Reklama

​Milena Rostkowska-Galant: Wiosna uczy nas pokory

"Uwielbiam tańczyć" - mówi Milena Rostkowska-Galant, pogodynka Polsatu

Twoja córka ma pięć lat. Bardziej zachwyca ją przelatujący motylek, kolorowy i pachnący kwiatek czy jednak bajka w telefonie?

Reklama

- Na szczęście wygrywa natura i czas spędzony na zewnątrz! Chociaż przez całą tę sytuację z pandemią ogląda więcej bajek niż zwykle. Kiedy chodziła do przedszkola, to czas na oglądanie był bardzo ograniczony. Teraz, kiedy wszyscy jesteśmy w domu, bo mój mąż pracuje zdalnie, a ja mam dyżury w telewizji, to trzeba sobie jakoś radzić.

Znaleźliście sposób na to wspólne spędzanie czasu?

- Chyba nam się to udało, chociaż przyznaję, że bawienie się lalkami i klockami już mnie znudziło (uśmiech - przyp. red.). Staram się codziennie wymyślać nowe zabawy. Byłyśmy już w zabawkowym salonie piękności, czego efektem jest nowa fryzura i czerwone paznokcie Poli. Moja szafa też została już przerobiona. Na szczęście szpilki ukryłam głęboko, bo Pola najchętniej by w nich chodziła. Mamy maleńki ogródek, gdzie Pola może pobiegać po trawie, pozbierać kwiatki i poobserwować ptaki. A jak pada deszcz, to zakładamy kalosze, skaczemy po kałużach i frajda jest jeszcze większa.

Czy Pola tęskni za kolegami z przedszkola?

- Tak. Dopytuje się i bardzo tęskni. Ma przyjaciółkę, do której ciągle dzwoni z zabawkowego telefonu. Muszę w końcu umówić się z jej mamą na jednym z komunikatorów, aby dziewczyny mogły się zobaczyć. Wiem, że to wirtualne spotkanie to nie potrwa pięć minut, więc tym bardziej musimy to dobrze zaplanować (uśmiech - przyp. red.). Codziennie Pola rozmawia ze swoimi dziadkami, z każdym po pół godziny. Wciąż nie może się nagadać. Tyle się u niej dzieje.

Dowiedz się więcej na temat: Milena Rostkowska-Galant

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje