Reklama

Katarzyna Grabowska: Aktorka nieprzypadkowa

Katarzyna Grabowska na konferencji ramówkowej TVN

Twoja bohaterka twierdzi, że ma pecha. Wierzysz w takie rzeczy?

Reklama

- Nie wiem, czy wierzę, ale wiele osób mi mówi, że mam szczęście. Chyba rzeczywiście tak jest. Pewne rzeczy do mnie przychodzą same, i to w dobrym momencie. Po prostu tak się trafia. To mnie różni od Asi. Może po prostu to się tak dobrze układa, a może podjęłam w przeszłości dobre decyzje.

Zawsze wiedziałaś, że zostaniesz aktorką?

- Nie, to przyszło z czasem. Dopiero w drugiej klasie liceum doszłam do wniosku, że to może mieć sens. Prawdę mówiąc, postanowiłam spróbować przygotować się do egzaminów do szkoły aktorskiej z braku lepszego pomysłu na życie. Zbliżał się termin przesłuchań, trzeba było się decydować.

I się zdecydowałaś?

- Było to w jakiś sposób naturalne. Kiedy zaczęłam się przygotowywać do egzaminów wstępnych, okazało się, że innym też podoba się moja gra. Kolejnym potwierdzeniem tego, że to praca dla mnie, był fakt, że się dostałam. Ale nie do szkoły w Krakowie; było mi z tego powodu przykro, aczkolwiek wyszło mi to na dobre. Studiowałam w Łodzi. To zdeterminowało wiele moich późniejszych zawodowych i prywatnych decyzji. A potem to już samo poszło.

Rodzice zachęcali cię do wyboru właśnie takiej drogi?

- Nie. Ani nie zachęcali, ani nie zniechęcali. Moja mama bardzo się ucieszyła, że się dostałam, bo wiedziała, jak mi na tym zależy. Ale nie dlatego że ona tego chciała, tylko dlatego, że to mój sukces i że to dla mnie ważne, że się tam dostałam. Gdybym powiedziała, że nie mam zamiaru zdawać, że chcę robić coś innego, to tak samo by kibicowała i tak samo by się cieszyła z innych decyzji i sukcesów.

Rozmawiacie w rodzinie o swoich rolach?

- Czasami. Rozmawiamy sobie, plotkujemy, zawsze mi doradzą, ale to nigdy nie jest tak, że muszę się z nimi skonsultować, bo bez tego nie dam rady. Sama staram się sobie obierać drogę. Grałam bardzo długo w teatrze w Łodzi i nie było tam ani mojej mamy, ani taty, przyjeżdżali tylko na spektakle. Nauczyłam się zawodowo sama żyć, tak samo jak wcześniej żyłam w szkole w Łodzi, z którą moi rodzice nie mają nic wspólnego. I to mnie nauczyło samodzielności.

Twój ojciec też gra w "Zakochanych po uszy". Spotkaliście się na planie?

- Nie, mój tata jest "przypisany" do innego wątku, bardziej związanego z postacią Sylwii niż z moją. Ale to bardzo zabawne, że też tam gra. Mogłam mu powiedzieć: "Tato, zapraszam cię do mojego serialu".

Rozmawiała Joanna Kołakowska



Telemax

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Katarzyna Grabowska | Andrzej Grabowski | Zuzanna Grabowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje