Reklama

Magdalena Boczarska: Próżność nie jest niczym złym

Gdzie postawiła sobie pani granice aktorskie, których nie jest pani w stanie przekroczyć?

- Tymi granicami, których nie przekraczam są granice mojej własnej moralności i etyki tego zawodu. Jeśli nie mam poczucia, że robię coś wbrew sobie, to wszystko jest w porządku, ale zdarzyło mi się odmówić parokrotnie ról, które w moim kodeksie etycznym szły gdzieś za daleko.

Nadal odczuwa pani tremę przed wejściem na scenę teatru lub plan filmowy?

Reklama

- Jest takie powiedzenie wśród aktorów i bardzo wielu starszych kolegów ciągle powtarza, że "tylko głupi nie mają tremy". Oznacza to, że jeżeli ktoś się tego strachu i dygotu wyzbędzie, to jest to początkiem końca czujności i otwartości, która jest bardzo potrzebna w tym zawodzie. Znam wiele wspaniałych i wielkich nazwisk, które nawet po przekroczeniu 70-tki przed premierą teatralną ciągle odczuwają tremę.

Ostatnio, za sprawą serialu "Król", po raz kolejny przeniosła się pani do przedwojennej Warszawy. Co w tej stolicy urzekło panią najbardziej?

- Pochodzę z Krakowa, ale do Warszawy przeprowadziłam się zaraz po skończeniu szkoły. Mieszkałam w różnych dzielnicach i czuję się już warszawianką. Bardzo kocham to miasto. W "Królu" Warszawa jest osobnym bohaterem, symbolem epoki i czegoś, czego już nie ma - obyczajowości, tego jakim byliśmy tyglem kulturowym, wielojęzykowym, różnorodnym, bardzo otwartym i światowym miastem. Ten serial działa na wielu płaszczyznach - jest trochę komedią, serialem obyczajowym, kostiumowym, historycznym, trochę romansem, sensacją, kryminałem, kinem akcji. Wielopoziomowość "Króla" i to jak Warszawa się w nim jawi bardzo mnie ujmuje.

Ryfka Kij, którą pani gra, prowadzi burdel, do którego przychodzą największe osobistości stolicy. To kobieta wyzwolona, pewna siebie, mająca cięty język, ale posiadająca też drugą, wrażliwszą stronę. Która z tych stron jest pani bliższa?

- Grając jakąkolwiek postać zawsze jestem sobą, ale wypożyczam tym postaciom moje myśli, uczucia i ciało. Z każdą graną przez siebie bohaterką w jakiś sposób się utożsamiam, z niektórymi trochę mniej, z innymi bardziej. Tworząc Ryfkę czułam, że jest mi bardzo bliska. Jej historia porusza, ponieważ Ryfka, jako dziecko ulicy, obcowała z największą patologią. Z tych łódzkich slumsów wyrwał ją Kum Kaplica, by później uczynić szefową najbardziej modnego i prestiżowego burdelu w Warszawie. To duży awans społeczny. Ryfka jest jak bombka - w świetnym makijażu, ubrana w cekiny&, ale skrywa w sobie też duże osamotnienie i nostalgię. Jest też silną jednostką, która wykuła w sobie pewną niezależność, powodowaną mocną wolą przetrwania w otaczającym ją, męskim, świecie. Klnie jak szewc, pali papierosy, jednego za drugim, i jest niezwykle barwnym ptakiem, który nie daje sobie w kaszę dmuchać. Jednak w środku jest małą, samotną dziewczynką, która zawsze musiała sobie wszystko sama zapewnić.

Dowiedz się więcej na temat: Magdalena Boczarska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje