każdy gest, sposób mówienia czy zachowanie nabierają dodatkowego znaczenia.
"Próbowałem zmieniać wymowę, ale też żeby nie przesadzić. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Jestem przede wszystkim dumny i wdzięczny, że mogłem zmierzyć się z czymś takim" - podsumował.
Jak wygląda droga młodego aktora?
Choć dziś oboje należą do najciekawszych aktorów młodego pokolenia, ich droga do kolejnych ról nie zawsze była usłana różami.
Dudziak wspomina, że mimo udanego debiutu jeszcze podczas studiów długo nie mogła znaleźć swojego miejsca w zawodzie.
Mimo że zadebiutowałam już na początku studiów w Teatrze im. Jaracza w sztuce Mariusza Grzegorzka, po szkole miałam taki suchy okres. Trudniłam się różnymi pracami, pracowałam w second handzie i w pizzerii, łapałam to, co przyszło
Przełomem okazało się spotkanie z reżyserem teatralnym Wojtkiem Rodakiem, którego poznała jeszcze podczas studiów. To właśnie on jako jeden z pierwszych dostrzegł jej potencjał, zapraszał do swoich projektów i polecał ją innym twórcom.
Dziś aktorka zachęca absolwentów szkół teatralnych, by nie rezygnowali mimo chwil zwątpienia.
"Radziłabym wszystkim aktorom, którzy mają trudny moment po szkole i wątpią, czy warto, żeby jednak spróbować: robić krótkie metraże, krótkie formy teatralne, łapali to, co przyjdzie. To jest bardzo trudny moment, ale to nie jest o tobie. Ja jestem dowodem osoby, która straciła wiarę, a jednak później coś poszło" - mówiła.
O szczęściu mówi Bartłomiej Deklewa w kontekście swoich początków w aktorstwie.
"Wygrałem casting, choć nie miałem agencji. Przyjaciółka poleciła mnie reżyserowi, dostałem zaproszenie, przeszedłem kilka etapów i dostałem rolę. To było przy '#BringBackAlice'" - wspominał.
Aktor nie ukrywa jednak, że to nie jest prosta droga. Zawód ten wiąże się z ciągłą niepewnością.
"Rok temu miałem przestój. Pół roku pracowałem w sklepie odzieżowym i nie miałem żadnej pracy [aktorskiej], a teraz gram Adama Małysza. Ta branża jest bardzo nieprzewidywalna" - przyznał.
Warto w tym miejscu wspomnieć o krótkich metrażach, które zajmują ważne miejsce w zawodowych doświadczeniach zarówno Bartłomieja Deklewy, jak i Izabelli Dudziak. Oboje podkreślają, że tego typu produkcje odegrały istotną rolę w ich rozwoju. To właśnie tam najłatwiej o swobodę twórczą, eksperymentowanie i przestrzeń do artystycznych poszukiwań.
"To jest zupełnie inna atmosfera planu. Wszyscy się uczymy. Nie ma wielkich pieniędzy ani presji, odpowiedzialności. Każdy jest tam, bo chce się uczyć. Z czystych, jasnych intencji, z takiego niewinnego, pięknego miejsca. Wszyscy są zajawieni żeby coś wspólnie zrobić" - tłumaczył Deklewa. "Bardzo lubię takie plany, bo przypominają mi początki, kiedy z przyjacielem robiliśmy pierwsze krótkie metraże jeszcze w gimnazjum i liceum. To ważne, żeby wracać do tego jako twórca, bawić się tym jak dziecko".

Podobnie na krótkie formy patrzy Dudziak. Aktorka w 2024 roku zachwyciła w krótkim metrażu o tytule "Nic poważnego" w reżyserii Kamila Czudeja.
"Krótkie metraże to bardzo rzadko jest kino producenckie. Walory artystyczne zwykle są tam na pierwszym miejscu. Próba dotarcia do czegoś nowego, czy też element eksperymentu to coś, co sprawia, że mam poczucie, iż posuwam się w edukacji" - podsumowała.
***
Bartłomiej Deklewa - urodzony w 2000 roku. Absolwent krakowskiej AST. Szerszej publiczności dał się poznać dzięki rolom w serialach "#BringBackAlice" i "Absolutni debiutanci", a także filmach "Światłoczuła" oraz "Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej".
Izabella Dudziak - urodzona w 1995 roku. Absolwentka Wydziału Aktorskiego PWSFTviT w Łodzi. Występowała m.in. w serialu "Forst", filmach "Norwegian Dream" i "Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej", a także licznych etiudach.











