Reklama

Maciej Kurzajewski: Otwarty na innych

"Kocham towarzystwo innych i nie ma we mnie nic z samotnika" - mówi o sobie Maciej Kurzajewski

Tak się złożyło, że 23 lata temu, kiedy w telewizji debiutował "Czar par", brał pan ślub.

Reklama

- Oczywiście, pomyślałem o tym. Mało tego, 23 lata temu prowadzący ten program, Krzysztof Ibisz wiózł nas wtedy do ślubu! Nigdy bym nie pomyślał, że poprowadzę nowy "Czar par". Są rzeczy, które mnie czasami zaskakują. Traktuję to jako ciekawe doświadczenie zawodowe. Rynek telewizyjny bardzo się zmienił, podobnie jak widz. Ćwierć wieku temu czasy były inne, telewizja też.

Jest pan tatą 22-letniego Franciszka i 13-letniego Juliana. Czy odziedziczyli po panu optymizm i sportowego ducha?

- Moi synowie są wspaniałymi ludźmi z pozytywną energią. Od rana są gotowi do działania. Nie muszę ich dodatkowo podkręcać. Dzieci, które promieniują dobrymi fluidami, to ogromne szczęście dla rodzica. Starszy syn od kilku lat mieszka i studiuje za  granicą. Świetnie funkcjonuje w nowym środowisku, ma tam kolegów i przyjaciół. Chce mi pokazać, że jest dojrzałym młodym człowiekiem, który żyje własnym życiem. Traktuję to ze zrozumieniem i akceptacją. On wie, że w każdej chwili może na mnie liczyć. Zawsze starałem się dawać moim synom dobry przykład i pokazywać im świat. Wiem, że wyciągną z tego odpowiednie wnioski.

Między starszym i młodszym synem jest ponad dziesięć lat różnicy, czyli sporo. Znajdują wspólny język?

- W zasadzie dorastali w dwóch różnych światach. Nie mieli zbyt wielu wspólnych tematów i sytuacji do przeżywania. Z biegiem czasu ten dystans przestał być jednak tak istotny. Mogłem to zaobserwować chociażby podczas naszego wspólnego męskiego, wyjazdu. Teraz Franek  i Julian są dla siebie wsparciem, często się kontaktują. Mają też wspólne pasje i tematy do rozmów.

Słynie pan z dbania o formę. Jak pan o nią walczy teraz, gdy jest coraz zimniej?

- Stawiam na sport, np. na bieganie. Na to nie ma złej pogody czy nieodpowiedniej pory roku. Śnieg i mroźne okoliczności przyrody to dodatkowa atrakcja. Trzeba się tylko odpowiednio ubrać. Wiadomo, że po pierwszym miesiącu nie przebiegnie się maratonu. Nie warto mieć nawet takich ambicji. Co do mnie - myślę, że biegając, wydłużam sobie zdrowe życie. Dowód? Mam 46 lat i czuję się znakomicie. Namawiam więc do regularnych biegów. Wystarczy wstać godzinę wcześniej, a wszystko da  się zorganizować.

Rozmawiała Ewa Jaśkiewicz

Tele Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Maciej Kurzajewski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje