Reklama

Reklama

Katarzyna Figura: Lubię prowokować

Katarzyna Figura, okrzyknięta seks-bombą polskiego kina, to aktorka, którą od lat bawi i pociąga prowokacja - mówi o sobie, że jest sprzeczną naturą. Zagrała u najsłynniejszych polskich reżyserów, ma za sobą epizod hollywoodzki i założenie sex-telefonu. Jej niezapomniane role pochodą z filmów: "Pociag do Hollywood", "Kiler", "Szczęśliwego Nowego Jorku", "Ajlawju", "Wrzeciono czasu". Z okazji pokazu filmu "Zakochani" na festiwalu w Gdyni, z aktorką rozmawiała Anna Kempys.

Otrzymała Pani już dwie Złote Kaczki, nagrody przyznawane przez czytelników miesięcznika "Film" dla swoich ulubionych aktorów. Ponadto w ciągu ostatnich dwóch lat wystąpiła Pani w najbardziej popularnych polskich filmach: w "Kilerze" Juliusza Machulskiego, "Historiach miłosnych" Jerzego Stuhra, "Zakochanych" Piotra Wereśniaka. Jaka jest według Pani recepta na sukces?

Katarzyna Figura: Nie ma recepty na sukces. Wyjątkowy talent i przebojowość nie zawsze wystarczają. W tym zawodzie młodość ma ogromne znaczenie. Trzeba być wytrwałym, zdecydowanym i zdeterminowanym. Tak się złożyło, że role, które ostatnio otrzymywałam, były zbieżne z moimi oczekiwaniami i potrzebami. Myślę, że reżyserzy dostrzegli to, jak w ciągu ostatnich lat się zmieniłam. Dostałam propozycje charakterystycznych ról z takim komediowym zacięciem, które bardzo mi odpowiada. To mnie bawi i pociąga. Niektóre z postaci były nawet karykaturalne, ale ja lubię prowokować, lubię zmiany, więc zagrałam to z premedytację. Oczywiście, ważne są dla mnie dowody uznania, takie jak nagrody przyznawane przez publiczność. Aktor, który się tego wypiera, nie mówi prawdy. Każda pochlebna opinia przyczynia się do sukcesu.

Reklama

Co jest dla Pani istotne w momencie przyjmowania roli - to, z kim Pani będzie grała, scenariusz, czy też to, kto wyreżyseruje film?

KF: Punktem wyjścia zawsze jest scenariusz, jego wartość i ocena, czy jest dobry, czy jest zły. Naturalnie później zaczynają odgrywać znaczenie inne elementy, takie jak: kto robi ten film, w jakim towarzystwie będę występować. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że to się nie liczy. Wyznacznikiem jest jednak bardzo dobry tekst. Rzadko się zdarzało, żebym zagrała w filmie pomimo złego scenariusza, bo dałam się na przykład przekonać za sprawą reżysera, producenta czy obecności innych aktorów. Dla mnie najważniejsze jest to, co mam do zagrania.

Zawsze występowała Pani w filmach uznanych już reżyserów. Jak to się stało, że zagrała Pani w filmie "Zakochani", debiutanta Piotra Wereśniaka?

KF: Przeczytałam scenariusz i od razu wydał mi się wyjątkowy. Miałam dużo uznania i sympatii dla pracy scenariuszowej Piotra - poznaliśmy się jeszcze w momencie kręcenia "Kilera" Juliusza Machulskiego, którego był scenarzystą. Już wtedy wiedziałam, że jest on oryginalnym autorem. Później, kiedy okazało się, że będzie po raz pierwszy reżyserował swój własny film, dowiedziałam się, że napisał rolę dla mnie. Byłam zachwycona tym scenariuszem i postacią, która miałam grać. Rola była niewielka, ale pokazywała moje nowe oblicze, inne od tego, do którego przez lata przyzwyczaiła się publiczność i krytycy. Piotr od razu zaznaczył, że chciałby mnie w tym filmie troszeczkę inaczej pokazać, inaczej obsadzić niż w ostatnich latach reżyserzy prezentowali mnie na ekranie. Spodobał mi się również pomysł, żeby w filmie komediowym pojawiła się dramatyczna scena z moim udziałem, która powoduje kompletny zwrot akcji. Nagle w komedii zaczyna się dziać coś bardzo poważnego, przestajemy się śmiać i zdajemy sobie sprawę, że ci młodzi bohaterowie prowadzą niekoniecznie bezpieczne zabawy i że nie powinno się igrać z miłością.

Czy zatem, według Pani, w życiu należy kierować przede wszystkim uczuciami, tak jak czynią to bohaterowie "Zakochanych"?

KF: Ależ ja taką osobą jestem! Nie potrafię inaczej. Nigdy nie byłam osobą wyrachowaną, nie potrafiłam przyznać pierwszego miejsca rozsądkowi przed uczuciami, które są dla mnie najważniejsze. Miłość jest motorem naszego istnienia i sensem naszego życia. Rozsądek powinien pojawiać się już na etapie konkretnego działania - jest niezwykle ważny, jeżeli chodzi na przykład o pracę. Rozsądek i zimna krew - to cenne atuty zawodowego aktora.

Czy łatwe jest rozdzielenie życia prywatnego i zawodowego? Jak Pani sobie z tym poradziła?

KF: Tu rzeczywiście można się troszeczkę pogubić. Nie ukrywam, że te dwa światy bardzo się zazębiają i nie da się ich tak idealnie pogodzić - mówię to z własnego doświadczenia. Być może są tacy, którzy to potrafią, ale ja nie do końca umiałam sobie z tym poradzić.

Konsekwencją tego, że drogi z moim pierwszym mężem się rozeszły, był fakt, że mój syn Aleksander nigdy nie miał tradycyjnego, prawdziwego domu i życia, w takim spokojnym rytmie. Na szczęście wielką rolę odegrali tu dziadkowie - oni tak naprawdę rzeczywiście stworzyli gruntowny i stabilny dom dla mego syna, który ma teraz 13 lat i który przez to jest z nimi bardzo związany. Naturalnie bardzo kocha swego ojca i matkę, ale... To nie jest takie łatwe. Praca jest ważna, ale nie najważniejsza. Kiedy pracuję, podchodzę do tego bardzo serio, oddaję się jej całkowicie, wszystko jej poświęcam - już taka jestem. Nie znaczy to, że w jakiś sposób zrezygnowałam z życia prywatnego na rzecz kariery, bo tego tak też nie można powiedzieć. Na pewno te dwie rzeczy nie współgrają. Mam nadzieję, że teraz to się nareszcie zmieni. Mój obecny mąż Kai jest wspaniały. Od wielu lat nie miałam prawdziwego, stałego związku - teraz naprawdę jestem szczęśliwa.

Zagrała Pani ostatnio dużo ról komediowych. Widać, że odpowiada Pani ten gatunek filmowy i znakomicie się Pani w nim czuje. Aktorzy jednak często uważają, że gra w dramacie jest bardziej nobilitująca i doceniana. Czy nie tęskni Pani do wielkiej, dramatycznej roli?

KF: Paradoksalnie kreowanie postaci w komedii jest dużo trudniejsze, niż występowanie w dramacie. Wszystko zależy od tego, jak jest napisany scenariusz, on jest podstawą. W momencie, kiedy scenariusz, dialogi są dobrze napisane, to czy jest to komedia czy dramat, przestaje mieć znaczenie. Jeżeli mam jako aktorka do czynienia z naprawdę dobrym materiałem, to jest dla mnie ogromną przyjemnością uwiarygodnienie tego na ekranie, czy na scenie. Problemy, moim zdaniem, pojawiają się wtedy, kiedy w tekście jest coś źle napisane, kiedy coś nie gra. Jestem sprzeczną naturą - z jednej strony marzę o zagraniu wielkiej dramatycznej roli, a jednocześnie część mojej osobowości lubi takie postaci jak Rysia z "Kilera" czy Kryśka z "Historii miłosnych". Tak naprawdę bardzo lubię oba rodzaje, ale szczerze mówiąc, najbardziej odpowiada mi gatunek połączony, nie wiem jakby to nazwać - tragifarsa, tragikomedia... Chciałabym, żeby można było się zaśmiać i zapłakać - efekt tego może być naprawdę bardzo różny. To wyzwanie dla aktora.

Czy w najbliższym czasie będzie można zobaczyć Panią w jakiejś sztuce teatralnej, może w kolejnym filmie?

KF: Mam trochę planów. Chciałabym więcej grać w teatrze. Jakiś czas temu zrozumiałam, że może on zrekompensować brak satysfakcji w rolach filmowych. Przygotowuję pewne rzeczy zarówno dla teatru, jak i do filmu, ale rozmowy z producentami nie są najłatwiejsze... Może na razie zatrzymam szczegóły w tajemnicy, a jak będziemy gotowi, tzn. jak umowy zostaną podpisane, wtedy ogłoszę wszystkim swoje plany.

Czy może Pani zdradzić jakieś swoje marzenie?

KF: Marzeń się nie zdradza, bo wtedy się nie spełniają.

Dziękuję za rozmowę.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Katarzyna Figura

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy