Kacper Kuszewski: Istnieje życie poza "M jak miłość"

Kiedy ogłosił, że po 18 latach rozstaje się z rolą Marka Mostowiaka w "M jak miłość", fani byli niepocieszeni. Kacper Kuszewski nie tęskni jednak do serialu, bo zawodowy kalendarz ma szczelnie wypełniony. Teraz koncentruje się głównie na śpiewaniu i ocenianiu uczestników 10. edycji show "Twoja Twarz Brzmi Znajomo".

Kacper Kuszewski na planie programu Polsatu "Twoja Twarz Brzmi Znajomo 10"

Czego się pan spodziewa po 10. edycji programu "Twoja Twarz Brzmi Znajomo"?

Reklama

- Że będzie jak zawsze fantastycznie, a nawet jeszcze lepiej. Ten program wciąż się rozwija, za sprawą charakteryzatorów metamorfozy są coraz doskonalsze, a kolejni uczestnicy coraz wyżej podnoszą poprzeczkę. Nie wiem, czy ktoś mógłby jeszcze przebić genialny występ Filipa Laty w roli Czesława Niemena z poprzedniej edycji... Mam nadzieję, że w każdym odcinku będzie sporo niespodzianek, a uczestnicy pokażą nam kolejne swoje twarze - a raczej cudze.

Jest jeszcze co pokazywać, skoro w programie było już tyle udanych wcieleń i muzycznych hitów?

- Pula największych przebojów faktycznie zmalała, bo raz wykonany utwór danego wokalisty nie pojawia się już w kolejnych edycjach. Mimo to w kołowrotku, z którego losują uczestnicy, wciąż zdarzają się hity z przeszłości - czasem może odrobinę zapomniane - a poza tym do maszyny losującej ciągle są dodawane najnowsze przeboje.

Ma pan faworyta?

- Nie, na to jeszcze za wcześnie. Ale stawka jest wyrównana, uczestnicy idą właściwie łeb w łeb.

Okrzepł pan już w roli jurora?

- Tak - stres z poprzedniej edycji mam już za sobą i poczułem się pewniej jako juror. Oswoiłem się też z bardzo niesprawiedliwym systemem oceniania.

Niesprawiedliwym?

- To bardzo bolesne, że w każdym odcinku musimy komuś postawić jedynkę, a tylko jednej osobie możemy dać dziesiątkę. Bywają odcinki, w których kilka osób zasługuje na najwyższe noty, a na najniższe nikt. Staram się jednak pamiętać, że ten program to nie jest wyścig, konkurs, poważny sprawdzian umiejętności zawodowych ani casting, tylko zabawa. No, może nie beztroska zabawa - byłem uczestnikiem i wiem, ile trzeba włożyć pracy w każdy występ, i jaki to stres. Nie ma tu jednak przegranych, wygrywają wszyscy: uczestnicy mają okazję pokazać się w każdym odcinku w niezwykłej metamorfozie, a widzowie dostają doskonałą rozrywkę. Przede wszystkim wygrywają ci, którzy zostają obdarowani czekami. Rywalizacja nie toczy się o trofeum ani nagrodę pieniężną, ale o przywilej wybrania organizacji, do której trafi 10 tysięcy lub, jak w odcinku finałowym, 100 tysięcy złotych. Od pierwszej edycji dzięki temu programowi na cele charytatywne przeznaczono już 1,7 miliona złotych.

Chciałby pan wrócić do roli uczestnika?

- Nie, po udziale w ósmej edycji byłem w pełni usatysfakcjonowany. Oglądanie fantastycznych metamorfoz kolejnych wokalistów to jest ogromna frajda i przyjemność. Poza tym... jedną z niespodzianek jubileuszowej edycji będzie to, że na chwilę jeszcze wyjdę zza stołu sędziowskiego.

Już nie w tym programie, ale wciąż pan śpiewa.

- Tak, bo muzyka jest mi bardzo bliska. Śpiewałem, zanim zostałem aktorem, jako trzynastolatek grałem już w musicalu "Nędznicy", jestem absolwentem średniej szkoły muzycznej, uczyłem się tam gry na fortepianie i klarnecie. Od ukończenia szkoły teatralnej nieustannie gdzieś śpiewam: a to w teatrach, a to jako wokalista zespołu Leszcze albo na różnych koncertach. Teraz mam wrażenie, że zbieram plony mojego sukcesu w "Twojej Twarzy...", bo najrozmaitszych wokalnych propozycji posypało się bardzo dużo. Przez całe lato nie było tygodnia, żebym nie brał udziału w jakimś dużym koncercie.

Ciągle występuje pan z recitalem "Album rodzinny"?

- Tak. Śpiewam tam napisane specjalnie dla mnie piosenki nawiązujące stylem do dwudziestolecia międzywojennego. Inspiracją do tych w większości humorystycznych piosenek były zdjęcia z albumu moich dziadków. Odkryłem, że na tych fotografiach oprócz dziadków i kilku krewnych, których od biedy umiałem zidentyfikować, jest mnóstwo osób, których nikt z mojej rodziny już nie pamięta. Wydało mi się dojmujące, że ci ludzie istnieli, mieli swoje życie, a teraz można tylko próbować zgadywać, kim byli, na podstawie ich ubrania, pozy, wyrazu twarzy albo tego, obok kogo stoją. Razem z autorami piosenek popuściliśmy wodze fantazji i wymyśliliśmy im nowe życiorysy. Te fotografie widzowie mogą też zobaczyć podczas spektaklu na projekcjach multimedialnych. Wciąż zatem gdzieś śpiewam, teraz w Teatrze Roma zacząłem z Kasią Zielińską, Krystyną Tkacz i Rafałem Królikowskim próby do nowego spektaklu muzycznego, którego akcja będzie się rozgrywać w Nowym Jorku czasów prohibicji. Mam też próby do innego spektaklu, współczesnej rosyjskiej komedii.

Jesień zapowiada się dla pana intensywnie. Czyli istnieje życie poza "M jak miłość"...

- Zawsze istniało i było dla mnie ważniejsze. Moja serialowa postać od jakiegoś czasu stawała się coraz bardziej drugoplanowa, zresztą praca w tej produkcji nigdy nie zajmowała mi więcej niż kilka dni w miesiącu, nawet wtedy, gdy Marek Mostowiak grał tam pierwsze skrzypce. Wielu widzom wydawało się pewnie, że codziennie wstaję skoro świt, jadę na plan serialu i zostaję tam do wieczora, ale tak nie było. Miałem czas na inne rzeczy, na przykład na bardzo rozwijającą współpracę z wrocławskim alternatywnym teatrem Pieśń Kozła albo granie w dubbingu. Dlatego prawie nie odczułem zniknięcia serialu z mojego zawodowego kalendarza, na brak pracy nie narzekam.

Zobaczymy pana niedługo w innej serialowej produkcji?

- Odcinki "M jak miłość" z moim udziałem będą jeszcze w emisji do połowy listopada. Nie spieszę się, żeby wskakiwać w jakąś nową serialową postać, a co przyniesie przyszłość, tego zgadnąć nie umiem.

Co mogłoby pana skusić do pojawienia się w kolejnym serialu?

- Propozycja zagrania postaci całkowicie odbiegającej od mojego dotychczasowego wizerunku. Coś ekscentrycznego, nietypowego, dziwnego. Jestem głodny aktorskich wyzwań.

To kogo by pan chętnie zagrał?

- Psychopatycznego seryjnego mordercę, który cicho nuci romantyczne piosenki, mordując kolejną ofiarę...

Rozmawiała Anna Bugajska


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje