Reklama

Lance Henriksen: Dzisiaj męskość postrzega się inaczej

Lance Henricksen to jeden z najbardziej rozpoznawalnych aktorów lat 80. XX wieku /Aaron Rapoport/Corbis /Getty Images

Miałam wrażenie, że Willis nigdy nie zaakceptuje Johna takim, jaki on jest, bo nie akceptuje siebie.

Reklama

- On jest całkowicie skonfundowany. Po tylu latach, tylu supłach nieporozumień, nie umie sobie nawet wyobrazić, co miałby powiedzieć, żeby tę sytuację rozwiązać. On żyje w ciągłym spięciu. Tylko kiedy jest z wnuczką odpuszcza. Ale za chwilę znowu rozpoczyna atak. Często ma to związek z demencją. Robi się agresywny, kiedy traci rozeznanie, nie wie, gdzie i kiedy jest, przed oczami wyświetlają mu się jakieś historie sprzed lat. Nawet w tym stanie nie chce oddać kontroli. A przecież nikt nie może zawsze mieć kontroli nad wszystkim.

Patrzyłam na Willisa i zastanawiałam się, jak to jest możliwe, że ktoś tak zabawny - przecież potrafi żartować z wnuczką - i uroczy - w końcu zakochały się w nim dwie wspaniałe kobiety - może też być tak okrutny.

- Willis ma jakby dwie osobowości. Czasami świat się otwiera, widać promień światła. A potem nagle - ciach! - niebo się zatrzaskuje, zapada mrok, a on znowu zamknięty jest w tym gniewie i goryczy. Nie umie się z tego wyplątać, nie umie poprosić o pomoc, szamocze się.

- Wydaje mi się, że może też być tak, że to, co nas do kogoś przyciąga, z czasem zaczyna nas od tej osoby odrzucać. Na przykład Willis był młodym, samodzielnym facetem, który wszystko umiał zrobić sam. Na początku związku często pary nie potrzebują zewnętrznego świata. Tylko, że z czasem on stał się aspołecznym odludkiem, gorzkim człowiekiem. Staram się być bardzo uważny, żeby i mnie to nie spotkało.

A jest takie ryzyko?

- Mieszkam na pustyni. Sam. Dom ma blisko 500 metrów kwadratowych, otwarta przestrzeń. Wokół kilka akrów, na płocie przesiadują dwa przyjazne kruki, matka i dziecko. Karmię je. Dni wypełnia mi robienie ceramiki. Chciałbym złapać moment, w którym przestanę trzeźwo myśleć. Jeśli ocknę się któregoś dnia grzebiąc w śmieciach na środku kuchni, to będzie znak - pora sięgnąć po pomoc.

Kiedy siadaliśmy do stołu, powiedział pan, że uratowała go sztuka. Co to znaczy?

- Ważną rolę w moim życiu odegrał los, przeznaczenie. Wierzę, że ono jest istotne w życiach nas wszystkich. Ale to sztuka pozwoliła mi przetrwać. Jako dwunastolatek rzuciłem szkołę. Tułałem się. Zacząłem podróżować, to był przez jakiś czas sens mojego życia.  Ale do mniej więcej dwudziestego roku życia byłem chodzącą kulą wściekłości. Nie potrafiłem wskazać kierunku, w jakim chcę iść, nie miałem pojęcia, czym chciałbym się zająć. Kiedy odkryłem świat sztuki, kiedy okazało się, że naprawdę potrafię malować, kiedy zacząłem grać w filmach... To mnie uratowało. Rozpocząłem etap życia, który wreszcie był wartościowy. Co ciekawe, większość osób, których spotkałem w świecie artystycznym była miła, dobra. Nawet, jeśli tworzą okropną sztukę!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Lance Henriksen

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje