Reklama

Krystyna Janda: Jestem otoczona młodzieżą

Jeszcze w tym roku zaplanowała pani premierę sztuki "Aleja Zasłużonych". Sądząc po tytule, pachnie końcem życia. Perwersyjny prezent na urodziny w grudniu?

Reklama

- Nie, tu nie chodzi o koniec życia, tylko opis sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, my artyści. Gram poetkę. Autorem sztuki jest Jarosław Mikołajewski, wybitny poeta, tłumacz, eseista. Jego tekst opowiada - co mnie zachwyca najbardziej - o kondycji zawodów artystycznych.

 A jaka, pani zdaniem, jest kondycja artysty w obecnych czasach?

- Narzekanie, nas artystów, w obliczu problemów bohaterów tego czasu pandemii - ludzi służby zdrowia - jest nietaktem. Ale nasza sytuacja też jest podła. Nie kocha się artystów w tym kraju. Władza ich lekceważy. Kiedyś szanowano aktorów, nie tylko za wybitne role, ale też za ich zwyczajną, codzienną posługę, za zajmowanie stanowiska w ważnych sprawach społecznych i za branie udziału w akcjach charytatywnych. Teatr i film zawsze uczyły tolerancji, otwartości, ćwiczyły wyobraźnię i przypominały wielkie słowa i uczucia. Teraz trafiliśmy pod rynnę. Bo w większości jesteśmy w opozycji do rządzących dzisiaj, zwracamy uwagę na błędy i niesprawiedliwości, boimy się o wolność, nie tylko w sztuce. A to jest także zadanie ludzi kultury. A ja? Moje życie zawodowe, moje role? Tyle lat pracy! Tyle wieczorów na scenie! Okazuje się, że te wszystkie moje Medee, Elektry, Kotki na gorącym blaszanym dachu, te lata wydalania z siebie wszystkich najlepszych uczuć, nic nie znaczą, dotykają mnie pomówienia, lekceważenie i słowa pogardy od rządzących. Ten zawód zobowiązuje do niesienia ludziom wartości, zasad moralnych. Uświadamia, że człowiek potrafi być okrutny, wstrętny, zły, ale jednocześnie może być piękny, wspaniały, szlachetny. Na końcu w "Callas" mówię, że sztuka jest po to, żeby świat zostawić lepszym i mądrzejszym. I ja w to wierzę, zawsze w to wierzyłam.

Skąd czerpie pani siłę, żeby się nie poddawać?

- Od widzów. Cieszą mnie co wieczór spotkania z publicznością. Ludzie kupują bilety, bo chcą oglądać nas i historie, które im opowiadamy. Nawet podczas pandemii mieliśmy 50 procent widowni. Publiczność w Polsce jest nadzwyczajna. W Warszawie mamy 17 teatrów publicznych, finansowanych przez państwo, i wiele, wiele niepublicznych. Ale jeśli się policzy ilość miejsc na widowni, to nie są to jakieś oszałamiające liczby, a w dwumilionowym europejskim mieście musimy grać, grać, grać, wystawiać interesujące rzeczy, mówić prawdę, nawet niepopularną. Obnażać wady, stereotypy i śmiać się z samych siebie.

Jest pani jedną z najbardziej utytułowanych polskich aktorek. Ilość otrzymanych medali, odznaczeń, tytułów, o nagroda aktorskich nie wspominając, budzi respekt. Była już pani m.in. Kobietą z Marmuru, Kobietą z Żelaza, Człowiekiem Wolności.

- Tytuł "Człowiek Wolności", otrzymany z okazji 25-lecia przemian ustrojowych, to dla mnie ważne wyróżnienie. Mam też Medal Karola Wielkiego w dziedzinie sztuki za wkład w zjednoczenie Europy, ponieważ zagrałam w kilku ważnych europejskich filmach. Ale najważniejszy jest medal od Muzeum Polin "za umiejętność współodczuwania". Czy aktorka może dostać nagrodę, która ma piękniejsze uzasadnienie?

Dowiedz się więcej na temat: Krystyna Janda

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje