Macademian Girl: Prowadzenie bloga to nie jest praca dla leniwych!

Zawsze ciągnęło ją do telewizji. Blogerka Tamara Gonzalez Perea, bardziej znana jako Macademian Girl, zadebiutuje w roli prowadzącej "Pytanie na śniadanie" w telewizyjnej Dwójce. Jej partnerem będzie Robert El Gendy.

Macademian Girl, czyli Tamara Gonzalez Perea - zawsze ciągnęło ją do telewizji

Jak to się stało, że dostała pani propozycję poprowadzenia "Pytania na śniadanie"?

Reklama

- Przy okazji jednego z wywiadów poznałam Roberta El Gendy. Świetnie nam się rozmawiało, bo mamy podobną energię i poczucie humoru. Opowiadałam mu, że poważnie myślę o własnym cyklu modowym w "Pytaniu na śniadanie". A tak się złożyło, że stacja była w trakcie dopasowywania nowych duetów prowadzących. Zapytał, czy byłabym zainteresowana, a potem zaproponował spotkanie bezpośrednio już ze swoją szefową. I tak się potoczyło.

Po raz pierwszy poprowadzi pani trzygodzinny program na żywo. Ma pani tremę?

- Prowadziłam już na żywo 1,5-godzinny finał "Supermodelki Plus Size". To był bardzo dobry sprawdzian i ważne doświadczenie dla mnie, wiele mnie nauczyło. Wcześniej miałam już swoje programy, ale nigdy na żywo. To zdecydowanie kolejny poziom trudności, wymaga umiejętności improwizacji, a tę zdobywa się drogą praktyki. Trema jest, ale motywująca. Już kilka lat temu mówiłam znajomym, że oprócz modowego programu, który marzy mi się od lat, chciałabym prowadzić program śniadaniowy. Uwielbiam tę energię, kiedy mogę pracować z ludźmi. Lubię z nimi rozmawiać i słuchać, dlatego zresztą założyłam blog. A prowadzenie formatu śniadaniowego jest doskonałym przedłużeniem tego, co robię na blogu.

W "śniadaniówkach" jest duży rozrzut tematów. Są takie, których wolałaby pani nie poruszać?

- Nie ma tematów, na które nie należy rozmawiać. Ludzie są różni, mają odmienne zainteresowania i rolą takiego programu jest trafienie w choćby kilka ich potrzeb. Dlatego raz jest to rozmowa o ciąży, a innym razem o psychologii czy nowych kierunkach studiów. Z ogromu codziennych informacji wybieramy to, co najważniejsze, i przybliżamy to widzom.

Szukała pani u kogoś wsparcia, prosiła o rady?

- Sam fantastyczny zespół PNŚ jest wielkim wsparciem. Wszystkie ich wskazówki są dla mnie bardzo ważne i cenne. Mam świetnego ekranowego partnera, Roberta El Gendy, a do tego przywilej rozmawiania np. z Marzeną Rogalską, która ten program prowadzi już od 10 lat i wie o nim wszystko, z Tomkiem Wolnym, Tomkiem Kammelem, Marceliną Zawadzką. Cieszy mnie, że zostałam przez nich przyjęta z otwartymi ramionami.

Wróćmy jeszcze do tego programu o modzie, o którym pani marzy...

- Nie jest nowością, że od tego, jak wyglądamy, w dużym stopniu zależy, czy czujemy się dobrze we własnej skórze. W rodzimej modzie jest zdecydowanie za mało kolorów i kobiecości. Większość telewizyjnych programów pokazuje, jak dążyć do przeciętności, a ja bym chciała, żeby każda z nas umiała podkreślić w sobie to, co indywidualne, oryginalne i co ją wyróżnia. Jako kobiety zwykle mamy dużo obowiązków, siebie stawiamy na szarym końcu. A ja chcę udowodnić, że trzeba i warto znaleźć choć odrobinę czasu, by zająć się sobą bez poczucia winy.

Czy kiedy zakładała pani blog w 2011 roku, pomyślała pani, że to wszystko tak daleko zajdzie?

- Absolutnie nie, to dla mnie zupełna niespodzianka! Wspaniale jest móc zamienić swoją pasję w pracę. Kiedy zaczynałam, blogi nie były jeszcze tak popularne jak teraz. Nikt pewnie nie przypuszczał, że będą miały taką przyszłość. Mam to szczęście, że od początku dostałam wsparcie od swoich czytelników i to mi pomagało w trudnych momentach.

A były takie?

- Pewnie! Kiedy startowałam, traktowałam blogowanie jak hobby, zajmowałam się tym po godzinach pracy. Potem przyszedł moment, kiedy musiałam zdecydować: czy będę pracować zgodnie z moim wykształceniem - jako architekt wnętrz - czy zajmę się blogiem w pełnym wymiarze godzin. Postanowiłam, że spróbuję przekształcić go w biznes i na to skierowałam swoją energię. Musiałam wyznaczyć kierunek i stopniowo skompletować zespół, który mnie odciąży, po to, żebym mogła robić też inne rzeczy - np. teraz prowadzić "Pytanie na śniadanie". To wszystko wymagało ogromnej pracy i determinacji. Musiałam wiedzieć, dokąd zmierzam.

Kiedy dotarło do pani, że ta praca jest przez kogoś doceniana?

- Półtora roku później, w 2012 roku, kiedy dostałam nagrodę magazynu "Press" za najlepszy blog modowy.  Wcześniej media w ogóle nie dostrzegały tego, co robiłam. Byłam zbyt niecodzienna, zbyt kolorowa i nie mieściłam się w żadnych ramach. Dlatego na początku nie sądziłam, że to, co robię, zyska tak dużą popularność. A ta nagroda była nagrodą branżową - dotyczyła fachowości wpisów, wiedzy, jakości zdjęć, rozbierała blog na czynniki pierwsze. To była motywacja do tego, żeby się nie poddawać i żeby działać dalej.

Wspomniała pani o tym, że pracuje u pani cały sztab ludzi...

- Bycie szefową to odpowiedzialna funkcja, ale nie da się budować czegoś poważnego i wartościowego bez dobrego zespołu. Dobrze dobrany jest ogromną siłą. Często to on daje mi motywację, żeby robić coś nowego, żeby sięgać dalej, działać. Człowiek ma ograniczone zasoby energii i każdemu zdarzają się gorsze dni. Wtedy szczególnie ważne jest wsparcie i praca z ludźmi, którzy też wierzą w to, co wspólnie robimy. Sztuką jest zmobilizowanie się wbrew przeciwnościom losu. W trudnych chwilach staramy się pamiętać o tym, co już osiągnęliśmy.

Czyli nie pracuje pani tak, jak większość ludzi od-do, tylko cały czas jest pani w pracy.

- Na okrągło! Jeśli ktoś mówi, że mam niewymagającą pracę, to proponuję, żeby się ze mną zamienił na jeden dzień i zobaczył, jak to wygląda od środka. To praca praktycznie 24 godziny na dobę. Nie ma tak, że zamykam komputer, wychodzę z domu i zapominam o wszystkim, bo moim obowiązkiem jest planowanie, myślenie o tym, co zrobimy dalej, bycie na bieżąco. To nie jest zajęcie dla leniwych.

Podobno jako dziecko chciała pani zostać aktorką. Chciałaby pani zagrać w filmie?

- Z wielką przyjemnością! Miałam już fajną przygodę z serialem "Singielka", z tym że grałam tam samą siebie, więc było łatwiej. Ale lubię wyzwania, więc chętnie zagrałabym w serialu czy innej produkcji. Ostatnio nawet rozmawiałam o tym z Marceliną Zawadzką, która gra w "Na sygnale". Uważam, że to świetne doświadczenie.

Rozmawiała Ewa Gassen-Piekarska



Dowiedz się więcej na temat: Macademian Girl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje