"Zapiski śmiertelnika": Magdalena Boczarska w nowym filmie Macieja Żaka
Pochodząca z Krakowa Magdalena Boczarska od lat zachwyca rolami w filmach, serialach oraz na deskach teatrów. Jest laureatką Orła za główną rolę w filmie "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej" oraz nagrody Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni za kreacje w filmach "Różyczka" i "Piłsudski". W ostatnich latach oglądaliśmy ją w "Heaven in Hell", "Napadzie", "Dziewczynie i kosmonaucie" czy "Langerze".
30 stycznia 2026 roku w kinach zadebiutowała najnowsza produkcja z udziałem aktorki - "Zapiski śmiertelnika" w reżyserii Macieja Żaka - w której u boku Ireneusza Czopa, Agaty Turkot, Magdaleny Popławskiej czy Pawła Tomaszewskiego wcieliła się w postać prokuratorki. W rozmowie z Kingą Szarlej z Interii artystka opowiedziała o swoim odbiorze filmu, jego nietypowej konstrukcji i swojej bohaterce.
Kinga Szarlej: W kinach zadebiutował właśnie nowy film w reżyserii Macieja Żaka "Zapiski śmiertelnika", w którym wystąpiła pani w roli prokuratorki. Jak zareagowała pani po pierwszym przeczytaniu scenariusza? Co było dla pani najbardziej zaskakujące?
Magdalena Boczarska: - Mogłabym pewnie mówić bardzo wielowątkowo. Najbardziej urzekające było to, że dawno nie spotkałam się ze scenariuszem, który byłby tak inny i tak ciekawy. Po przeczytaniu miałam poczucie, że to bardzo interesująca propozycja: przez konwencję, formę i przez to, w jaki sposób ten film dotyka tematów trudnych, takich, których się na co dzień unika. Z jednej strony mówi o śmierci, ale tak naprawdę jest dużą afirmacją życia. I dotknięcie tego od strony konwencji jest super zabiegiem. Według mnie to coś pomiędzy brytyjską komedią a filmami Wesa Andersona. Ten film był też nie lada wyzwaniem od strony aktorskiej, dlatego że [prokuratorka - przyp. red.] to jest postać, która niesie w sobie tajemnicę, wymagało to wzbudzenia jakiegoś klimatu, aury. Zawsze wychodzę z założenia, że warto otwierać takie drzwi, gdzie nas nie ma - tak właśnie odbieram ten scenariusz, na bardzo wielu poziomach.
Film dotyka bardzo trudnego tematu, ale robi to w lżejszy, momentami absurdalny sposób. Miała pani obawy, czy uda się utrzymać ten balans między powagą a humorem?
- Cały czas zastanawialiśmy się, jak to grać, w jaką nutę, w jaką konwencję uderzyć. Przede wszystkim, żeby to była jedna spójna konwencja, żeby wszyscy aktorzy mieli takie poczucie, że grają w jednej stylistyce. Na jednym ze spotkań z widzami reżyser Maciej Żak dość humorystycznie mówił sam o sobie, że ma "metodę Żaka", czyli graj prawdziwie, a potem tak jakby cię ktoś w głowę uderzył. Śmialiśmy się z tego, ale rzeczywiście w jakimś sensie to zdało egzamin na planie. Mam wrażenie, że spójność grania jest tam zachowana.

To już kolejny raz, kiedy wciela się pani w prokuratorkę. Wcześniej była też ministra obrony narodowej czy kandydatka na prezydentkę. Przyciągają panią bohaterki związane z władzą i odpowiedzialnością czy to raczej zbieg okoliczności? Czym ta prokuratorka wyróżnia się na tle poprzednich?
- Myślę, że to jest absolutny zbieg okoliczności. Albo może urząd się o mnie upomina? [śmiech] Co ciekawe, moje prokuratorki są tak inne, jak skrajnie różne są produkcje, w których zagrałam. Żartuję czasem, że byłam kandydatką na prezydenta, ministrą obrony narodowej, sędziną, trzy razy prokuratorką - rzeczywiście urząd w jakimś sensie naprawdę mnie chyba wzywa. Akurat w przypadku mojej postaci [w "Zapiskach śmiertelnika" - przyp. red.] bycie prokuratorką służy wyłącznie do ubrania tej bohaterki w pewnego rodzaju nieoczywisty cytat. Ma to budować jej tajemnicę. To też ciekawe, że do tej pory w swoim aktorskim dorobku nie miałam takiej roli, która by była ulepiona z jakiegoś wyobrażenia. Pamiętam, jak Maciek powiedział, że ona jest takim snem głównego bohatera - jego marzeniem, ulotnością, młodością, zapachem. Tak starałam się o tej roli myśleć. Stąd rude włosy, piegi, kowbojki, cała jej charakteryzacja.
Zdjęcia powstawały nad Bałtykiem - podobnie jak w kilku innych produkcjach w ostatnim czasie. Jak pani myśli, dlaczego twórcy tak chętnie kręcą nad naszym morzem? Co surowy obraz Bałtyku wnosi do opowieści?
- Jest wspaniały, piękny, nostalgiczny, tajemniczy, romantyczny, a zarazem przerażający, ujmujący i budzący tęsknotę. Uważam, że Bałtyk jest wspaniałym tłem do osadzenia historii.
Debiutowała pani na początku lat 2000. Od tamtego czasu zgromadziła pani w portfolio wiele uznanych ról. Zdarza się pani analizować swoją drogę zawodową tak, jak bohaterowi w filmie? Myśleć o spełnieniu, wdzięczności, a może o tym, co się nie wydarzyło?

- Absolutnie tak i myślę, że to się też zmienia. Najpierw, gdy są marzenia, to chcemy być w jakimś punkcie, a potem, gdy do niego dochodzimy, to patrzymy na swoje marzenia z zupełnie innej perspektywy i widzimy siebie w innym miejscu. Inaczej rozpatrujemy naszą drogę po jej pokonaniu niż wcześniej.
- Żyjemy w niespokojnych czasach. Mamy duży kryzys zdrowia psychicznego. Moim zdaniem świat nam pokazuje, że to zdrowie psychiczne w najbliższych latach będzie musiało być jeszcze bardziej zaopiekowane. Uważam, że żyjemy w "pękniętym świecie", co nie sprzyja wrażliwym jednostkom. Taka ciągła analiza momentu życia, w którym jestem i tego, jak sprawdzam się jako partnerka, matka czy córka - to moje własne rozliczenie. Podoba mi się, że nasz film dotyka egzystencji i że budzi refleksję. Jest w pewnym sensie krzepiący, w tym rozedrganym świecie. Coraz ciężej nam się odnaleźć w rzeczywistości, która nas otacza. "Zapiski śmiertelnika" pokazują punkty rozliczeń samego ze sobą, ale też takie punkty zaczepień, które dają nadzieję. Największą nadzieją tej historii jest relacja ojca z córką.
Wspomina pani o pękniętym, rozedrganym świecie. Jak radzi sobie pani z negatywnymi myślami i bagażem emocjonalnym po trudniejszych rolach? Co daje pani ukojenie i prawdziwy odpoczynek?
- Dla mnie największym ukojeniem jest rodzina. Może nawet "ukojenie" to nie jest czasami dobre słowo, ale balans czy kotwica. To jest mój azymut, wedle którego określam swoją rzeczywistość - szczególnie od kiedy zostałam mamą. Ukojenie dają mi natomiast bardzo różne rzeczy. Myślę, że to jest też zależne od momentu życia, w jakim jesteśmy. Każda rola wnosi ze sobą coś innego. Są takie role, które mocno oddziałują na nas emocjonalnie i zostawiają ślad na bardzo długo, inne dotykają nas dużo mniej.
Myślę, że film "Zapiski śmiertelnika" zostanie z widzami na długo. A jaki ostatnio obejrzany przez panią film do dziś nie daje pani spokoju i zmusza do myślenia? Może jakiś tytuł sprzed lat?
- Tego typu filmów jest naprawdę dużo, szczególnie dla mnie, jako aktorki. Jednym z filmów, który zrobił na mnie największe wrażenie jest "Drakula" Coppoli. Z filmów, które ostatnio zostawiły we mnie ślad, to "Bugonia", "Frankenstein" i " Jedna bitwa po drugiej". Każdy film zupełnie inny, z innego gatunku.
Przed panią zupełnie nowe wyzwanie - 18. edycja "Tańca z Gwiazdami". Gratulacje! Czy mogłaby pani jakoś skomentować swój udział?
- Czasami w życiu czekają na nas drzwi, za którymi nas jeszcze nie było i warto nie przegapić tego momentu. Generalnie wychodzenie ze swojej strefy komfortu jest synonimem rozwoju. Czasami możemy się czegoś zupełnie nowego o sobie dowiedzieć albo pójść w innym, zaskakującym kierunku.
"Zapiski śmiertelnika" - o czym jest film?
"Zapiski śmiertelnika" (reż. Maciej Żak) to opowieść o 50-letnim mężczyźnie, który w życiu osiągnął wszystko, a jednak nie czerpie z niego satysfakcji. Przyjeżdża do nadmorskiego kurortu, by zakończyć swoje życie. Produkcja równocześnie splata ze sobą kilka wątków: pisanie listu pożegnalnego, romans z kochanką, planowanie pogrzebu i dochodzenie w sprawie śmierci głównego bohatera. Wyróżnia się na tle innych produkcji w Polsce dzięki swojej nieoczywistej konwencji - często o sprawach poważnych mówi z dużą ilością absurdu.
Przeczytaj recenzję Łukasza Maciejewskiego!
Zobacz też: Od lat zachwyca na ekranie. Mało kto wie, że... potrafi latać samolotami!











