Marieta Żukowska: Ukształtowały mnie trudne przeżycia

Marieta Żukowska wierzy w kobiecą solidarność. Sukcesy koleżanek dają jej siłę do wytężonej pracy. Czasami bywa naiwna, ale dostrzega w swojej naiwności życiową mądrość, która pomaga jej lepiej żyć.

"Staram się mówić kobietom komplementy, bo wiem, że na nie zasługują i powinny ich słyszeć jak najwięcej" - mówi Marieta Żukowska

Powiedziałaś kiedyś, że każda rola to dla ciebie nowa przygoda. Jaką przygodę przeżywasz teraz?

Reklama

- W marcu skończyłam zdjęcia do "Panacei" - filmu norweskiego reżysera. To artystyczne kino, wręcz surowe. Film opowiada o androidach i ich roli w społeczeństwie. Brzmi abstrakcyjnie, ale tylko na pozór. Zaczęliśmy też zdjęcia do "Mediatorów", 13-odcinkowego serialu, w którym gram prawniczkę. Pierwszy raz w polskim serialu historia zostanie pokazana z dwóch stron - również z punktu widzenia przestępcy. To dobry temat, bo w dzisiejszych czasach, kiedy wszyscy się kłócą i mają jedynie słuszne racje, mediator ma co robić. Mam nadzieję, że widzowie, którzy siądą przed ekranem, czegoś się z tego serialu nauczą i może wyciągną rękę do kogoś, z kim byli w konflikcie. A już za chwilę zaczynam film z Tomkiem Koneckim dla TVN-u. Będę grała zabawną, oldskulową nauczycielkę matematyki.

Na ekranie byłaś już prawniczką, nauczycielką, lekarzem - który z tych zawodów spodobał ci się najbardziej?

- Zanim zagrałam w "Botoksie", panicznie bałam się operacji. A tu Patryk Vega zaproponował mi granie chirurga! Potraktowałam to jak zadanie - schowałam swoje lęki w kieszeń i weszłam na salę operacyjną. Na początku stałam daleko od stołu, ale potem coraz bardziej i bardziej się przybliżałam i zobaczyłam, że te moje lęki i ograniczenia są tylko w mojej głowie. Mam ogromny szacunek dla wszystkich, którzy są chirurgami. To bardzo ciężka, wymagająca praca.

To jeszcze dopytam o "Barwy szczęścia". Miałaś ważny wątek dotyczący molestowania seksualnego.

- Cieszę się, że scenarzyści są na tyle odważni, by poruszyć taki temat. Ten serial dociera do milionów ludzi, również tych w małych miejscowościach, i pozwala im oswoić problem. Być może dzięki nam jakaś kobieta, która doświadczyła molestowania, odważy się poszukać pomocy lub choćby z kimś porozmawiać na ten temat.

Przydarzyła ci się kiedyś podobna sytuacja?

- Nie, nigdy. Nie zdarzyło mi się, żeby ktoś tak bezpośrednio zaproponował mi rolę. Prywatnie też nie. Nauczyłam się też stawiać granice. Ważne, żeby nasze córki, ich koleżanki też umiały je stawiać, żeby je przygotować do samodzielnego funkcjonowania, dać im siłę i pozwolić samym mierzyć się z losem. Nie uchronimy ich przed wszystkimi trudnymi sytuacjami, ale zawsze możemy dać wsparcie.

Wierzysz, że mogą być wobec siebie solidarne?

- Tak, byłam zresztą kilka lat temu ambasadorką akcji "Solidarność kobiet ma sens". Zawsze doceniam moje koleżanki za ich świetną pracę, cieszę się, kiedy któraś genialnie zagra, bo to daje mi napęd do tego, żebym ja również coś fajnego zrobiła. My, Polki, jesteśmy naprawdę super, ale wydaje mi się, że trochę się tego wstydzimy, a np. we Włoszech kobiety są wobec siebie bardziej otwarte, witają się na ulicy, chętnie mówią sobie komplementy. Tak samo w Stanach Zjednoczonych. Kiedyś byłam na premierze w Chicago. Schodziłam po schodach ubrana w sukienkę wieczorową i jakaś zupełnie obca Amerykanka popatrzyła na mnie i powiedziała: "Ma pani piękną sukienkę". Zrobiło mi się bardzo miło i jakoś od razu mnie to pozytywnie nastawiło na cały wieczór.

- Ja także często staram się mówić innym kobietom komplementy, bo wiem, że na nie zasługują i że powinny słyszeć ich jak najwięcej. Może rzeczywiście wybieram tę jasną drogę, bo dzięki niej łatwiej mi się żyje. Z tym mi jest po prostu lepiej. Może to jest naiwne, ale moim zdaniem ta naiwność jest mądrością i ona mnie chroni. Mam 36 lat, sporo już doświadczyłam i to moje spojrzenie na świat bierze się z wyboru i z doświadczenia. Tak jest lepiej.

Jako 13-latka zostałaś wysłana do muzycznej szkoły z internatem. Powtarzasz, że te doświadczenia ukształtowały cię jako człowieka.

- Faktycznie w internacie byłam sama, musiałam sobie dać radę i nie było mi łatwo. Ale bez tego nie mogłabym być teraz sobą. Paradoksalnie te trudne rzeczy kształtują nas najbardziej. Dzisiaj wykorzystuję to, co wtedy przeżyłam, kiedy np. gram wymagającą rolę, bazuję na jakichś wydarzeniach z przeszłości, poruszam te struny, od których chciałam uciec. Być może dzięki temu coś przepracowuję. Ale muszę to jakoś potem odreagować.

W jaki sposób udaje ci się to zrobić?

- Już się nauczyłam, że po zdjęciach nie wracam bezpośrednio do domu, żeby tych wszystkich emocji nie przenosić na rodzinę. Kiedy gram trudną rolę, jestem w stanie rozedrgania, jakiegoś rozwibrowania, które siłą rzeczy przekłada się na innych i nie działa na nich dobrze. Po planie muszę znaleźć chwilę dla siebie - idę się przejść albo gdzieś sobie siadam i czekam, aż te emocje ze mnie spłyną. Rola w filmie jest trudniejsza, bo grana postać jest cały czas ze mną i niestety wpływa na moje życie. Zdarza się, że kiedy jest mi naprawdę bardzo trudno, robię sobie gorącą kąpiel i jeśli nadal nie mogę się pozbyć emocji, to jestem w stanie poryczeć się w tej wannie. I już jest mi dobrze!

Rozmawiała Ewa Gassen-Piekarska

Dowiedz się więcej na temat: Marieta Żukowska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje