Reklama

​Magdalena Różczka: Wyśniłam sobie ten film

Magdalena Różczka w filmie "1800 gramów" / TVN Fokusmedia, fot. Michał Stawowiak

Czy cały scenariusz inspirowany jest prawdziwymi historiami?

Reklama

- Nie, ale jest ich dużo. Wszystkie scenarzyści usłyszeli ode mnie lub od Doroty Polańskiej. Teraz, oglądając film, w każdym zdaniu i w każdym kadrze słyszę i widzę flesze sytuacji, których byłam świadkiem lub które ktoś mi wcześniej opowiedział. To niesamowite.

Stanowisko reżysera "1800 gramów" zajął Marcin Głowacki, twórca filmu "Mój biegun". Będąc jednak tak bardzo związana z tym projektem, nie bałaś się oddać "1800 gramów" w jego ręce?

- Nie. Wystarczyło zaledwie kilka spotkań, bym zobaczyła, że to bardzo wrażliwy i mądry człowiek. Nie mieliśmy innych poglądów. On w swojej delikatności często pytał, czy "na pewno wszystko jest w porządku" i "czy na pewno też tak to widzisz?". Mówiłam: "przestań już mnie pytać, bo od tego momentu to jest twój film. To ty musisz się pod nim podpisać". Na statku może być tylko jeden kapitan. Ja mu zaufałam i byłam spokojna o efekt końcowy.

Na ekranie z kolei oprócz ciebie także m.in. Zbigniew Zamachowski, Danuta Stenka czy Maciej Zakościelny. Bardziej imponującą obsadę wymarzonego filmu trudno sobie wyobrazić...

- Podobną wyśniłam sobie już dużo wcześniej i nieraz to przez czysty przypadek osoby, które miałam w głowie, faktycznie wystąpiły w filmie. Tak było na przykład z Dorotą Kolak jako moją filmową mamą, z którą pierwszą próbę czytaną miałam trzy lata przed zdjęciami. Naturalną koleją rzeczy było dla mnie to, że spotkałam ją później na planie. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że reżyser obsadził ją zupełnie niezależną drogą. Podobnie było z Wojtkiem Mecwaldowskim, który wcielił się w mojego brata, Jacka. Z Wojtkiem przyjaźnimy się od wielu lat, więc to, co pojawiło się między nami na planie było bardzo naturalne.

Największym wyzwaniem musiała być dla was praca z małymi dziećmi.

- Mam jednak wrażenie, że tak jak w Interwencyjnym Ośrodku Preadopcyjnym, tak i na planie wydarzały się cuda - choćby nasza 3-miesięczna aktorka, Mia Diduch, która wcieliła się w główną postać dziecięcą, Nutkę. Wtedy kiedy trzeba zaczynała płakać, wtedy kiedy trzeba zaczynała się uśmiechać. Absolutnie trzeba Mii pilnować, bo z niej wyrośnie filmowy zwierzak (śmiech).

Dowiedz się więcej na temat: Magdalena Różczka | 1800 gramów

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje