Reklama

Magdalena Boczarska: Próżność nie jest niczym złym

Idąc na zdjęcia próbne była pani już w 7 miesiącu ciąży. Co sprawiło, że mimo wszystko zdecydowała się pani na udział w castingu?

- Postać Ryfki jest postacią kultową. Nie ma chyba osoby, która po przeczytaniu książki nie chciałaby jej zagrać. To rola jedna na milion, więc grzechem byłoby nie podjąć rękawicy. Tak wyszło, że zdjęcia próbne zdarzyły się w ciąży, ale Janek P. Matuszyński powiedział mi o serialu dużo wcześniej. Do pierwszych rozmów przystąpiliśmy już 4 lata temu, więc cały ten okres jest mocno rozciągnięty w czasie. Półtora roku temu skończyliśmy zdjęcia, postprodukcja trwała drugie tyle. Nie da się takiego serialu zrobić szybko.

Myślę, że wiele osób chciałoby znaleźć się na pani miejscu i samemu przenieść się do lat 30. XX wieku.

- To wielka magia mojego zawodu. Niesamowite, że umożliwia on takie podróżowanie w czasie, nie mówiąc już o tym, że pozwala bezkarnie żyć pożyczonym życiem postaci (uśmiech - przyp. red.). Wszystkie pomieszczenia, ulice, zostały wspaniale zrobione i fantastycznie odtworzone, tak, że nie trzeba było już sobie niczego wyobrażać. Ten świat po prostu był.

Reklama

Czego w najbliższym czasie widzowie mogą się od pani jeszcze spodziewać?

- Dzięki pomocy mojej managerki Kasi Frydrych zdecydowałam się na wzięcie spraw w swoje ręce. Razem z Nataszą Parzymies, która jest silnym głosem młodego pokolenia, pracujemy nad pewnym projektem, o którym na razie nie mogę jeszcze mówić. Co do planów filmowych, pracujemy nad kontynuacją "Różyczki". Pojawią się także "Listy do M 4". Sporo się dzieje, co bardzo mnie cieszy. Czekam już na 2021 rok.

Rozmawiała Barbara Skrodzka/AKPA

AKPA

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Magdalena Boczarska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje