Katarzyna Kołeczek: Nie daję się zwariować

Jeszcze niedawno niewiele wiedziała o pieczeniu, a dziś sama robi chleb i bezy. Katarzyna Kołeczek, która współprowadzi z Marceliną Zawadzką program "Bake off – Ale ciacho!", zainteresowała się kuchnią, ponieważ niedługo zostanie mamą.

"Pieczenie jest tak niesamowitą rzeczą" - mówi Katarzyna Kołeczek

Gdy ostatnio rozmawiałyśmy, miała pani w domu jedynie stary prodiż. Coś się zmieniło?

Reklama

- I to sporo! Mam już piekarnik z termoobiegiem i zaczęłam piec. Daleko mi oczywiście do poziomu mistrzowskiego, ale krok po kroku zdobywam nowe umiejętności.

I co pani piecze?

- Przede wszystkim wszelkiego rodzaju chleby. Ja nie potrafię żyć bez chleba, testuję więc różne opcje, z drożdżami, bez drożdży, z samych ziaren. Różnie mi to wychodzi. Teraz jednak jest taka dostępność i receptur, i składników, że żal byłoby nie próbować. Możemy zrobić nawet chleb bezmączny. Pochwalę się, że tym, co najbardziej lubię, są kanapki. Jestem mistrzynią kanapek i potrafię zrobić je niemal ze wszystkim. A gdy są ze świeżego pieczywa, jeszcze troszeczkę ciepłe, posmarowane masłem, to wiele więcej mi nie potrzeba. Ale też odkryłam ostatnio dużo innych rzeczy, np. chlebek bananowy, jest wspaniały. A Krzyś Ilnicki nauczył mnie piec bezę.

Podziwiam! To już wyższa szkoła jazdy!

- To prawda, że nie było to proste. Zanim mi się jedna udała, dziesięć spaliłam. Dopiero jedenasta była dobra, ale tylko dzięki Krzysiowi, który zdradził mi na planie pewne tajniki. Oni z Michałem Brysiem w trakcie nagrywania programu często siedzą w kuchni i przygotowują swoje wypieki.

Żeby było do czego równać?

- No właśnie. Ja często podglądałam ich. Jestem wielką fanką zwłaszcza tego, co robi Krzysztof, który specjalizuje się w słodkościach. Czasami gdy zbliżał się weekend, podpytywałam Krzysia, jak zrobić to, a jak tamto, i nagrywałam go. Potem w domu odtwarzałam. To mój sposób uczenia się. W każdym razie złapałam bakcyla. Pieczenie jest tak niesamowitą rzeczą, że nie można obok tego przejść obojętnie.

Okrzepła już pani w programie?

- Myślę, że tak. Zgrałyśmy się z Marceliną Zawadzką i wydaje mi się, że tworzymy bardzo fajny duet. Tak samo z jurorami. Bardzo bym chciała, by powstała następna edycja i żebym ja w niej była, choć rzeczywiście teraz moją uwagę zajmują przede wszystkim zmiany w moim życiu.

Bo zdradźmy, że niebawem zostanie pani mamą.

- Już w czerwcu. Będzie to więc gigantyczna zmiana życiowa, ale zmiana upragniona i wyczekiwana. Przyznam się, że pierwsza rzecz, którą zrobiłam, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, to "wygooglałam", co mogę, a czego nie mogę. Jest tyle zakazów - nie możesz farbować włosów, nie możesz malować paznokci lakierem hybrydowym, nie możesz tego, nie możesz tamtego. W pewnym momencie powiedziałam: stop, nie daję się zwariować. Jednak gdy kręciliśmy program, już byłam w ciąży i zaczęłam zwracać większą uwagę na to, co jem. Stąd też może i moje zainteresowanie kuchnią, jak zrobić coś dobrego i zdrowego. Wciąż jednak nie jestem mistrzynią kuchni, więc będę musiała się sporo nauczyć.

Jeśli jesteśmy przy dobrych radach z internetu, to kojarzy mi się to z pani twórczością kabaretowo-teatralną, a konkretnie z monodramem "Co modna pani wiedzieć powinna".

- I zamierzam moje doświadczenia wykorzystać w kolejnej część monodramu. Opowiem o początkach macierzyństwa. Ja nie ukrywam, że w ten sposób radzę sobie z rzeczywistością, bo jak się człowiek czegoś boi albo jest zagubiony, to najlepiej nie kryć tego w sobie. Moim sposobem na taki stan jest wyjście z tym do ludzi, podyskutowanie o tym z publicznością. To jest to, co ja potrafię robić najlepiej. Bardzo dobrze się w takiej formie odnajduję. "Modną panią" gram z powodzeniem już trzeci rok.

Widziałam na Facebooku pani zdjęcie na tle zamku szkockiego i podpis: To moja nowa miłość. Domyślam się, że nie chodziło tylko o pamiątkę z wycieczki krajoznawczej?

- Miałam stosunkowo niedawno w Edynburgu zdjęcia do serialu. Już w czasie ciąży zrobiłam trzy duże rzeczy w Anglii. Teraz przestałam latać, bo uznałam, że powinnam trochę przystopować. W Edynburgu robimy nowy projekt, który będzie miał kontynuację w przyszłym roku. To będzie bardzo fajna duża rola. Serial o mieszkańcach Edynburga. Na razie powstał odcinek pilotowy, ale został kupiony przez jedną ze stacji, więc kręcimy dalej. Gram Polkę, Anję, która uciekła z Polski i znalazła nowe życie właśnie w Edynburgu.

Czyli Brexit polskim artystom w Wielkiej Brytanii nie szkodzi?

- Wręcz przeciwnie. Jest coraz więcej tematów dookoła Brexitu, ponieważ seriale są odbiciem tego, co dzieje się w społeczeństwie, a nastroje są teraz dość burzliwe, więc pewnie tych produkcji będzie coraz więcej.

Jest pani Polką, mieszka w Polsce, ale mam wrażenie, że przed kamerą częściej gra pani w Wielkiej Brytanii niż w kraju.

- Bo tak faktycznie jest. Tam gram z najlepszymi aktorami i niczym od reszty nie odstaję, ani warsztatem, ani talentem, ale na polskim rynku nie dostałam jeszcze tej upragnionej szansy. Wciąż czekam i wierzę, że kiedyś przyjdzie.

Mogliśmy za to w Polsce panią oglądać choćby w serialu "Ojciec Brown".

- Rzeczywiście grałam jedną z ważniejszych ról w całym pierwszym sezonie. Ostatnio moi znajomi pojechali na Florydę do rodziny. Okazało się, że tam wszyscy Polacy oglądają "Ojca Browna". Gdy więc dowiedzieli, że ci, którzy do nich przyjechali, mnie znają, byli zachwyceni. W Polsce wciąż czekam na swoje zielone światło i robię wiele innych rzeczy jak teatr, improwizacja czy dubbing. Cały czas utrzymuję się w stanie rozegrania, gotowości, w dobrej formie, kondycji aktorskiej, żeby na castingu w Anglii nie być zastałym "drewnem" i móc płynnie przełączyć się z trybu teatralnego na filmowy.

To aż taka duża różnica?

- Film wymaga innych środków. Teatr jest o wiele bardziej ekspresyjny, można mówić głośniej, mocniej gestykulować. Bardzo upraszczając, w filmie większość jest w oczach, a w teatrze w gestach. To jest największa różnica. Na castingu filmowym trzeba wszystko zebrać do środka i nie dać temu za bardzo wyjść na zewnątrz. Ja w Anglii wiele castingów zaliczyłam, część wygrałam, wiele też przegrałam, ale to dla mnie wspaniałe, że oni w ogóle dają mi szansę, że mogę stanąć jak równy z równym.

No to trzymam kciuki, żeby pojawiła się Pani i w polskim filmie czy serialu. No i oczywiście za te wspaniałe zmiany w życiu.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Iwona Leończuk

Dowiedz się więcej na temat: Katarzyna Kołeczek

Reklama

Reklama

Reklama