Jej życie od ponad 40 lat kręci się wokół filmu. Doświadczenie zbierała, uczestnicząc w najważniejszych światowych festiwalach, niejednokrotnie będąc częścią składu jurorskiego. Na szczyt kariery zaprowadziła ją prawdziwa fascynacja kulisami świata filmu, pewność siebie i odwaga, którą zaszczepia w kobietach. To przede wszystkim dla nich jej postawa jest symbolem klasy, profesjonalizmu, emancypacji i łamania zakorzenionych w patriarchacie stereotypów.
W 2007 roku Grażyna Torbicka została dyrektorką artystyczną Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi, tę zaszczytną funkcję pełni zresztą do dzisiaj. Dzięki programowi pełnemu projekcji niezależnych filmów, spotkań z twórcami, koncertów i wielu innych atrakcji dla mieszkańców, Kazimierz Dolny stał się małym wielkim centrum świata filmu, które każdego roku odwiedzają mistrzowie współczesnego kina.
Podczas 20. jubileuszowej edycji Dwóch Brzegów na Lubelszczyznę przyjechali m.in. Agnieszka Smoczyńska, Jan Komasa, Joanna Kulig czy Daniel Olbrychski. W progach festiwalu niezmiennie powitała ich Grażyna Torbicka, której spotkania z twórcami i widzami fascynują tak samo, jak przed dwiema dekadami. O niesłabnącej miłości do kina dziennikarka opowiedziała w rozmowie z Interią Film.
Mary Kosiarz, Interia Film: Co przychodzi pani do głowy, gdy wraca myślami do pierwszej edycji festiwalu?
Grażyna Torbicka: - To była ogromna ekscytacja. Nie obawa, nie strach, tylko wielka ekscytacja tym, że robimy coś wyjątkowego. To w końcu duży festiwal w mieście, które nie ma kina, w związku z tym musimy stworzyć miasteczko festiwalowe od podstaw. Mieliśmy wtedy naprawdę mocne otwarcie: ze Stanów zaprosiliśmy reżysera kina niezależnego Boba Rafelsona, a zdobywca Oscara Jiří Menzel reprezentował kino Europy Środkowo-Wschodniej. Przyjechał do nas też Jerzy Skolimowski. Ta wielka trójka pokazywała, że chcemy łączyć różne światy, różne kultury, że to jest prawdziwa istota Dwóch Brzegów: poszukiwanie emocji i doświadczeń, które będą nas łączyć, a nie dzielić.
- Moim najpiękniejszym wspomnieniem z tamtej edycji był koncert otwarcia Gustavo Santaolalli, który był już wtedy zdobywcą Oscara za muzykę do "Tajemnicy Brokeback Mountain". Mieliśmy wstępnie podpisaną umowę, ale pamiętam doskonale, jak w 2007 roku, będąc na nartach w Zakopanem, oglądałam ceremonię wręczenia Oscarów i nagle usłyszałam, że Gustavo otrzymuje kolejną statuetkę, tym razem za muzykę do filmu "Babel". Pomyślałam, że teraz to już na pewno zmieni warunki umowy albo w ogóle do nas nie przyjedzie (śmiech). Napisałam do niego maila z gratulacjami i takim zawahaniem, czy zamierza nas odwiedzić. On odpisał, że nie mamy się czego obawiać, ponieważ muzyka filmowa to jest jedna sprawa, ale koncerty dla publiczności to jest coś zupełnie innego i on nigdy z nich nie zrezygnuje.

W ciągu tych 20 lat pojawiło się mnóstwo festiwali promujących w Polsce kino niezależne.
- To bardzo dobry zwrot. Ich cechą charakterystyczną jest promowanie filmów, które nie mają szans na długie zaistnienie w kinach, jeśli w ogóle do nich wejdą. Im więcej widzów może z nich skorzystać, tym lepiej. Znakiem rozpoznawczym Dwóch Brzegów jest niewątpliwie to, że dzięki współpracy z władzami miasta mamy do dyspozycji budynki i przestrzenie, które na te osiem dni przekształcamy w pełnoprawne centrum festiwalowe. Za chwilę to wszystko zniknie, nie będzie dużego kina na 850 miejsc, szkoła wróci do swojej funkcji, nie będzie sali spotkań a, z rynku zniknie ekran kinowy. Kazimierz Dolny jest przepiękny, podobnie jak inne miasta, w których odbywają się festiwale. Ale niewątpliwie atmosfera takiego małego miasta z jego historią, kulturą, architekturą jest dodatkowym atutem wyróżniającym Dwa Brzegi spośród innych takich wydarzeń.
Jak na przestrzeni tych wszystkich edycji zmieniało się podejście widzów do spotkań, seansów kinowych? Dziś coraz rzadziej korzystają z takiej szansy, zamiast kina, wybierając chociażby ekrany telefonów…
- … ale ekrany telefonów to nie jest kino. Kino to jest wielka, ciemna sala z ogromnym ekranem. Dzisiaj festiwal, również z tego względu, jest wielką wartością. Nawet jeśli ktoś zobaczył już wcześniej film Janka Komasy "Dobry chłopiec", to na pewno nie miał okazji usiąść i posłuchać godzinnej rozmowy z reżyserem i zapytać o rzeczy, które nasunęły mu się podczas seansu. To jest wartość, jaką dają festiwale. Każdy kolejny rok pokazuje mi, że ta potrzeba rośnie i że to są te najcenniejsze rzeczy, na które ludzie czekają. Chcą rozmawiać o kinie.
- Oglądanie filmu na telefonie czy na laptopie nie jest prawdziwym seansem. Filmy są robione na duże ekrany. Na małym ekranie można oczywiście oglądać seriale na platformach streamingowych, które również bardzo sobie cenię. One są robione z myślą o takich ekranach. Ale w momencie, gdy film jest wyprodukowany po to, aby pojawić się w kinie, to trzeba doświadczyć tego, co artysta w nim umieścił, na dużym ekranie.
W tegorocznym programie zarówno Dwóch Brzegów, jak i Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, znajdziemy mnóstwo dzieł młodych filmowców i wschodzących gwiazd kina. Co daje pani poznawanie ich perspektywy?
- Młodzi twórcy mnie bardzo zaskakują. Mieliśmy w tym roku mocną reprezentację młodych aktorów, aktorek i reżyserów. To były dla mnie fantastyczne spotkania, bo poznałam ich sposób myślenia o sztuce, podejścia do tego, co proponują, z ogromnym zainteresowaniem. Oni wiedzą, co robią i w jakim celu. Widzę, jak doskonale rozumieją, że praca nad scenariuszem jest fundamentalna, że ta historia naprawdę musi być dopracowana w każdym calu, zanim wejdzie się na plan filmowy. Widzę, jak fantastycznie mieszają gatunki i nie czują się niewolnikami formy. Porównuję ich do Picassa - znają podstawy, ale nadają temu elementarzowi swoją własną wrażliwość i malują własne obrazy. Uczą mnie tego, żeby nie zamykać się w konwencjach, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Stąd pojawiła się potrzeba stworzenia sekcji "Mój wiek XXI". Retrospektywę zwykle robi się artyście, który ma 80 lat i chcemy podsumować jego twórczość. Naszym tegorocznym bohaterem był Jan Komasa, który ma 44 lata i - jak sam powiedział - właśnie wchodzi w nowy etap swojej twórczości.
A kiedy cofnie się pani do pierwszego etapu własnej twórczości, pierwszych wyjazdów do Cannes, Wenecji, początków pracy w telewizji - kogo pani widzi?
- Widzę osobę, którą niesamowicie fascynuje ta perspektywa obcowania ze sztuką teatralną i filmową. Osobę, która jak dziecko cieszy się z tego, że może poznawać twórców, artystów, z każdej takiej rozmowy brać coś dla siebie, ale mieć na uwadze również i tych, którzy tej rozmowy słuchają. Po tych wszystkich latach nie mogę powiedzieć, że mój entuzjazm się jakkolwiek zmniejszył. Nadal jestem tak samo szczęśliwa z tych spotkań, ale oczywiście nad tymi emocjami bardziej jestem w stanie panować. Dzięki temu wytrzymuję ośmiodniowy maraton, jakim jest Festiwal Filmu i Sztuki Dwa Brzegi, pełen projekcji, spotkań, zapowiedzi filmów. Mam znacznie większe doświadczenie, ale emocjonalnie jestem tak samo podekscytowana, jak 20 lat temu.
A jak z pani perspektywy zmieniła się w tym czasie krytyka filmowa i jej znaczenie dla widzów?
- Ja osobiście nie uważam siebie za krytyczkę filmową. Jestem dziennikarką filmową i nigdy nie było we mnie aspiracji, żeby recenzować filmy i dokonywać ich bezpośredniej oceny. Jeśli coś mi się bardzo nie podoba, to po prostu nie wezmę tego na festiwal. Jedyne, co zawsze przychodzi mi do głowy, gdy sama myślę o różnych dyskusjach na temat danego dzieła, to słowa słynnego Krzysztofa Mętraka: żeby do wszystkiego podchodzić con amore, czyli z miłością. Spróbować to zrozumieć. Tak jak my do Dwóch Brzegów: tak samo 20 lat temu, jak i dzisiaj.
W takim razie czego potrzeba na następne edycje?
- Tego, żeby w całym naszym kapitalnym zespole radość z tworzenia tego festiwalu nie gasła.






!["Jak żyć, żeby nie zwariować" [trailer]](https://i.iplsc.com/000N9V105X9HOXQV-C401.webp)





